Napisane przez: Macu | Listopad 24, 2012

To nie jest dobry MOvember. Stoke 1-0 Fulham.

Stoke City zagrało na Britannia Stadium w typowy dla siebie, siłowy sposób i zasłużenie wygrało z Fulham w stosunku 1-0. Jedynego gola tego spotkania zdobył Charlie Adam po zgraniu głową Petera Croucha. Gracze z Londynu nie byli w stanie sprostać siłowej przewadze przeciwnika i na przestrzeni całego spotkania stworzyli bardzo niewielką ilość sytuacji bramkowych. Niskiej atrakcyjności meczu nie poprawiały porywiście wiejący wiatr i  spadające z nieba krople wody, natomiast jedynym ciekawym urozmaiceniem był tajemniczy zarost jaki sprawili sobie co poniektórzy piłkarze Pullisa.

Piece do wyrobu ceramiki, nadal dominujące w krajobrazie Stoke-on-Trent.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. I nie było. W końcu żadna z drużyn najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii nie cieszy się na widok kółeczka opatrzonego dopiskiem Stoke-on-Trent na meczowym kalendarzu. Podróż z Londynu do położonego w centrum wyspy miasta to nie tylko przymus pokonania sporej dawki kilometrów, ale także symboliczna podróż w czasie do miasta słynącego niegdyś z przemysłu i garncarstwa – stąd zarówno drużyna piłkarska jak i miejscowa konurbacja miast ochrzczone są odpowiednio nazwami the Potteries i the Potters. Na Britannia Stadium czas bowiem zatrzymał się o ile nie w wiktoriańskiej Anglii, to przynajmniej kilkadziesiąt futbolowych lat temu. Piłkarze Tonny’ego Pulisa słynni są z tego, że prezentują styl piłkarski, którego na próżno można szukać wśród innych współczesnych drużyn Premier League. Bazując głównie na fizycznych możliwościach zawodników, Stoke gra na pograniczu faulu, siłowo, szukając swoich szans ze stałych fragmentów gry, dośrodkowań, a nawet dalekich wrzutów z autu. I choć taka gra raczej nie przysparza garncarzom sympatii neutralnych fanów, a zawodników prowokuje do nieprzychylnych komentarzy (pamiętamy chociażby niepochlebne słowa Danny’ego Murphy’ego), to należy przyznać, że w swojej własnej grze Stoke osiągnęło już niemal perfekcję. Teraz Fulham miało się przekonać ile warta jest taktyka Pulisa. Pozbawione kilku kluczowych graczy, a przede wszystkim naczelnego wojownika, Brede Hangelanda, the Cottagers, musieli zmierzyć się z atletami ze Stoke w nieco eksperymentalnym składzie. Za Norweskiego kapitana do składu wskoczył nerwowy i niepewny z Sunderlandem Philippe Senderos, parę środkowych pomocników utworzyli Sidwell i wracający z zawieszenia Baird, natomiast na skrzydłach Jol zaskoczył, gdyż znalazł tam miejsce dla Dejagaha i Karagounisa (po lewej stronie). W linii ataku, do Berbatova dołączył nieźle wypełniający przed tygodniem funkcję zmiennika Petrić. Ubranych w czarne trykoty londyńczyków na Britannia Stadium przywitał ulewny deszcz i przeraźliwy wiatr, który bezlitośnie szarpał wszelkimi flagami w obrębie boiska. Jednak niewzględnie od pogody należało opuścić przyłbicę i stanąć do batalii.

Samo spotkanie w sposób zaskakujący przebiegało tylko przez pierwszych kilka minut. Fulham niespodziewanie przejęło inicjatywę i zepchnęło piłkarzy walijskiego szkoleniowca do defensywy. Karagounis zagroził bramce Begovicia pięknym, ale niecelnym strzałem z dystansu, tymczasem nieporozumienie Hutha ze wspominanym wcześniej bramkarzem Stoke przyprawiło kibiców o drżenie serc. No i to by było na tyle. Z każdą następną chwilą mecz przeistaczał się w to, co gospodarze lubią najbardziej. Fulham zostało zepchnięte do obrony w okolicach własnego pola karnego, a to umożliwiło the Potters rozpocząć operację pod wszystkim znanym kryptonimem wrzutka z każdej pozycji. Choć Rory Delap ze względu na swój wiek powoli będzie się żegnał z piłkarskimi boiskami, okazuje się, że ma w zespole godnego następce w postaci Shottona, który to nawet z autu starał się dograć na głowę któregoś ze swoich kolegów. A że nie od dzisiaj wiadomo, że the Cottagers słabo radzą sobie ze stałymi fragmentami gry i w obecnym sezonie są bodaj zespołem tracącym najwięcej bramek po zagraniach ze stojącej piłki (w przypadku Stoke – także tej dzierżonej w dłoniach), szybko okazało się, że pod bramką Schwarzera raz po raz robiło się groźnie. No i w 26 minucie przewaga gospodarzy została wynagrodzona golem. Shotton świetnie dorzucał z prawej flanki, tym razem nogą, charakteryzujący się dzisiaj fantastycznymi wąsami i olbrzymim wzrostem (to nie tylko dzisiaj) Peter Crouch wygrał główkę w polu karnym, a Adam miał tak dużo czasu, że zdążył przyjąć i z 5 metrów nie dać szans Schwarzerowi. Przy tej okazji nie najlepiej zachował się Senderos, który nawet nie spróbował powalczyć o futbolówkę z byłym napastnikiem reprezentacji Anglii. Nie chcę wyżywać się na Szwajcarze, bowiem nie zagrał on wcale jakiegoś fatalnego meczu, ale nie ma wątpliwości, że zawodnik ten jest daleki od optymalnej dyspozycji i potrzebuje jeszcze wielu minut na murawie i zastrzyku pewności siebie by taką dyspozycję osiągnąć. Gol niestety nie podziałał na Fulham motywująco, a przynajmniej nie było tego widać. Goście kompletnie nie mieli pomysłu na grę, rozgrywali najczęściej wszerz boiska, a jedyną alternatywną strategią było namierzenie czerwonych butów i kopnięcie futbolówki w ich kierunku. A to wszystko dla tego, że oczywiście w takim obuwiu na murawie poruszał się Dimitar Berbatov. Dzierżący dzisiaj opaskę kapitana Bułgar bardzo starał się pomagać drużynie, brać na siebie ciężar rozgrywania akcji, ale w pojedynkę ciężko mu było coś skonstruować, a chęć uczestniczenia w grze wypychała go aż do koła środkowego. To sprawiało, że Petrić był wyizolowany, a będący w słabej formie Dejagah i Karagounis swoją pracą na skrzydłach nie pomagali Berbatovowi w napędzaniu akcji ekipy Jola. Bułgar był dodatkowo zirytowany ostrą grą Stoke, na którą pozwalał najmłodszy w Premier League, zaledwie 27 letni sędzia Michael Oliver. Stąd do końca pierwszej części dominacja gospodarzy była kontynuowana, Showcross, kolejny z wąsatych, trafił potężnie w poprzeczkę (rzecz jasna po rożnym), a Fulham nie potrafiło w żaden sposób zagrozić Begoviciowi. Kiedy piłkarze wreszcie  zeszli do szatni, kibice Fulham raczej nie mieli powodów by śledzić powtórki z pierwszej części zmagań, stąd mogli udać się wycieczkę do cyberprzestrzeni celem dowiedzenia się skąd wzięły się te potworne wąsy u Croucha, Waltersa, Shawcrossa i Hutha. Jak się okazuje, bynajmniej nie chodzi wcale o jakiś przegrany zakład, a o akcję pod tytułem Movember, której celem jest zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej męskich odmian raka, zwłaszcza raka prostaty. W skrócie, przez okres listopada należy zostawić golarkę na półce i zapuszczać wąsy. Krótki filmik o akcji można obejrzeć tutaj. Bez dwóch zdań graczom Stoke ów dodatkowy zarost w grze nie przeszkadzał.

Także, skoro zagadka wyjaśniona, możemy powrócić na boisko. W pierwszej części gry Fulham zagrało nie tylko bez wąsa, ale przede wszystkim bez zęba i było zdecydowanie gorsze niż Stoke. Czy po zmianie stron coś się zmieniło? Wystarczy popatrzeć na ostateczny wynik, by wysnuć dość prawdopodobną hipotezę, że nie. I choć częściowo jest to prawda, to trzeba oddać graczom Jola, że po przerwie było nieco lepiej. Zwłaszcza jeżeli spojrzymy na ostatnie piętnaście minut. Do tamtego czasu dominacja odzianych w biało-czerwone pasy twardzieli ze Stoke trwała w najlepsze. Schwarzer raz po raz musiał walczyć w powietrzu, zwłaszcza, że zaadaptował nową taktykę agresywnego wychodzenia do niemal każdej piłki wrzuconej w jego pole karne. Momentami dawało to niezłe rezultaty, ale również przysporzyło nieco nerwów, gdyż kilkukrotnie Mark wypuszczał piłkę z rąk, bądź za krótko piąstkował. A zamieszanie w obrębie szesnastki jest tym, co garncarze lubią najbardziej. Nie mniej, w tym wypadku bierność bramkarza prawdopodobnie byłaby jeszcze gorszym wyborem. Jako że do wspomnianej 75 minuty Fulham nic ciekawego nie pokazało, a w grze utrzymywała ich tylko kapitalna parada Schwarzera z 67 minuty (Huth strzelał oczywiście głową), możemy spokojnie przewinąć taśmę do przodu. Jesteśmy już w momencie w którym na boisku pojawił się Damien Duff, który zmienił dobrze grającego, ale jednak nie dysponującego walorami na skrzydłowego Karagounisa. Obecność Irlandczyka oznaczała, że Dejagah przesunięty został na lewą flankę, a Duff zajął jego miejsce. Irlandczyk zdecydowanie ożywił grę the Whites, bo wprowadził coś, czego straszliwie wcześniej brakowało – grę na jeden kontakt. Berbatov wreszcie miał z kim, jak to się mówi popularnie, klepnąć. To właśnie Bułgar miał najlepszą okazję w meczu, po ładnym podaniu z piętki wpadł w pole karne, ale z ostrego kąta uderzył wprost w Begovicia. W 87 minucie, po sprytnym dograniu Duffa, Berbatov wrzucił mocno wzdłuż linii boiska, ale nikt nie zdołał dostawić nogi. Fulham próbowało dalej, nadal grało stosunkowo ślamazarnie, ale gospodarze dali zepchnąć się do defensywy. Jeden punkcik nadal był w zasięgu, nadzieje gdzieś się tliły. Jednakże momentami beznadziejne podania i ewidentny brak pomysłu na wykreowanie tej jednej, jedynej sytuacji zdawały odcinać się dopływ powietrza. Kiedy w 90 minucie Kenwyne Jones pokonał po kontrataku Schwarzera, zdawało się, że można już wyłączać telewizor. Byłoby to pierwsze od ponad roku trafienie kupionego za około 8 milionów funtów zawodnika z Trynidadu. Byłoby, bo na jego nieszczęście był spalony. Tak więc jeszcze doliczone cztery minuty, ostatnie tchnienie, zablokowany strzał Rodallegi (wszedł w 80 minucie za Sidwella), idiotyczna starta Bairda, która spowodowała histeryczną reakcję Berby, wrzutka Riethera – koniec. Bramkostrzelne i stosunkowo techniczne Fulham zostało zatrzymane przez futbol made in the 19th century. Choć z całą szczerością należy przyznać, że the Potters byli zwyczajnie w tym pojedynku drużyną lepszą. A cóż można rzec na pocieszenie? Okazja do poprawienia humorów już w najbliższa środę. I to nie byle gdzie, na Stamford Bridge! Fulham zagra ze swoim największym rywalem i spróbuje przerwać passę pięciu meczów bez zwycięstwa. Mohamed Al-Fayed bez wątpienia nie będzie miał nic przeciwko by ten słaby November uczynić choć nieco bardziej MOvember.

Wieje, pada, kopią mnie, a na dodatek nikt mi nie podaje. Pewnie takie myśli przechodziły przez głowę Berbatova. Panie Dimitarze, z Chelsea musi być lepiej!

Reklamy

Responses

  1. ;(((

  2. Meczu niestety nie mogłem obejrzeć, dziękuję za relację, udało mi się też dorwać przed chwilą skróty z MOTD (w którym „eksperci” tym razem akurat pozytywnie mnie zaskoczyli, że poświęcili przegranemu Fulham całe jedno zdanie, całkiem słuszne, o wadze nieobecności Brede). Na Britannia Stadium bez zmian, po raz kolejny stłamszeni przez 11 kolosów nadających się do rugby/NBA i bardzo specyficzną publikę. Udało się coś stamtąd wywieźć tylko wtedy, gdy Murphy przed meczem ostro skrytykował Stoke i jechaliśmy z pełną świadomością, że będą chcieli nas zabić, a więc i z odpowiednio bojową postawą. A może wystarczyło, żebyśmy i my dali się porwać „movemberowej” modzie i wąsy dodałyby nam skrzydeł? 😛 (bo w wielu innych meczach również było od groma gości z tym zarostem, a w naszym teamie chyba żadnego)

    Passa faktycznie przekształciła się błyskawicznie w całkiem kiepską, ale przynajmniej mecze na Stamford wychodzą nam dużo lepiej, niż na boisku Stoke. Zerknę dziś na spotkanie z Chelsea z City, ciekawe, czy Benitez jakoś wpłynie na nich (a przede wszystkim na swój wynalazek – Torresa). Wróci Mahamadou (był wczoraj chociaż na ławce?), do dyspozycji po powrocie z loana będzie Kerim i idziemy na jedną z naszych ulubionych batalii.

  3. Mysle Cookie ze w tym meczu z rzeznikami nie pomoglyby nam nawet wasiki ala Hitler.Mecz ogladalem tylko od 80 minuty ale i to wystarczylo, nie sadze zeby obecnosc Hangelanda cos zmienila, no moze bylby remis. A w srode fajnie byloby przelamac ta zla passe wlasnie na SB nawet za cene animozji w domu 🙂 tylko ze troche za wczesnie zeby prosic sw.MIkolaja o prezent w lostaci chocby jednego punktu. Z ciekawostek: QPR podziekowal ambitnemu Markowi za prowadzenie druzyny i kontuzjonogenne transfery ( po Andrzeju teraz Zamora ) zadanie uratowania przed relegacja dostal good, old Arry Redknap. Plotki mowia nawet o przesciu do QPR samego Beckhama

  4. Szukałem czegoś tylko i wyłącznie na siłę, Jacku 🙂

    A kolejne tygodnie arcyciekawe: Chelsea, Tottenham i QPR. Jakiś prezent muszą nam nasi zrobić 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: