Napisane przez: Macu | Listopad 28, 2012

Derby do zapomnienia. Chelsea 0-0 Fulham.

Wojna w dzielnicy kryzysu? Prędzej zabawa plastikowymi żołnierzykami. Derby Fulham okazały się nierozbrojonym niewypałem obok którego można było przejść zupełnie obojętnie. Nie było żadnego wybuchu, nic. Po prostu cisza i niezwykle nudne spotkanie zakończone bezbramkowym remisem, na dobrą sprawę nie zadowalającym żadnej ze stron. Kibice the Cottagers, czekający na triumf swoich ulubieńców od sezonu 1979/1980, poczekają na ten radosny moment jeszcze co najmniej jeden rok.

Jeżeli ktoś szykował się na prawdziwe derby w angielskim stylu, srogo się zawiódł. Już sam dobór personalny i taktyczny jaki poczynili obydwaj szkoleniowcy wskazywał, że mecz może nie należeć do nazbyt widowiskowych. Obie drużyny wbiegły na murawę Stamford z trzema defensywnymi pomocnikami, po stronie Fulham byli to Diarra, Karagounis i Sidwell, tymczasem w drużynie Beniteza Bertrand, Romeu i Ramires. Dodatkowo, w drużynie the Whites mieliśmy ponownie kilka rotacji. Obecność Senderosa w sercu defensywy, jakkolwiek przyprawiająca nieco o drżenie serca, była zrozumiała wobec zawieszenie Hangelanda. Jednak powrót do składu Duffa na prawej stronie pomocy, jak również obecność w wyjściowym zestawieniu Rodallegi (na lewym skrzydle) były już wyborami mocno zaskakującymi. O ile grający niegdyś w Chelsea Duff prezentuje w tym obecnie dobrą formę, o tyle Rodallega, zwłaszcza jako skrzydłowy, nie sprawuje się najlepiej. Zatem nieco dziwi upór Jola, by wystawiać Kolumbijczyka na tej pozycji. Nie mniej, jako że derby zawsze rządzą się swoimi prawami, można było mieć nadzieję, że armia dobrana przez Holendra, choć nie obfitująca w nazbyt dużą ilość wirtuozów techniki, przynajmniej spróbuje przeprowadzić szturm na niezdobyty od dawna bastion niebieskiej części dzielnicy.

Tyle w teorii, w praktyce można było umrzeć z nudów. Zwłaszcza pierwsza połowa toczyła się w ślamazarnym tempie, a całej potyczce towarzyszył nastrój treningu. Momentami należało dokładnie przecierać oczy, by upewnić się, czy aby na pewno zawodnicy odziani są w meczowy komplet strojów, czy też przypadkowo nie biegają po zielonej trawce w treningowych znacznikach, leniwie wymieniając między sobą podania. Choć przewaga Chelsea była zauważalna, gracze Beniteza, nadal nie będącego nawiasem mówiąc ulubieńcem kibiców, nie stwarzali żadnych groźnych sytuacji bramkowych. Torres nadal nie wydawał się wykazywać leczniczych właściwości hiszpańskiego trenera, Hazard był niewidoczny, podobnie jak Oscar, a Mata na murawę w ogóle nie wybiegł. Nie jestem sobie w stanie przypomnieć żadnego zagrożenia dla którejkolwiek z bramek w pierwszej części gry. Zdecydowanie ciekawiej było natomiast na trybunach, gdzie kontynuowano tradycję 16 minuty. Był to jednak jeden z nielicznych momentów kiedy fani Chelsea przystosowali swoje gardła do emisji głosu i ryknęli ile w nich sił, bowiem długimi momentami na Stamford rzeczywiście było cicho, co szybko wytknęła gospodarzom liczna i głośna grupa sympatyków the Whites. Po zmianie stron obraz gry nie uległ znacznej poprawie, jednak trzeba oddać zawodnikom, że działo się nieco więcej. Standardowo, wiodącą postacią w Fulham był Berbatov, starający się dyrygować poczynaniami kolegów. Nieźle grali także Sidwell i Karagounis, którzy odbierali dużą ilość piłek. Jednak problemem gości była zdecydowanie szybkość gry i duża indolencja w kreowaniu sytuacji. No i znowu zabrakło nieco szczęścia do sędziego, gdyż kiedy Berbatov wreszcie dostał dobrą piłkę od Diarry, liniowy orzekł, że był spalony. Tymczasem Bułgar był na linii z ostatnim obrońcą. Co ciekawe, najlepsze okazje dla Fulham padły udziałem Riise. W 55 minucie, w jednym z kontrataków, Karagounis świetnie przerzucił piłkę do Norwega, ten opanował futbolówkę w polu karnym, ale z ostrego nieczysto ją uderzył i Czech, trafiony piłką, mógł odetchnąć z ulgą. Na pewno nie zrobił tego Berbatov, który w przypadku nieudanego strzału Norwega po długim rogu miał szansę zamknąć akcję. Druga poważna interwencja czeskiego bramkarza miała miejsce w 76 minucie. Dopiero co wprowadzony Frei, który przez kwadrans obecności na boisku zrobił więcej pożytecznego na skrzydle niż Rodallega, włączywszy wspaniały drybling w którym ośmieszył Azpillicuetę, wyłożył piłkę do Riise, a ten hukną mocno zza pola karnego na krótki słupek bramki. Czech pokazał się dużym refleksem, szybko zszedł do parteru i zażegnał niebezpieczeństwo. Jeżeli doliczyć do tego dwa lub trzy strzały w środek bramki, to był koniec zadań przed jakimi postawiony został goalkeeper Chelsea. Szczęśliwie, Schwarzer również nie miał tego dnia nazbyt wiele roboty. Defensywa Fulham, w którą można właściwie wliczyć cały zespół, włącznie z harującym na całym boisku Berbatovem, spisywała się bez zarzutów. Nawet Senderos, będący chyba nieco niesprawiedliwie sprowadzany do roli kozła ofiarnego, grał dość przyzwoicie i nie popełniał rażących błędów. Jeżeli dodać do tego pewną grę Hughes’a i Riethera, pierwsze czyste konto od końca października (wygrana 1-0 z Villą) nie powinno dziwić. Chelsea najgroźniejsze było po stałych fragmentach gry, ale jak na zespół walczący o mistrzostwo kraju, to było zdecydowanie za mało. Schwarzer i spółka bez problemu zatrzymali w tej derbowej rywalizacji Chelsea, której fatalna passa domowych meczów bez wygranej trwa najlepsze. Podobnie jak passa Fulham. To były treningowe derby, natomiast nie był to mecz przełomowy dla żadnej z drużyn. Ot, taki tam sobie anonim. Do zapomnienia.

Rafa próbuje przywołać bramki. Przywołał gwizdy.


Responses

  1. Oceny Chelsea:

    Cech 7
    Azpilicueta 6
    Luiz 6
    Ivanović 6
    Cole 7
    Hazard 6
    Ramires 6
    Romeu 5
    Oscar 5
    Ramires 5
    Bertrand 5
    Torres 6

    Rezerwowi:

    Mata 7
    Marin 6

    Oceny Fulham:

    Schwarzer 7
    Riether 6
    Senderos 7
    Hughes 7
    Riise 7
    Duff 6
    Diarra 6
    Sidwell 7
    Karagounis 7
    Rodallega 7
    Berbatov 8 ! :))

  2. As on Sunday against Manchester City, the Blues could have easily lost against a Fulham side who had the better of the chances and a striker in Dimitar Berbatov who completely outshone opposite number Torres🙂

  3. Chyba lekka przesada, że mieliśmy lepsze szanse. Faktycznie była ta okazja Riise i kontra w samym końcu w której Petrić beznadziejnie przyjął (a w sumie to w ogóle nie przyjął). Chelsea nie miała tak czystych pozycji, ale jednak miała zdecydowanie więcej wrzutek w pole karne i rożnych. Mając na uwadze jak bronimy takie sytuacje, to to jednak było duże zagrożenie.😉 Szczęśliwie, Senderos w takiej grze akurat jest dobry i dobrze wszystko czyścił. Zresztą Aaron też zagrał na poziomie. Mnie to nadal boli ta sytuacja z Berbatovem i spalonym. Mahamadou idealnie dograł, Berba wyszedł sam na sam naprzeciwko bramki. Mógł objeżdżać Cecha po lewej i po prawej. Niemal murowany gol.

  4. Macu

    mam dokładnie tak jak ty, ciągle myśle co by było…
    No ale trudno mamy punkt, i teraz już trzeba myśleć jak wygrać z Kogutami.

  5. Aaa no i jeszcze będzie to szczególny mecz dla naszego trenera czy Berbatova.🙂

  6. Nie tylko dla nich, bo wpadają również Dempsey i Dembele🙂

    Niestety, uporczywe myślenie o straconych szansach z Chelsea przyprawia o zwariowanie, ja przez te lata czekania po prostu wychodzę z siebie, jak widzę jak np. Riise partoli taką akcję😛

    Mi najbardziej podobali się Sidwell oraz Frei. Liczę na start Kerima dziś, ale wrócił Richardson, wiec wiadomo, co Jol wykombinuje.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: