Napisane przez: Macu | Grudzień 22, 2012

Konno po autostradzie. Liverpool 4-0 Fulham

Czas bić na alarm. Fulham odniosło na Anfield Road kompetentną klęskę i zostało rozbite przez Liverpool w stosunku 4-0.  Swoją pierwsza bramkę dla the Reds zdobył nawet Stewart Downing, potwierdzając, że w obecnej formie, Fulham jest idealną drużyną na przełamanie wszelkich statystycznych niemocy. Ekipa Jola zagrała dramatycznie słabo w każdym piłkarskim aspekcie i wyraźnie ustępowała nie będącym przecież najwyżej w tabeli liverpoolczykom. Na autostradzie do utrzymania Fulham zaczyna oglądać coraz więcej oddalających się punktów, tymczasem te w lusterku coraz bliżej. Tylko gdzie jest pedał gazu?

stats-liverpool-away-2012

Zaczarowana_dorozkaSezon Premier League można przyrównać do wyścigu samochodowego w którym ściga się dwadzieścia ekip. Zwycięzca, rzecz jasna, jest tylko jeden, natomiast prawdziwych przegranych mamy aż trzech. To ci, którzy do następnego wyścigu nie zostaną już dopuszczeni, ci za słabi. Przez ostatnie sezony Fulham ustabilizowało swoją pozycję finiszującego w środku stawki. Początek obecnych zmagań sygnalizował, że powtórzenie tego tradycyjnego scenariusza jest jak najbardziej możliwe. Tyle że Premier League to nie jeden odcinek specjalny rajdu WRC, ale raczej wielogodzinna męczarnia Le Mans. To nie wysiłek pojedynczego osobnika, a współpracującej ze sobą grupy. To setki trudnych i strategicznych decyzji. W ostatnim czasie w pojeździe Fulham pojawił się ewidentny problem techniczny, a drużyna zwolniła tempo, dając się wyprzedzić kolejnym przeciwnikom. Czerwone lampy błyskające się w przedniej szybie oddalają się coraz bardziej, tymczasem żółte światełka zażarcie goniących coraz groźniej migoczą w lusterku wstecznym.  W kabinie wzrasta nerwowość, bo usterki nadal nie odnaleziono. Czy obawy przed spadkiem są uzasadnione, czy Fulham grozi unieruchomienie, czy też standardowo wyjdzie w nowy rok na prostą? Czerwony bolid Liverpoolu dosłownie rozjechał dzisiaj toporną machinę Fulham, która sprawiała wrażenie jakby była napędzana końmi, ale niekoniecznie mechanicznymi. W ostatnich tygodniach Fulham zdaje się poruszać dorożką, której jednak daleko do miana zaczarowanej. Tymczasem Martin Jol zaczarowanym dorożkarzem chyba również nie jest, choć niektóre jego pomysły do kategorii oderwanych od rzeczywistości zaliczyć bez wątpienia można.  Czy to wina pojazdu, czy też kierującego. Oto jest pytanie.

Najpierw spójrzmy na dorożkarza. No i cóż tym razem Martin Jol wyczarował? Ano ponownie zamieszał składem. Tym razem Fulham wybiegło w ustawieniu 4-5-1, a w wyjściowej jedenastce zaszło wiele zmian w porównaniu z niechlubnymi derbami z QPR. Oprócz nadal kontuzjowanych Ruiza i Diarry, za kartki pauzował Sidwell, a Damien Duff i Mladen Petrić z jakiegoś powodu również do Liverpoolu się nie wybrali (prawdopodobnie kontuzje). Dla tego na Anfield ujrzeliśmy kolejną już, zupełnie nową kombinację graczy (ciekaw jestem która to już z kolei), która wyróżniała się linią pomocy utworzoną przez Bairda, Karagounisa i Richardsona w środku pola (ten ostatni miał być nieco wysunięty do przodu) i dopełnioną Dejagahem i Kacanikliciem na skrzydłach. Osamotnionym napastnikiem, dosłownie i w przenośni, był Dimitar Berbatov. Zgodnie z przewidywaniami, David Stockdale, zmuszony do powrotu z wypożyczenia do Hull, zasiadł jedynie na ławce rezerwowych, wobec kontuzji Etheridge’a.

Teraz dorożka. W tym momencie pragnę poinformować, że pozwolę sobie nie opisywać bramek strzelonych przez Liverpool, gdyż szkoda mi nieco moich nerwów. Zresztą większość czytelników tej strony nie jest raczej zainteresowana trafieniami drużyny Rodgersa, a każdy średnio wprawiony użytkownik internetu, w razie potrzeby, znajdzie sobie materiał wideo i obejrzy go. Skupmy się zatem na analizie poczynań the Whites. I tutaj powrócę do metafory konia, gdyż pasuje tu ona jak ulał. Fulham było dzisiaj jak pojazd konny na autostradzie, zagubione, nieprzystające do czasu i miejsca, no i przede wszystkim POWOLNE. Tempo gry drużyny Jola po raz kolejny wołało o pomstę do nieba. W grze londyńczyków nie ma kompletnie żadnego elementu zaskoczenia, futbolówka bardzo powoli krąży między graczami w białych koszulkach, a najczęstszym adresatem podań jest Berbatov, który dodatkowo spowalnia akcję długo przytrzymując piłkę. Jeżeli dodać do tego stale powracający problem braku kreatywnego pomocnika, nie należy się dziwić, że w ostatnim okresie Fulham, próbując strzelić bramkę, jest jak Syzyf próbujący wepchnąć na szczyt wzniesienia olbrzymi głaz. Co gorsza, słaba gra ofensywna jest uzupełniona momentami komicznie wyglądającą grą w defensywie. The Cottagers tracą ostatnimi czasy mnóstwo bramek i nawet legendarna para Hangeland – Hughes zasługuje w tym momencie na ostrą krytykę. Ba, paradoksalnie, większa bura należy się wielkiemu Norwegowi, który ostatnio ewidentnie obniżył loty. Kapitan drużyny mógł lepiej zachować się przy dwóch pierwszych bramkach gospodarzy,  a kilka jego nieudanych zagrań wołało o pomstę do nieba.  Do Hangelanda można mieć jeszcze jedno dodatkowe zastrzeżenie – czy aby na pewno dobrze wypełnia swoje zadania jako kapitan? Drużynie ewidentnie brakuje wigoru, sportowego zacięcia i werwy, a krzyk lidera mógłby i powinien choć w minimalnym stopniu w tym pomóc. Tyle że Brede z rzadka wydaje się używać swojego głosu. Jeżeli jesteśmy przy linii defensywy, należy jeszcze wspomnieć o jednym. W moim mniemaniu, osobą, która w ostatnim czasie daje drużynie niezwykle mało jest John Arne Riise. Słabość byłego gracza Liveproolu w grze destrukcyjnej byle dobitnie widoczna przy trzecim golu gospodarzy, kiedy Downing dostał nieme przyzwolenie od Norwega na oddanie strzału (i zdobycie swojego pierwszego gola dla the Reds). Riise przeraźliwie często gra w defensywie pasywnie i pozwala na wiele „swoim” skrzydłowym. Dodatkowo, w ostatnich spotkaniach jego gra ofensywna również nie stała na najwyższym poziomie, a jego inklinacja do przedziwnego zastawiania piłki przy linii końcowej i równie dziwne zagrania „na konia” do partnerów pozwalają się zastanawiać, czy swojej szansy nie powinien dostać ktoś inny. Tyle że na tej pozycji pole manewru jest niezwykle małe, a Matthew Briggs pod względem defensywnym wypada równie blado co Riise. Czas przejść do pomocy, tutaj również krajobraz nędzy i rozpaczy. The Whites ewidentnie przegrali dzisiaj walkę o środek pola, co było jedną z głównych przyczyn porażki. Niby Baird i Karagounis zagrali poprawnie, nie popełniali rażących błędów (choć Grekowi zdarzyło się ponownie kilka razy bardzo źle podać), ale liczba ich odbiorów nie była wystarczająca, a piłkarze Rodgersa mieli w środkowej strefie za dużo swobody. Ewidentnie brakowało zacięcia Sidwella.  Richardson również niczym się nie wyróżnił, ale paradoksalnie i tak zagrał jeden z najlepszych swoich meczów w barwach Fulham, raz groźnie uderzając z dystansu na bramkę Reiny. Prawdziwym problemem gości były w tym meczu skrzydła. Zarówno Kacaniklić (zmieniony całkiem słusznie po pierwszej połowie), jak i Dejagah, zagrali po prostu fatalnie. Szwed nie miał ani jednego udanego dryblingu, a Irańczyk, który spędził na boisku cały mecz, był chyba najbardziej irytującym piłkarzem w barach Fulham. Niby były gracz Wolfsburga potrafi ładnie przyjąć, zmylić rywala balansem ciała, ale jego wizja gry i dokładność są fatalne. Dejagah psuł podanie za podaniem i niestety jestem coraz bardziej skłonny uznać, że jest to jeden z tych piłkarzy, którzy, choć posiadający pewien element geniuszu, nigdy pewnego poziomu nie przeskoczą. Jedyną miłą wiadomością był niezły występ Frei’a, który pojawił się na murawie przy stanie 3-0. Szwajcar był o wiele skuteczniejszy w dryblingach od swojego szwedzkiego kolegi i sprawiał wrażenie chcącego coś zmienić. No i teraz dochodzimy do sprawy bardzo trudnej, to jest do Berbatova. Wiadomo, że Bułgar z niczego bramki nie strzeli. Były napastnik Manchesteru i tak zdołał samemu wypracować sobie jedną okazję, ale Reina na raty próbę tę obronił. Pytanie natomiast brzmi, czy przy tak słabej dyspozycji Fulham, Berbatov pomaga w ogóle drużynie. Bułgar momentami straszliwie zwalnia grę, robi wszystko we własnym tempie, przez co partnerzy zupełnie go nie rozumieją. Nie chcę mu odmawiać geniuszu, jest to kapitalny piłkarz, ale w drużynie Fulham jest po trosze niepasującym ogniwem. Jak się Fulham układało i drużyna grała ofensywnie (aka mecz z Arsenalem), Berbatov wyglądał wspaniale. Jednak gdy gra się nie klei, a na boisku trzeba zostawić trochę serducha, Berba jakby nieco blaknie. Oczywiście nie wierzę w to, że dopóki na ławce trenerskiej mamy Jola, Berbatov również na niej usiądzie, ale może w niektórych momentach byłoby to dobre dla drużyny? Pragnę poddać ten temat pod dyskusję. Zamykając temat napastników, muszę dodać, że całą drugą połowę na murawie spędził Rodallega (Berba cofnął się nieco do tyłu), ale Kolumbijczyk raz jeszcze był tylko pasażerem. Oprócz niezłego uderzenie z rzutu wolnego w samej końcówce, nic wielkiego nie pokazał, a obrońcy Liveroolu z łatwością odbierali mu każdą piłkę. Na zakończenie dodam, że mimo wyniku 4-0, najlepszym graczem Fulham na murawie był Mark Schwarzer, który nie popełnił żadnego błędu przy bramkach, a kilkukrotnie ratował zespół przed utratami kolejnych goli. Solidnie zagrał też Riether, jakkolwiek nie ustrzegł się paru błędów w kryciu, a jego dośrodkowania tym razem nie były tak dobre jak w paru wcześniejszych spotkaniach. Tyle że dwóch dobrze grających graczy to zdecydowanie za mało na zaskakująco dobry i składnie grający Liverpool. Mimo wpadki z Villą, piłkarze z Anfield pokazali, że ich gra coraz bardziej się zazębia i marsz w górę tabeli jest jak najbardziej w ich zasięgu. Tymczasem jakie są perspektywy dla the Whites?

Teraz Fulham czeka konfrontacja z trzema rywalami klasy średniej , tj. odpowiednio z Southampton (Cottage), Swansea (Cottaghe) i West Bromwich Albion (Hawthorns). Te mecze (pojedynek z WBA odbędzie się pierwszego stycznia) zdeterminują o co w nowym roku będzie się ścigało Fulham. Czy jednak uda się ponownie powalczyć o górną część tabeli, czy też potrzebne będą nerwowe spojrzenia w lusterka. Jedno jest pewne, w tenże nowy rok the Cottagers muszą wejść na gazie. I wcale nie chodzi o tutaj o stan po noworocznym spożyciu alkoholu.

Downing wreszcie strzelił gola - to nie mogło się dobrze skończyć.

Downing wreszcie strzelił gola – to nie mogło się dobrze skończyć dla Fulham.


Responses

  1. Znowu, jak po QPR, chyba nieodpowiednio oddałem beznadziejność naszej gry. W każdym razie, na serio zaczynam się bać, że będziemy ścigać się o miejsce numer 17. Na transfery nie ma co liczyć, na nagłe wskrzeszenie formy również. No chyba, że Ruiz okaże się być naszym Mesjaszem, a zaraz potem Diarra. Ale czy to starczy? Ja przede wszystkim zobaczył bym chętnie jakąś stabilizacje w składzie. Takie mieszanie to jest dobre jak się gra na kilku frontach jednocześnie. My musimy wreszcie zacząć wystawiać coś, co przypomina zespół, bo na razie to mamy zbieraninę…

    Ps. Właśnie uzmysłowiłem sobie, że prócz Briggsa opcją na lewej obronie jest … Richardson!🙂

  2. Na alarm to trzeba bylo bic trzy lub dwa sezony temu od paru lat sklad ten sam a z roku na rok coraz to starszy ciekaw jestem kiedy pajac Al zacznie odmladzac druzyne i w jakim wymiarze bo za nie dlugo wszyscy gracze pierwszego skladu beda mieli od 30-stki do 40-stki a wymiana kilku graczy naraz bedzie kosztowna i nie mysle zeby tyle pieniedzy na stol wylozyl nasz wspanialy wlasciciel.Uwazam ze tu nie chodzi o jakis chwilowy dolek druzyny oni poprostu nie dadza juz nic wiecej z siebie dla mnie to sa gracze juz wypaleni i za wolni.Zmiana trenera huj pomoze zeby nie wiem jaki przyszedl fachowiec nic nie zrobi to tak jak z nasza narodowa kadra najpierw trzeba miec kim grac i mozliwosc wyboru z kilkunastu graczy.Jednym slowem na dzien dzisiejszy druzyna do spadku.Downing pierwsza brama pisalem cos o tym tydzien na ten temat po meczu QPR.Tez uwazam zeby Richardsona dac na lewa obrone.

  3. Zdecydowanie, Richardson nie móglby być na lewej gorszy od Riise. Ten człowiek tydzień po tygodniu tak prześlizguje się jedynie przez uznane nazwisko, że przekroczyło to już wszelką skalę, nie mogę na niego patrzeć, nie mogę jego słuchać. John Arne Riise, niekwestionowany indywidualny mistrz świata w grze na alibi. Ale co zrobić, jeśli Briggs spędza dnie przy fifie, zamiast na treningach, a Richardson został przez Jola określony wyraźnie jako nowy numer 10…

    Ja natomiast uważam, że zmiana trenera dałaby wiele, bo nie chodzi tylko i wyłącznie o grupę piłkarzy. „Mowa ciała” Jola (wieczne skwaszenie), zadziwiające wybory personalne, fakt, że nikt nie wykazuje żadnej motywacji i nikomu nie chce się grać, zero reakcji wobec notorycznego opierdzielania drużyny przez Berbę czy nieustannie pojawiające się w prasie artykuły o pożarciu się Jola z kolejnym piłkarzem (co w końcu zmusza do przemyślenia tematu) również sprawiają, że mam znikomą ochotę oglądać spotkania tego klubu. Tyle tylko, że zdaję sobie doskonale sprawę, że jest to dyskusja akademicka i gość może sobie bezpiecznie liczyć kasę. Fulham po wspaniałej przygodzie w LE stało się zakładnikiem pragnienia bycia dostrzegalnym i posiadania w klubie znanych postaci. Jol nie zostanie zwolniony, bo jest Jolem, Berba może robić, co dusza zapragnie, bo jest Berbą. W tym wszystkim ginie team spirit, z którego ten klub w ostatnich latach słynął. No cóż, w razie czego po kolejnym 0-4 znowu zrobią wywiad z Bogu ducha winnym Hughesem czy Rietherem i jakoś tam wkręcą, że w następnym meczu dadzą z siebie 200%…

    Pojawiło się kolejne konkretne info transferowe, ma przyjść nowy… bramkarz.

    John Chapman ‏@BelgoFoot
    RT @svenclaes: @BelgoFoot Sinan Bolat is talking with Fulham about a new contract. Standard and Fulham have already come to agreement. #FFC

  4. Myślę, że w najbliższych dniach należy się spodziewać raczej słabych wyników. Z Southampton obstawiam remis, przy sprzyjających wiatrach zwycięstwo. Ale z Swansea i WBA nie mamy za dużych szans…

    Zresztą od Swansea należy się uczyć jak kupować wyśmienitych zawodników za śmiesznie niskie pieniądze… Michu na przykład…

  5. cookie

    chwila, nierozumiem, sugerujesz że przyjście Berbatova do Fulham to był błąd? czy dlaczego powinien usiąść na ławkę? Tak to jest mój idol, i wiem że czasami mógłby pobiegac po boisku i powalczyć, ale jak wszyscy wiemy to jest napastnik, i tak w paru meczach grał na pozycji pomocnika, przynajmniej tak to wyglądało. Teoretycznie powinno wyglądac to tak, pomocnik lub obrońca podaje do napastnika a on ma strzelić, tylko bądźmy szczerzy, większość celnych podać to właśnie od Bułgara, reszta ma ogromne problemy z dobrym dograniem piłki, a przebłyski są no ale nawet nie na pierwszą 10-tkę PL. Gdyby już naprawde Bułgar miał usiąść na ławkę, to kto by miał tam zagrać? Wydaje się że Hugo czy Mladen lepiej by nie zagrali. Mimo wszystko zaznaczam że staram się byc obiektywny. Wesołych.

  6. Cris, tak jak napisał Macu w relacji, jest to trudna sprawa. Po pierwszych tygodniach również zostałem wielkim fanem Berby, jego klasy, jego subtelności, dlatego chcę ważyć słowa. Przewyższa drużynę potencjałem o klasę, to jest oczywiste i chciałbym, żeby… po prostu nie okazywał tak tego na wszelkie możliwe sposoby. Chciałbym, by po tych fatalnych zagraniach od kolegów nie odechciewało mu się grać, chciałbym by nie rozkładał tak rąk, by nie opieprzał tak drużyny. Być może przychodził tutaj w świadomości, że będzie grał bajeczną klepkę z Dembele i Ruizem, ale los sprawił niestety taki figiel, że aktualnie musi się męczyć z Richardsonem, Bairdem czy Karagounisem. To jest mój główny zarzut, bo to może zabijać w tej reszcie średniodobrych piłkarzy ducha walki, jeśli największa gwiazda i teoretyczny lider notorycznie pokazuje „nie no, mam dość użerania się z tymi cieniasami”. Tyle, że jest to być może nawet większy zarzut pod adresem Jola, ponieważ porządny manager nie powinien dopuszczać na boisku do takiej sytuacji, a obawiam się niestety, że Jol nigdy nie powie Berbie, że w pewnej sprawie należałoby zachować się inaczej.

    Kwestia druga – być może ten klub czeka ciężka walka o utrzymanie, a wtedy na boisku naprawdę będzie trzeba 11-tu twardzieli, którzy będą gryźć trawę, walczyć o każdy milimetr boiska. Znam Berbę jedynie z klubów, w których walczył o trofea, w których mógł pozwolić sobie na niekonwencjonalną grę i próbowanie różnych eksperymentów i obawiam się, że to nie będzie najlepsza taktyka na walkę na śmierć i życie o miejsce nr 17. Chciałbym, by klub rozwiązał wszystkie problemy i dokoptował Berbie w styczniu kilku klasowych grajków. Ale to jest Fulham…

    I bardzo chciałbym, zeby napad tworzył z Mladenem. Petrić pokazał w meczu z QPR, jak fantastyczny instynkt strzelecki posiada i jak potrafi zdobyć bramkę z niczego.

  7. cookie

    Przyjemnie czytało sie twoja wypowiedź i szczerze mówiąc zgadzam się z tym co mówisz. Miejmy nadzieje że teraz będzie tylko lepiej, bo po takich batach trzeba się podnieś, a z Southampton u siebie, poprostu trzeba wygrać.

  8. Hammy End pisze o transferze Bolata, ale również informuje o możliwości przyjścia Alexandra Madlunga (wolny transfer). W kwestii tego drugiego można tylko zapytać – po jaką cholerę nam 30-latek, skoro i tak mamy wystarczająco dużo doświadczonych piłkarzy?

  9. Madlung kawal chlopa srodkowy obronca grajacy cale zycie w niemieckiej lidze cienki to raczej nie jest ale mysle ze powinien zastapic Hughesa bardzo szanuje tego gracza ale pare meczow pokazalo ze Aaron coraz to wiecej ma klopotow bynajmiej z roslymi graczami,a jak ma przyjsc za darmo to brac lepiej ta kase wydac na zawodnikow ofensywnych w styczniu o ile beda wogole jakies pieniadze na transfery.

  10. No jak to nie widzisz przecież odmładzamy zespół Hughes ma 33 lata a Madlung 30😀 Dobra a tak poważnie to jest to, jakiś żałosny żart bo gość jest pewnie gorszy i od Senderosa i Hughesa a w tym sezonie zagrał ledwo w czterech meczach Wolfsburga i to wszystko z ławki, chyba naprawdę przyszedł by tu tylko ze względu na to, że grał przeciwko nam w tej naszej wspaniałej przygodzie w LE.
    Bolat wiadomo świetny młody bramkarza, ale bramkarz to chyba ostatnia pozycja na jaką potrzebujemy transferu, do tego było nie było ale on od pół roku nie gra w piłę, więc nie wiem czy to dobry pomysł go kupować. Niestety ale chyba musimy się pogodzić, że Jol nie liczy na Stocky’ego w kontekście naszego nr 1 te ciągłe plotki o nowym bramkarzu, wyraźnie gdzie indziej szuka następcy/konkurenta dla Schwarzera.

    Denerwujące jest to, że jak się kimś interesujemy to nie ludźmi którzy mogli by załatać największą dziurę po Dembele. Jak mamy kasę to po co wydawać na bramkarza a nie na środkowego pomocnika.

    Ja bym chciał by przyszedł do nas albo Odjidja albo Adam Maher ale pewnie nie przyjdzie nikt z nich.

  11. Jak zobaczyłem te plotki to słabo mi się zrobiło…
    Ale jak doczytałem, że ponoć z Bolatem już prawie wszystko załatwione to ręce opadają…

    Skomentuję tylko tak – transfery na miarę naszych możliwości w przyszłym sezonie z Championship…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: