Napisane przez: Macu | Grudzień 15, 2012

Derbowy koszmar. QPR 2-1 Fulham.

Queens Park Rangers odniosło swoje pierwsze ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie, a nieszczęśliwym dostarczycielem punktów okazał się zespół największego rywala the Hoops, drużyna Fulham. Spotkanie na Loftus Road od samego początku przebiegało pod znakiem chaosu i przypadkowości, a jedynym graczem, który zdawał się wybijać ponad przeciętność był Adel Taraabt. To właśnie dwa gole Marokańczyka, pierwszy po szczęśliwym rykoszecie od Hangelanda, poprowadziły drużynę niepokonanego na ławce QPR Redknappa do triumfu. Trafienie honorowe dla the Whites zdobył Mladen Petrić, ale nie uchroniło ono fatalnie dysponowanego Fulham od porażki i zapewnienia swoim kibicom krótkiej, ale jakże haniebnej i smutnej drogi powrotnej do domu.

stats-qpr-away-2012

Wiwatujący kibice Fulham, uniesiona w geście triumfu ręka Martina Jola, worek bramek i kolejna wygrana w derbach zachodniego Londynu, która kompletnie pogrąża QPR.  Piękne to obrazki, szkoda tylko, że nieprawdziwe. Ten błogi sen w rzeczywistości okazał się bowiem zupełnie nieznośnym koszmarem, o którym kibice Fulham będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Nie dość, że the Cottagers zaprezentowali się na Loftus Road przeraźliwie słabo, to no dodatek sprawili swoim kibicom niebywałą przykrość, podając swojemu lokalnemu rywalowi pomocną dłoń. Queens Park Rangers z wielką wytrwałością biło wszelkie rekordy indolencji, włącznie z ilością meczów bez zwycięstwa od startu sezonu. Jednak dzięki uprzejmości the Whites, licznik przestał się obracać na liczbie 16. Co więcej, QPR zdołało wygrać z Fulham po raz pierwszy od 29 lat, kończąc tym samym równie długo trwającą passę bez strzelonej bramki. Tak więc duma kibiców została urażona, ale tak na prawdę, najważniejsze w tym wszystkim jest to, że po raz kolejny w ostatnich tygodniach Fulham zagrało poniżej oczekiwań. Derby są bez dwóch zdań sprawą prestiżową i ważną, ale zamiast oglądać się na Rangersów, chyba czas popatrzeć pod własne nogi, by nagle się nie potknąć. Dokonajmy zatem takiego samokrytycznego spojrzenia i przeanalizujmy co poszło nie tak.

Zdaje się, że pierwszą przyczyną niepowodzenia na Loftus Road były decyzje personalne Martina Jola, ze szczególnym uwzględnieniem przeprowadzonych przez niego zmian. O ile skład Fulham niewiele się zmienił od przecież niezłego w wykonaniu the Cottagers pojedynku z Newcastle, nastąpiła jedna istotna roszada, a dokładniej, w miejsce Kacaniklicia na lewej stronie pomocy zagrał Kieran Richardson. Było to o tyle dziwne, że Anglik od razu wskoczył do wyjściowego składu po kilku tygodniach pauzy spowodowanej kontuzją mięśnia dwugłowego i bardzo przeciętnej grze poprzedzającej ten uraz. W środku pomocy znowu zagrali Sidwell i Baird, skrzydła uzupełnił Duff, natomiast w ataku mieli zagrać Rodallega i Berbatov.

Od pierwszych minut meczu zarysowała się wyraźna dominacja gospodarzy, którzy szybko stworzyli kilka dogodnych okazji, po czym w kompromitujący sposób zmarnowali je. Przykładowo, John Arne Riise tak fatalnie podawał do Schwarzera, że futbolówkę przejął Mackie, i mając przed sobą kompletnie zaskoczonego bramkarze Fulham, posłał piłkę koło słupka. Podanie Norwega było jakby syntetycznym podsumowaniem poziomu futbolowego na jaki mieli się wzbić tego dnia gracze Jola. Gra nie kleiła się im zupełnie, a ich boiskowymi poczynaniami rządził chaos. Momentami do poziomu the Whites idealnie dostosowywali się zawodnicy odziani w biało-niebieskie pasy, a najlepszym tego przykładem był fragment gry około 43 minuty, kiedy obie strony co chwilę traciły piłkę na rzecz rywala w wyniku rażącej niedokładności. Tyle że w barwach the Hoops grał Adel Taraabt. Jako jedyny zawodnik na murawie Marokańczyk potrafił znaleźć sobie nieco wolnego miejsca, wbiec w groźną strefę boiska i zagrozić bramce przeciwnika. Choć jego strzały i podania z pierwszej części gry były w zdecydowanej większości wykonane z nieco nadmierną siłą, sam fakt, iż Taraabt, swojego czasu ściągany zresztą do Tottenhamu przez samego Jola, miał aż tyle swobody, powinien był spowodować zapalenie się lampki ostrzegawczej. Niestety, tego dnia zarówno Steve Sidwell, jak i Chris Baird, być może zmęczeni jeszcze swoją tytaniczną pracą z poniedziałku, zupełnie nie radzili sobie w walce w środkowej strefie, tym samym powodując, że lampka przyjmowała coraz bardziej krwisty i rażący po oczach odcień czerwieni. Tak na marginesie, dwójka ta, co gorsza, nie tylko nie wypełniała należycie swoich zadań defensywnych, ale równie fatalnie piłkę rozgrywała , bez wątpienia mocno przyspieszając proces wypadania włosów u Dimitara Berbatova i grupy około 3000 kibiców Fulham. Szczególnie fatalny mecz zaliczał Chris Baird, który rozdawał rywalowi futbolówkę za futbolówką, a mimo tego pozostał na placu gry aż do samego końca rywalizacji. A skoro jesteśmy już przy ocenianiu zawodników, bura należy się także Richardsonowi. Przedmeczowe kręcenie nosów na nazwisko Anglika okazało się prorocze. Kieran zaliczył kolejny kompletnie bezbarwny mecz, rzadko był pod grą, a kiedy już piłkę kopał, ta najczęściej zupełnie nie słuchała jego stopy. I cóż miał począć ten biedny Berbatov, który obdarzony całym tym piłkarskim geniuszem, bez piłki był jak tygrys zamknięty w klatce, tudzież Ferrari w korku. Równie ciężko skrytykować jest Rodallegę, oglądającego piłkę z częstotliwością zjawiska zaćmienia słońca. Jeżeli gości utrzymywali się w posiadaniu futbolówki, najczęściej kopali ją na zasadzie „ja do ciebie, ty do mnie” w obrębie własnego pola karnego. Tak więc, sennie rzeczywiście było, ale ta baśniowa, idylliczna wizja, o której tak wielu z nas śniło i marzyło, była daleka od realizacji.

I gdzieś tam ukryta głęboko pod poduszką, szczerząca swoje kły, czaiła się prawdziwa senna zmora. Jej przedsmakiem była wymuszona kontuzją zmiana Riethera, jakże konsekwentnego w swoich występach, który został zastąpiony przez Kelly’ego. Wreszcie czerwona lampka zapaliła się na dobre. Była 52 minuta, kiedy Taraabt, a któż by inny, ruszył po raz enty w kierunku stoperów i pola karnego Fulham, oddał strzał z dystansu, a futbolówka musnęła getry i ochraniacze Hangelanda. Ten rykoszet zupełnie oszukał Schwarzera i pozwolił wyjść QPR na prowadzenie. Jaki był odzew Fulham? Cichy, nieśmiały i niesłyszalny, w zasadzie w ogóle go nie było. Ani przez sekundę goście nie podkręcili tempa i nie zmusili Greena do jakiejkolwiek interwencji. Berbatov dwoił się i troił, ale nie mógł znaleźć wspólnego języka z partnerami, w rezultacie czego mało pożytku wynikało z jego gry. The Whites nie potrafili wyjść bez straty ze swojej strefy obronnej, a zmiany przeprowadzone przez Jola niewiele wniosły. Choć Holender ściągnął z murawy Richardsona, w jego miejsce wszedł Petrić, a to oznaczało, że skrzydłowym został Rodallega. Jak Kolumbijczyk spisuje się na tej pozycji komentowaliśmy już wiele razy. W końcu Hugo też usiadł na ławce, a swoją szansę otrzymał Dejagah, tyle że wtedy było już za późno. W 68 minucie, Taraabt, którego Redknapp będzie chciał panicznie zatrzymać przed odlotem na Puchar Narodów Afryki, przeprowadził akcję godną youtube’owych kompilacji. Najpierw równie ładnie, co szczęśliwie, ograł wysoko wysuniętego od bramki Hangelanda (zapewne zirytowanego nieporadnością defensywnych pomocników), po czym wpadł w okolicę linii 16 metra i zewnętrzną stopą, pięknym technicznym strzałem uciszył grupę fanów Fulham. QPR prowadziło już 2-0, a co gorsza, był to wynik w pełni zasłużony. Ostatnie tchnięcie the Whites i okres lekkiej przewagi pod koniec spotkania nie pozwolił na odwrócenie losów meczu. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu, dysponujący dobrym uderzeniem z dystansu Petrić postanowił sprawdzić swoich sił z 30 metra, futbolówka poszła po nodze Faurlina i zatrzepotała w siatce, dając nadzieje na odpędzenie sennych demonów. Podopieczni Redknappa zdołali jednak przetrwać kilka ostatnich nerwowych minut i sięgnęli po ważne ideologicznie, a jeszcze ważniejsze punktowo zwycięstwo. QPR może się wreszcie radować, tymczasem drużynę Jola będzie czekała nieprzespana noc. Piłkarze zawiedli kibiców, ale przede wszystkim, zawiedli także siebie.

Zmora senna Fulham. Adel Taarabt, który w pojedynkę zapewnił the Hoops trzy punkty.

Zmora senna Fulham. Adel Taarabt, który w pojedynkę zapewnił the Hoops trzy punkty.

Reklamy

Responses

  1. Jebane skurwiale dno!!! Odkad siegam pamiecia zawsze ale to zawsze takie cos spotyka fulham.W zespole przeciwnym ktory gra danego dnia przeciwko fulham odbyl sie jakis zakup nowego grajcara pierwsza bramke strzela komu? fulham! chodz kilka meczow wczesniej nic nie ukul, wraca ktos po kontuzji huj znowu pierwsza bramke strzela komu? fulham!z QPR w tym sezonie nikt nie przegral mimo tylu kolejek przyjezdza fulham w PIERDOL! Na Loftus wygrywalo Southampton inne niby slabe druzyny tez sobie radzily tylko jak zwykle nie fulham!Nie winie w calosci Jola chodz tez daje dupy,ale najbardziej wkurwia mnie caly wlasciciel i jego pierdolony zarzad nie umieja zatrzymac dobrych graczy najlepiej sprzedac i to jeszcze w ostatnich godzinach okienka co do zakupu nowych oczywiscie zabraklo czasu, niech dalej sciagaja po graczy z karta na rece i kurwa dziadkow chodz maja ich juz od huja w skladzie jeszcze pierdola glupoty i sie zastanawiaja czy w styczniu kogos sciagnac?!Nie zdziwie sie jak odejdzie Hangeland jak i reszta zrobila.Pomocnicy i atak na nich to juz nie mam slow, moze wreszcie ten Al z tymi pojebami z zarzadu obudza sie bo z taka gra i z takimi grajkami to spadna z hukiem.Myslalem ze pojde na swieta ogladnac ich sobie na Craven ale po tym co pokazali mam WYJEBANE!!!

  2. Tomi standardowo emocjonalnie. 🙂 No z tą oceną zarządu to zawsze jest ten problem, że tak na prawdę nie znamy nawet połowy prawdy dotyczącej wszelkich transakcji, kasy klubowej i planów. Dla tego, osobiście ciężko mi oceniać Mo i ludzi zarządzających klubem. Nie ma wątpliwości, że okienko transferowe było w pewnym sensie porażką, bo nie zabezpieczyliśmy środka pola. Ale ile w tym indolencji i niechęci zarządu do wydawania pieniędzy, a ile rynkowych realiów, to już ciężko powiedzieć. Ostatnio w Cafe Futbol był Probierz i opowiadał, że on też bardzo chciał zrobić z Wisły przyzwoitą drużynę, nie miał wcale zamiaru ściągać takich Frederiksenów, ale zwyczajnie realia rynkowe nie pozwoliły mu na zakontraktowanie tych zawodników, których chciał. Fulham pewnie ma o wiele większe możliwości, ale szczerze, wolę długoterminową stabilność, niż taką fajerkowatość w stylu Portsmouth (wznieśli się, po czym pięknie wybuchli i spadli z hukiem).

    Ps. Mam przerzucie, że wygramy na Anfield, jakkolwiek Liverpool może być nieco rozjuszony po potyczce z the Villans. Nasza wygrana chyba oznaczałaby zwolnienie menadżera Liverpoolu. 🙂
    Ps2. Chyba muszę się lepiej wysypać, bo mój senny koncept na artykuł okazał się do bani.

  3. Dzięki za relację, Macu, podziwiam, że miałeś ochotę podsumować słowami ten „występ”. Gratuluję również optymizmu przed meczem na Anfield – ja osobiście w takie rzeczy niestety nie wierzę. Jesteśmy w horrendalnie głębokim kryzysie, a Jol nie ma żadnego pomysłu, jak się z niego wydostać. Szybko okazało się jasne, że dziś przyjechaliśmy się wyłącznie bronić, a taka taktyka na ostatnie w tabeli i słabiutkie piłkarsko QPR to jakiś dowcip. Od 100 lat wiadomo również, że całą grę robi tam Taarabt, ale nasz treneiro nie miał żadnego planu na to, jak przykryć tego chłopaka, mimo że na konferencji chwalił się, że ostatnio bardzo często oglądał Rangersów. Zwycięstwo z Newcastle było najwidoczniej wynikiem drobnych przebłysków niegdysiejszej formy domowej i równie beznadziejnej dyspozycji Srok. Dzisiejszy mecz – który normalnie dysponowana drużyna Fulham wygrałaby o każdej porze dnia i nocy, bo QPR również bylo nędzne – pokazał, gdzie jest obecnie miejsce grupy kopaczy reprezentujących ten klub. Bo drużyną ich nie nazwę. Osobiście nie mam w kim opierać nadziei na najbliższe spotkania, czekam więc na styczeń, a jeśli w styczniu nie podziałamy, co wydaje się dla mnie niestety coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem (to nielogiczne, ale ten klub w kwestii transferów po prostu przyzwyczaił już rozczarowywać), to w maju będziemy gdzieś wokół kreski spadkowej. Szczerze mówiąc, mam po dzisiejszym meczu serdecznie dość Jola i nie dałbym mu nawet dociągnąć do stycznia. Skoro nawet tu, na blogu, w kraju oddalonym o tysiąc mil od CC, wiedzieliśmy pod koniec wiosny doskonale, że Dembele i Demps są na wylocie, to na litość, ten pan miał psi obowiązek znaleźć za nich przez tyle miesięcy porządnych następców (zwłaszcza, że pozbył się też Danny’ego), podczas gdy obudził się 31 sierpnia z ręką w nocniku i wyczarował jakiegoś – tfu, tfu, tfu – Richardsona i stertę podstarzałych wolnych agentów. Co tydzień przekonujemy się, jak to jest uroczo bez klasowych pomocników i tego uczucia mam już dosyć. Fajnie, że w klubie jest teraz parę postaci europejskiego formatu i że Jol ma umiejętności, by ludzi z nazwiskami ściągać, ale to nie zabawa w kolekcjonowanie znanych piłkarzy, którzy w żaden sposób nie potrafią ze sobą współpracować. Może tego człowieka bronić jedynie to, że zarząd od 1,5 roku niezmiennie robi go w kakao, ale wtedy odechciewa mi sie myśleć o tym wszystkim jeszcze bardziej (bo jak panie Al Fayed – najpierw „manager którego chciałem zawsze zatrudnić”, a potem radź sobie sam chłopie?).

    Rodallegę skrytykować jest mi niestety bardzo łatwo, nie dostawał wielu piłek, ale żadnej, która już do niego doszła, nie potrafił podać do partnera stojącego 2-3 metry obok. Ma serce do gry, dużo biega, ale brak podstawowych umiejętności piłkarskich dyskwalifikuje go jako piłkarza pierwszej 11-tki poważnego klubu PL. Miałem wobec niego spore nadzieje, a okazuje się niestety jedynie czarnoskórą i dużo gorszą (choć oczywiscie nie przez kolor skóry) wersją AJ’a.

    A wystawianie Berby niedługo zacznie być luksusem, na który drużyna walcząca o utrzymanie nie bedzie sobie mogła pozwolić. Ech…

  4. PS. W piątek minął rok od meczu z Odense. Chciałbym wierzyć, że po dzisiejszym mam jedynie kolejne przedświąteczne, przesadnie apokaliptyczne wizje dotyczące tego klubu, ale Chryste, takiej beznadziei, jak dzisiaj (i w całych ostatnich wielu tygodniach), dodatkowo w tak ważnym dla fanów meczu, nie widziałem jako kibic Fulham nigdy…

  5. Czytajac dzisiaj rano na forach angielskich juz nawet oni maja dosc takiego prowadzenia klubu i polityki transferowej kilku nawet zaznaczylo ze bedzie bardzo watpliwe ze pokupuja bilety sezonowe na nastepny rok.Ten klub od czterech lat mial odmladzac stopniowo sklad a sprowadzaja dalej zawodnikow na emeryturze po huj byl lament i placz ze nikomu nie ma grac i sprowadzanie tkich graczy jak Karagounis czy Tavares jak ja ich na oczy nie widzialem w akcji oprocz paru minut greka.Wczoraj ogladalem AV na Anfield mecz klasa w wykonaniu chlopakow z AV wekszosc zespolu po 23-25 lat moze maja problemy od dwoch lat ale idzie to w dobrym kierunku do tego Benteke tez podobno fulham sie staralo niego no ale jak to w u nas nie pierwszy raz nas ktos wyprzedzil.Pomalu powatpiewam w scigniecie Berbatova gra coraz to bardziej egoistycznie a wszyscy tez graja na niego uwazam ze to do niczego dobrego nie prowadzi niec zabierze sie za strzelanie bram i niech tak nie gwiazdorzy bo widac to co raz bardziej na koniec jeszcze raz napisze ze w styczniu bedzie ostatni dzwonek dla zalosnego wlasciciela i jego pajacow z zarzadu aby ten klub utrzymac w lidze.

  6. No tu się akurat zgodzę, że nasza gra przestała się kleić też z tego względu, że gramy na zasadzie: podać w kierunku Berbatova i liczyć, że on zrobi coś z niczego. Aczkolwiek nie uważam by grał jakoś przesadnie egoistycznie. Klika malinek już dograł, tyle że my je partaczymy.

    Ogólnie uważam, że nie grozi nam batalia o utrzymanie, a kilka meczów pokazało, że ten zestaw graczy umie grać w piłkę. Natomiast abstrahując od polityki transferowej, uważam, że Jol popełnia dużo błędów w taktyce i doborze zawodników. Może rzeczywiście trzeba dawać więcej szans młodym, Freiowi i Kacy, a może tez postawić na któregoś z napastników o pierwszej minuty? Albo przynajmniej dać Trott’cie lub Dalla Valle jakieś 30 minut. Tak swoją drogą, czemu Kerima znowu na ławie nie było? Kontuzja czy kolejny konflikt?

  7. Niestety nie oglądałem meczu no ale troszke się zawiodłem. Oglądałem tylko skrót i tam widziałem straszne błędy naszych obrońców, przy pierwszej bramce nie mieliśmy szczęścia,ale ta druga to kompletna pomyłka. Czy Berbatov zagrał słabo rozumiem ? Ładna bramka Petricia.

  8. Ogolnie patrzac na to wszystko to mysle ze wprowadzanie mlodych graczy bedzie dobrym rozwiazaniem jak i zakup nowych graczy i mlodych przedewszystkich jakby nie patrzyl w sobote z qpr trzech graczy mialo od 27do 29 lat reszta od 30 do 40 oczywiscie ta 40-stka to Szchwarzer, uwazam ze najwyzszy czas aby ten zespol odmladzac.

  9. Berbatow jest ofiarą tego, że w tym klubie nie ma w pomocy nikogo, kto potrafiłby dograć mu piłkę na poziomie (oprócz wiecznie kontuzjowanego Bryana). Oczywiście, również nie rozgrywa ostatnio spotkań na poziomie klasy światowej, ale praktycznie w każdym meczu jest zmuszony robić za playmakera i osobę wiecznie pokazującą się w środku pola, bo każdy inny (może poza nieźle pracującym duetem Sascha-Duffers) boi się wziąć na siebie ciężar rozegrania. W takich okolicznościach, nie ma co oczekiwać że Berba będzie jeszcze do kompletu supersnajperem strzelającym na zawołanie. I pomyśleć, że Jol ot tak oddał do Blackburn Danny’ego, który do obecnej 11-tki dostałby się z zawiązanymi oczami…

    Nie wiem, czy Trotta albo Dalla Valle zaskoczą na tym poziomie, nie można od nich oczekiwać roli zbawicieli, no ale każdy wie, jaki potencjal ma Kerim, a chłopak od czasu wyzdrowienia pojawia się w kadrze raz na ruski rok. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby z jakichś niewiadomych przyczyn nie znalazł się na końcu listy faworytów Jola. O Kasamim już w ogóle nie wspominając, nie wierzę, że wczoraj do niczego by się nie przydał…

    W Aston Villi faktycznie zaczyna to wszystko pracować, ale też mieli fatalny start. Może i warto zakupić jakichś młodych w styczniu, ale podstawa to ktokolwiek kreatywny i na poziomie na to rozegranie, a najlepiej od razu kilku na tę pozycję…

  10. Rozumiem i zgadzam się z tobą. A jeszcze jedno pytanie, większość z was nie wierzy w transfery, no ale dlaczego? Chodzi tu o to że zarząd jest skąpy, czy nie ma pieniędzy? No bo przecież Fulham sprzedało Dembele 15mln i Dempsey 6mln. Czy Fulham ma długi? Bo szczerze myślałem że pięniądze które drużyna zarobi na samych transferach…przeznaczy je na transfery, oczywiście jeżeli nie ma długów. Więc Bułgar 5mln, a reszta?

  11. fulham ma długi i to straszne, czyli 190mln…niestety…chyba tylko manu ma większe, ale tam potencjał biznesowy do ewentualnej redukcji długu jest o wiele większy…w większości to kasa „władowana” do klubu przez al-fayeda…tylko, że al raczej zwija biznesy (patrz harrods) i oby nie przyszło mu na myśli odzyskać kasy z klubu (choć te sprzedaże zawodników i kupno w zamian wolnych agentów wygląda trochę jak sytuacji wisły i odzyskiwanie kasy właśnie „władowanej” przez cupiała)…podklejam statystyki finansowe ostatnie oficjalne dostępne z sezonu 2010/11 (chyba już je kiedyś wklejałem, ale w managerach piłkarskich zawsze lubiłem aspekty finansowe, więc staram się tu być na bieżąco)…
    http://www.transferleague.co.uk/club-finances/club-finances-201011.html
    http://pl.scribd.com/doc/55741334/Sport-Scribd-Doc

  12. Długów ten klub zasadniczo nie ma. Fulham należy do jednej osoby – Al Fayeda i formalnie wszystko, co łoży on na ten klub, powinno iść na poczet jakiegoś zadłużenia Fulham wobec niego. On jednak wiele razy mówił, że nigdy nie będzie chciał spłaty tej kwoty, że działa to wszystko na zasadzie bezzwrotnych pożyczek, tak jak np. z Chelsea i Abramowiczem. Ma to swoje plusy, bo tak dlugo jak będzie tu rządził Al Fayed, klub nie wplącze się w jakieś zadłużenia względem banków itepe, no ale jednocześnie jesteśmy całkowicie uzależnieni od tego, ile w dane okienko Al Fayed postanowi wyłozyć, że nie działają tu za bardzo prawa ekonomii i to, ile klub wypracuje sobie kasy ze sprzedaży, tylko jego dobra wola. Od dawna wykłada mało (ostatnia większa suma to ~25 baniek dla Sancheza w lato 2007), a teraz dochodzą jeszcze koszty związane z przebudową jednej trybuny i podniesieniem pojemności stadionu do 30 tysięcy. I tak jak po sprzedaży Dempsa i Dembele i braku możliwości spożytkowania tej kasy od razu wydawało się oczywiste, że zimą, Jol będzie miał te 15 mln do wydania, tak ostatnio Jol coraz częściej mówi asekuracyjnie, że styczeń to słaba pora na kupowanie, że być może wcale nie zadziałamy, więc niewykluczone, że jakiś czas temu Al Fayed zadecydował, że jakoś to bez nowych pomocników będzie, a kasa przyda się na przebudowę stadionu…

    Jest też kwestia druga – im niżej będziemy w tabeli na rozpoczęcie okienka, tym po prostu mniejsze prawdopodobieństwo, że jakikolwiek klasowy, kreatywny piłkarz będzie chciał tu wpaść. No i kluby w ogóle rzadko są skłonne do sprzedaży w styczniu.

  13. O, dzięki za pomoc w wytłumaczeniu, Raggen, faktycznie pamiętam, że zawsze byłeś tym tematem zainteresowany. Długi faktycznie są spore, ale właśnie względem Al Fayeda, który nie chce ich spłaty, dlatego użyłem sformułowania, że zadłużeni „zasadniczo” nie jesteśmy.

  14. O meczu się nie wypowiem, wielokrotnie zwracałem już uwagi co do naszej gry, a błędy jakoś lubią się wciąż powtarzać 🙂
    Co do finansów (też lubię ten temat):
    http://www.footballeconomy.com/content/fulham-football-club-1987-ltd-fulham-football-leisure-ltd
    http://pl.scribd.com/doc/27118448/Fulham-Football-Club-1987-Limited
    Nowszych niestety nie mamy w sieci (albo nie znalazłem pod normalnymi nazwami)…
    A przy okazji, przebudowa kiedy rusza?

  15. Wielkie dzięki Panowie 🙂

  16. Co do Richardsona i Rodallegii to sprawdza się to co mówiłem w czasie gdy oni przychodzili bez sensowne transfery zwłaszcza tego pierwszego.
    Niestety sprawdza się to co mówiliśmy na temat środkowego pomocnika niema u nas gościa który by rozgrywał i to jest dramat nie da się grać bez takiej osoby, marzy mi się ten Odjidja Ofoe niech on przyjdzie i będę szczęśliwy, ale to co mówił cookie zimą kluby nie bardzo chcą się pozbywać swoich piłkarzy a jak sprzedają to dużo drożej.
    Też pamiętam, że do transferu Berby byliśmy jedynym klubem który nie wydał nic na transfery, a teraz każdy ładuje kupę kasy w transfery nowych piłkarzy, z samej akademii i dziadków z kartą w ręku o nic w PL nie da się grać.
    Absolutnie nie podzielam twojego optymizmu Macu przed mecze z LFC, mam nadzieję że Jol nie podda nas przed pierwszym gwizdkiem wystawiając m.in. Richardsona w pierwszym składzie, bo skończy się masakrą.
    Mimo wszystko o zwolnieniu Jola bym nie mówił facet pokazał, że może w tym klubie stworzyć coś fajnego i dajmy mu czas a zarząd kasę i zaufanie.

  17. cookie masz rację. choć ta kasa jest wszędzie zapisywana jako dług (pożyczka vel darowizna byłaby zapewne inaczej opodatkowana i działałyby tu jakieś inne prawa). najpewniej będzie tak, że gdyby al chciał się mimo wszystko kiedyś wycofać z klubu to nowy nabywca będzie musiał mu po prostu tę kasę spłacić.
    a tak na marginesie to ja byłbym za wprowadzeniem do piłki zasady salary cup – co wy na to?

    co do aktualnego składu i polityki transferowej fulham to kasy wydawanej na wolnych agentów mimo wszystko szkoda, bo dzisiaj rynek jest tak przebrany, że naprawdę nie często (1 na 5?) taki transfer się sprawdza. plus to co pisał też cookie, czyli im klub ma większy prestiż to szanse, że wolny transfer się sprawdzi wzrastają, a fulham ostatnio jednak prestiżowo traci.

    i jeśli przegrywać to lepiej już z młodymi w składzie (ogrywanie i zachęta dla innych młodych graczy, że warto do fulham przechodzić i tu się promować – w zeszłym sezonie nawet przez chwilę tak to wyglądało…).

  18. oczywiście salary cap 😉

  19. Generalnie sprawa własności nie jest taka oczywista 🙂 Piszę z pamięci – muszę znów znaleźć info.
    Mianowicie sam klub (jako spółka ltd. – dalej FFC) należy do Spółki (bodajże typu trust – dalej jako SPÓŁKA) założonej gdzieś na Kajmanach, która nie podlega prawu podatkowemu UK. Dopiero wśród właścicieli (a właściwie beneficjentów) tejże spółki znajdujemy m. in. Mo.
    Zadłużenie jakie mamy (ponoć ok. 160-170 mln) jest wobec spółki właściciela, jakie są zależności finansowe pomiędzy spółką właścicielem a beneficjentami tejże spółki – tego oczywiście nie wiemy.
    W przypadku sprzedaży FFC nowemu podmiotowi najlepszą opcją jest sprzedaż udziałów w SPÓŁCE, gdyż wtedy nie dość, że omijasz jakikolwiek podatek od sprzedaży to z definicji sprzedaż udziałów w spółce nie jest opodatkowana…
    To chyba tyle, jak coś jest niejasne, to mogę skrobnąć o tym dokładniej za kilka dni 🙂

  20. http://www.anglia.goal.pl/index.php?dzial=aktualnosci&artykul=240032
    To dopiero byłaby tragedia…

  21. Przerywając waszą rozmowę o sprawach zakulisowych, tj. finansach, Stockdale przywołany z wypożyczenia do Hull. Ciekawe, czyżby ostatnie błędy Marka miały spowodować utratę miejsca w składzie?

    Update, ponoć jakaś kontuzja Etherdidge’a. Jeżeli tak, kompletny bezsens. Chciałbym by Stocky dostał parę meczów w bramce. W okresie świątecznym, natłok meczów,więc mógłby coś zagrać.

  22. Ech, też napaliłem się po usłyszeniu info o Stockym, że może Jol wreszcie zabiera się za porządki i że nadchodzi czas nowego bramkarza, a tu najprawdopodobniej będzie musiał grzać ławę. Zgadzam się, idiotyzm jeśli tak bedzie, zbierał świetne recenzje w Hull i znakomicie się tam rozwijał. Pytanie zasadnicze, jeśli to wszystko prawda, brzmi: na co i po co ten cały Węgier, któremu Jol przedłużył nawet w lato umowę? Jego kolejny obok Richardsona tajemniczy krewny? 😛

    Świetna dyskusja o finansach się nawiązała! Ciężko mi trochę wierzyć w to, żeby jakiś nowy właściciel w przyszłości czy Fulham jako całokształt musiało coś spłacać Al Fayedowi. Nie wygląda na takiego, który zachowałby się tak względem „swojego” klubu. Nie jestem specjalistą w kwestiach prawnych, ale
    o ile dobrze pamiętam kilka tekstów na temat zadłużenia Fulham, to długi wobec Fayeda określano jako niezabezpieczone, tj. takie, które nie będa musiały ulec w przyszłości zwrotowi i które dobrą wolą Fayeda mogą być całkowicie wymazane. I faktycznie, było tam coś takiego jak ulokowane na Karaibach Mafco Holdings czy coś w tym stylu i formalnie to ta spółka jest właścicielem klubu. Ale to już ewidentnie jakieś wałki podatkowe 😛

    Salary cap to dobry pomysł, jestem za wszystkim co uzdrawia piłkę, ale zapewne w Europie to nie przejdzie. Piłka jest tu zbyt rozwiniętym biznesem, krążą wokól tego zbyt duże pieniądze, tu raczej odwrotu nie ma. Zresztą w MLS też to pewnie za jakiś czas zniosą, żeby ich liga mogła się rozwijać i żeby mogło tam przyjeżdżać coraz więcej klasowych piłkarzy. O ile dobrze mi się wydaje, to sukcesywnie podnoszą tam ilość zawodników w danym klubie wolnych od tego salary cap, więc kierunek jest jasny. I pomyśleć, że całe te absurdalne zarobki piłkarzy to historia, która zaczęła się… w Fulham (Jimmy Hill i Johnny Haynes) 😛

    Balo tutaj? Już widzę to synchroniczne rozkładanie rąk i narzekanie na kolegów wraz z Berbą 😛

  23. Dziwny jest ten terminarz, trzeci raz w tym sezonie gramy dwa mecze wyjazdowe pod rząd.

  24. […] za Neila Warnocka, to, po wszystkich wspólnych perypetiach w ostatnich dwóch latach, a zwłaszcza hańbiącej porażce 2-1 na Loftus Road w grudniu (pierwsze zwycięstwo The Hoops w tym sezonie po serii 16 kolejek bez zwycięstwa), kierowanie do […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: