Napisane przez: Macu | Grudzień 1, 2012

Fulhamowa akcja charytatywna. Fulham 0-3 Tottenham.

Fulham pozostaje bez wygranej w siódmym meczu z rzędu. Tym razem the Cottagers nie sprostali w derbach Londynu Tottenhamowi i na własnym boisku ulegli w stosunku 0-3. Choć ostateczny wynik można uznać za nie oddający przebiegu spotkania, wpierw fatalna pomyłka Marka Schwarzera, a następnie dwa błędy defensywy przyczyniły się do tego, że na Cottage można powoli mówić o kryzysie.

stats-tottenham-home-2012

Ależ szybko rzeczy zmieniają się w tym futbolowym świecie. Jeszcze niedawno byliśmy nawet więcej niż zadowoleni z postawy the Cottagers, zdawało się, że finisz w górnej części tabeli będzie w obecnym sezonie zwyczajnym spacerkiem, takim berbatovowym chodem. Głupio tracone w ostatnich sekundach zwycięstwa z Reading i Southampton przywoływały raczej myśli o niechlujności, nieudolność raczej nie wchodziła w rachubę. Zespół strzelał jak na zawołanie, bijąc się o prym w tabeli najskuteczniejszych z wielkim Manchesterem United. Dziurawa jak popsute zęby defensywa, choć martwiła, była uzasadniana bardziej ofensywnym stylem gry. Remis 3-3 z Arsenalem i podział punktów z Evertonem zdawały się potwierdzać tę teorię. Mając uwadze klasę rywali, wyniki te mogły być powodem do dumy i zapowiadały przypływ punktów z rywalami z niższej półki. Tyle że ten przypływ nigdy nie nadszedł. Nagle źródło goli wyschło, kadrę przetrzebiły nieco kontuzje i od wspomnianego podziału punktów z the Gunners, na cztery mecze Fulham przegrało trzy razy, wydzierając tylko jeden punkt w derbach z Chelsea. W tychże spotkaniach, sypiąca wcześniej golami ofensywa the Whites trafiła do siatki rywala tylko raz. Dzisiejszy mecz z Tottenhamem, który także wliczyłem do tej statystyki, był siódmym pojedynkiem z rzędu w którym the Cottagers nie zdobyli kompletu punktów. Był on za to takim syntetycznym podsumowaniem wszelkim bolączek nękających drużynę Martina Jola. Bolączek, które doprowadziły do tego, że Fulham zsunęło się do dolnej części tabeli, a tryskający wcześniej optymizmem fani zaczęli siłą rzeczy martwić się kryzysem. Niestety, w przypadku Fulham o pomocy z Unii Europejskiej mowy być nie może. The Cottages sami będą musieli sobie pomóc, i to jak najszybciej, zanim w zasięgu wzroku ukaże się wielka czerwona krecha. Święta coraz bliżej, także najwyższy czasz zabawić się w mikołaja i przynieść kibicom nieco punktów.

Dzisiaj, w pierwszy dzień grudnia, Fulham w rzeczy samej wcieliło się w brodatą postać ubraną w czerwony kubrak, jednak dziecięcy uśmiech wcale nie zagościł na licach sympatyków zespołu, a mógł malować się za to na twarzach zawodników Tottenhamu. A to dla tego, że ekipa Jola dosłownie sprezentowała zwycięstwo popularnym kogutom. Ale uporządkujmy to wszystko i zacznijmy od początku. Przed meczem wiedzieliśmy dobrze, że w rywalizacji derbowej z drużyną z północnego Londynu zabraknie Hangelanda i Ruiza. Budziło to pewne obawy, ale odważny i ofensywny skład jaki desygnował do gry Jol został dobrze przyjęty przez kibiców. W linii defensywnej nie mieliśmy zmian w stosunku do poprzedniego spotkania, co oczywiście oznaczało, że w sercu obrony świeciła się łysa głowa Philippe Senderosa. Tymczasem w środku pola nastąpiły już dość znaczne roszady. Tym razem trener postawił na dwóch defensywnych pomocników (Diarra i Sidwell), na prawej flance zagrał Dejagah, a na przeciwnym skrzydle swój pierwszy występ w podstawowym składzie w obecnym sezonie zaliczył Kerim Frei. Za strzelani goli mieli być odpowiedzialni Berbatov i Petrić. W drużynie rywala, zgodnie z oczekiwaniami, od pierwszej minuty na murawie pojawili się byli gracze the Whites Moussa Dembele i Clint Dempsey.

Początek meczu do złudzenia przypominał scenariusz wydarzeń, które miały miejsce w środę na Stamford Bridge. Obie drużyny zaczęły przeraźliwie wolno, niczym w meczu fazy grupowej mistrzostw świata, kiedy obu ekipom zależy na remisie. To jednak Tottenham dłużej utrzymywał w posiadaniu futbolówkę, co rzuciło mi się w oczy z tego względu, że na własnym stadionie, bez względu na klasę rywala, te pierwsze minuty najczęściej należały jednak do Fulham. Niezłą okazję miał przeraźliwie wygwizdywany Dempsey, jednak Amerykanin lewą nogą strzelił koło bramki.  W drużynie Jola, standardowo każda akcja ofensywna musiała przejść przez Berbatova. W 12 minucie Berba świetnie uruchomił na skrzydle Dejagaha, ten kąśliwie wrzucił, a do odbitej piłki dopadł Frei i dogodnej sytuacji wysłał piłkę na zwiedzanie trybuny Putney. Nieco później, Fulham przeprowadziło podobną akcję na lewym skrzydle, Riise dośrodkował, Petrić uderzał z bliskiej odległości, ale Lloris zdołał kapitalnie ten strzał wybronić. W odpowiedzi uderzał nieźle prezentujący się Dempsey, tyle że trudny do upilnowania Amerykanin znowu niewiele się pomylił. No i tyle ciekawego pod względem piłkarskim mogliśmy doświadczyć w pierwszej części gry. Spotkanie ani przez chwilę nie weszło na wysokie obroty, a bezbramkowy remis znakomicie obrazował jego przebieg. Największe emocje wzbudziły kontuzje Dawsona i Riethera, które zmusiły szkoleniowców obydwu ekip do przedwczesnych zmian, jak również piękny lot nurkowy Bale’a, wrażenia artystyczne którego sędzia Foy wycenił na kolor żółty. Fulham nie grało źle, ale ewidentnie brakowało jakiegoś elementu nieprzewidywalności. Jednym słowem – Berbadependencja. Nie jestem lekarzem, ale zdaje mi się, że jest to choroba na jaką obecnie cierpią the Whites. Bułgar wcale nie zaliczył złego występu, wręcz przeciwnie. Standardowo popisał się kilkoma fenomenalnymi dotknięciami piłki i podaniami, tyle że nadmierne poleganie na Berbatovie staje się zwyczajnie nazbyt czytelne. Ponadto, zirytowany brakiem piłek zawodnik często cofa się głęboko do linii pomocy, a to powoduje, że w polu karnym rywali brakuje kogoś kto mógłby strzelać gole. Wszyscy liczymy na to, że powrót Ruiza pomoże rozwiązać ten problem, poprzez wypełnienie dziury między defensywnymi pomocnikami a formacją ataku. Sęk tkwi w tym, że w obliczu niemożności użycia planu A, warto by było mieć jakiś plan zastępczy. Na razie go nie ma. Może zimowe okienko transferowe pomoże go utworzyć. Wracamy na murawę Cottage na drugą połowę. Ta zdawała się toczyć w identycznym rytmie jak ta pierwsza. Na samym jej początku w dobrej okazji znalazł się Sidwell, ale mimo że Steve ponownie błyszczał w odbiorze piłki, do tego strzału źle ułożył nogę i z 16 metrów strzelił koło słupka. Minuty mijały, nic wielkiego na boisku się nie działo. W 56 minucie, zniechęcony chyba nieporadnością swoich kolegów Sandro postanowił spróbować szczęścia z 35 metra. Brazylijczyk uderzał mocno, przy słupku, ale dystans od bramki spisywał raczej jego strzał na niepowodzenie. Niestety, w tym momencie fatalny błąd popełnił z zasady niezawodny Schwarzer, który zmylony kozłem wpuścił do siatki tę nieco optymistyczną próbę. Dosłownie z niczego Spurs wyszli na prowadzenie. A to pozbawiło Fulham możliwości kontratakowania i tylko uwydatniło problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych. Mimo obiecującego początku i kilku niezłych dośrodkowań, stratę za stratą zaczął zaliczać Dejagah, często nadużywający dryblingu. Jeszce gorzej szło Kerimowi Frei’owi, który zupełnie nie przypominał siebie samego z potyczki z Chelsea. Podejmował złe decyzje, notorycznie wbiegał w kilku zawodników Kogutów i gubił piłkę, wobec czego w 63 minucie ustąpił miejsca Duffowi. Szwajcar bez dwóch zdań musi ustabilizować swoją formę. Tymczasem Petrić prezentował się nie najgorzej, jednak opuszczony przez rozgrywającego piłki Berbatova miał na szpicy trudne zadanie. Najlepsza okazja do wyrównania miała miejsce w 67 minucie, kiedy Duff dorzucał w pole karne, a Dejagah doszedł do strzału głową. Drugi w historii Premier League Irańczyk źle jednak uderzał i futbolówką pofrunęła nad poprzeczką. Tymczasem pięć minut później było już 2-0 i w zasadzie po meczu. Najpierw nie najlepszą interwencją popisał się Kelly, co pozwoliło Sigurdssonowi wpaść w pole karne, następnie jak dziecko dał się ograć Senderos. Skończyło się to w ten sposób, że do piłki dopadł Defoe i de facto pierwszą swoją okazję bramkową od razu zamienił na gola. Chciałem bronić Senderosa, wskazywać, że kibice się na niego uwzięli. Nie mniej, banalny sposób w jaki dał się dzisiaj zwieść w polu karnym, jak również seria fatalnych wykopów i nie najlepszych podań utwierdziła mnie w tym, że większość ma w tym wypadku rację. O ile z Hangelandem obrona Fulham i tak wpuszczała dużo bramek, to z Senderosem rzeczywiście prezentuje się jak, nomen omen, szwajcarski ser. Jeżeli miałem jeszcze jakieś wątpliwości, to w 77 minucie zostałem ich całkowicie pozbawiony. Dempsey zagrał idealnie w tempo do Defoe, Senderos sprawił, że chyba najlepszy obecnie angielski snajper uniknął spalonego, a następnie mógł już tylko oglądać jak filigranowy napastnik oddaje strzał trzepoczący w siatce Schwarzera. Liczna grupa fanów z White Hart Lane w mogła zacząć głośne i chóralne śpiewy, a ci bardziej niecierpliwi fani the Whites zaczynali udawać się w kierunku wyjść. Mimo że wynik był dość mocno krzywdzący dla Fulham, gdyż nie oddawał zupełnie przebiegu widowiska do momentu niefortunnej interwencji bramkarza the Cottagers, najbardziej martwiła nieporadność z jaką piłkarze Jola próbowali straty odrabiać. Aż żal było patrzeć na Berbatova, który jak jakiś cyrkowiec starał się dawać fanom choć jakieś niewielkie promyki słońca w tenże jakże szary piłkarsko dzień. Tymczasem jego koledzy chyba mieli już zwyczajnie dość i chcieli opuścić scenę. Ostatni gwizdek przyniósł zatem sporą ulgę. Porażka z Tottenhamem po razy pierwszy postawiła Jola pod pewną presją. Jeżeli Holender chce być pewny swojej posady, musi sprawić, by Fulham zaczęło rozdawać upominki właściwym osobom.

Defoe skrzętnie skorzystał z hojnej postawy defensywnej Fulham.

Defoe skrzętnie skorzystał z hojności defensywy Fulham.

Advertisements

Responses

  1. Generalnie to faktycznie opieprz powinni na sam początek dostać piłkarze ofensywni, bo choć byk Schwarzera był fatalny, choć Senderos dał się ograć Sigurdssonowi jak dziecko (a przy bramce nr 3 której nie widziałem pewnie też coś było), to należy zacząć od tego, że jest jedno wielkie bagno jeśli chodzi o pomysł na grę z przodu. Sidwell i Diarra dobrzy w roli przecinaka, ale to tyle. Dejagaha i Freia w ogóle nie widzę w Anglii na zasadzie klasycznych skrzydłowych, ciągnie ich do środka jak wilka do lasu. Pewność siebie Petricia stoi na poziomie zero, ilość bramek może i sukcesywnie mu rośnie, ale przez pełne 90 minut nie da się chłopa oglądać. O Hugo lepiej nie wspominać. Berba generalnie jak zwykle bez zarzutu, ładnie się patrzy na jego grę i tak dalej, ale piłka to sport zespołowy i piłkarz tej klasy nie utworzy niestety z takim teamem zgranej całości.

    Chciałbym wierzyć, że powrót Bryana na Newcastle będzie lekiem na całe zło… Ale nawet jeśli tak będzie, to będzie to również oznaczało, że powinniśmy mieć w kadrze nie jednego, a co najmniej trzech takich Ruizów, skoro to są tak kluczowe elementy układanki.

  2. Beznadziejny mecz faktycznie brak kogoś kto by tworzył grę jest bardzo widoczny, nie wiem czy Ruiz to będzie 100% zbawienie, bo potrzeba nam prawdziwego rozgrywającego który będzie grał obok Diarry, Diarra to typowy piłkarzy z zadaniami defensywnymi, Sidwell też rozgrywać nie może, jest Karagounis ale ciężko powiedzieć czy jest to piłkarz na tyle dobry jak na PL.
    Każda drużyna przechodzi kryzys w sezonie, oby od następnego meczu wszystko szło w górę, bo inaczej czeka nas ciężka walka o utrzymanie.
    Następny mecz jest w sumie idealny na przełamanie bo i Newcastle nie imponuje ostatnio.
    Przecież już nie długo mecz z QPR.

  3. Pomalu niech sie rozgladaja za dwojka srodkowych obroncow jak dla mnie Hughes ma swoje lata i jest za wolny Senderos daje dupy co mecz maja 26 straconych bramek po jednej wiecej straconych goli maja QPR i chyba Reading,a w styczniu niech sie obudzi wreszcie Al z zarzadem i nie skapiac pieniedzy niech pokupuja dobrych grajkow dla Jola bo stymi defensywnymi asami to kurwa daleko nie zajada.Berbatov to chyba nerwicy sie nabawi zamiast taki gracz grac z przodu i lupac bramy to kurwa gra w pomocy bo reszta nie ma zielonego pojecia jak to robic dno jebane to co pokazali z zydowem co roku chodze na ten mecz z Tootenhamem ale jeszcze nigdy nie poczulem sie tak upokorzony patrzac na twarze przyjezdnych kibicow na neutralnym sektorze putney stand.

  4. Panowie? Co tu tak cicho ? Wie ktoś czy może Ruiz wróci na Newcastle? Pozdrawiam.

  5. No właśnie, Ruiz miał wrócić na Newcastle i miał być naszą nadzieją, a tymczasem strona oficjalna poinformowała, że ponownie doznał tego samego urazu i jest wykluczony z gry do… Nowego Roku…

    Z Rietherem najwyraźniej wszystko ok, do gry wraca również Brede.

    Karierę zawodniczą zakończył Zdenek: http://www.fulhamfc.com/news/2012/december/06/grygera-thank-you , a przynajmniej jest „retired from English football”, bo nie wyklucza, że pogra jeszcze kiedys w Czechach.

    Jeśli z Bryanem jest tak tragicznie jeśli chodzi o kontuzje, to niestety, ale on nie nadaje się na mózg tej drużyny… Tak sobie myślę, że Danny Murphy mógł tu jeszcze przez długi czas zrobić dobrą robotę… Zimowe okienko będzie stało pod znakiem desperackiego skupowania playmakerów…

    Tomi, mieszkasz w Londynie?

  6. Cookie,przez ostatnie szesc lat mieszkalem na Southfields dzielnica zaraz przy Putney zycie sie tak potoczylo ze teraz mieszkam za Londynem dokladnie w Shepperton ale to tak nie daleko do jednego z moich ulubionych miejsc jakim jest Craven Cottage.

  7. Podzielam Twoje zdanie Cookie, brakuje Danniego i zreszta nie tylko jego…ja panowie juz nie wierze w cuda i jakies wywalnie ogromnej kasy na transfery. Juz kiedys to pisalem i obym sie mylil ale mam takie dziwne wrazenie jakby nasz zarzad byl zainteresowany tylko przetrwaniem w PL i to przy jak najnizszy kosztach.

  8. http://www.goal.pl/239235-grygera-konczy-kariere.html

  9. Środkowy pomocnik jest bardzo potrzebny coś słychać o jakiś nazwiskach?
    Ja bym chciał by ten Odjidja do nas przyszedł.
    Zresztą dla mnie Ruiz to nie jest rozgrywający i nie możemy tłumaczyć słabych wyników brakiem Ruiza, zwłaszcza iż on też nie zawsze jest w formie, choć ostatnie mecze miał dobre.

    Tak poza tematem, wreszcie LDV się odnalazł i strzela dla Crewe w League One we wszystkich rozgrywkach 7 meczy i 5 goli.

  10. Panowie przepraszam ale musze,
    ROBIN VAN PERSIEEEEEE !!!!

  11. […] nie zachwycił na razie w pojedynkach ze swoimi poprzednimi wyspiarskimi ekipami, statystując w bolesnej porażce w pierwszym meczu z “Kogutami” oraz pucharowym laniu od Manchesteru United – czy wykorzysta do poprawy w tej materii […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: