Napisane przez: Macu | Grudzień 29, 2012

Zbawca przybył? Fulham 1-2 Swansea.

Kolejna porażka w obecnym sezonie stała się faktem. Fulham ponownie nie znalazło na własnym stadionie sposobu na Swansea i poległo z walijską drużyną, tym razem w stosunku 1-2 . Kiedy po fatalnym wykopie Stockdale’a de Guzman podwyższał prowadzenie gości, zdawało się, że losy Fulham są już przesądzone. Ale nad wyraz ambitna postawa głęboko zmienionej jedenastki Fulham sprawiła, że do końca spotkania mieliśmy olbrzymie emocje, i gdyby nie świetna dyspozycja Tremmela, spotkanie to mogło zakończyć się zupełnie innym wynikiem. The Whites tym razem zaprezentowali się nadspodziewanie nieźle, tylko cóż po tym, skoro punktów ponownie nie przybyło.

stats-swansea-home-2012

Takiego powiewu świeżości oczekiwaliśmy. Zamiast oglądania ciągłych rotacji wewnątrz ściśle zamkniętej grupy zawodników, Martin Jol, zmuszony do tego przez fatalne wyniki drużyny, sięgnął wreszcie po zupełnie nowe twarze. Na spotkanie ze Swansea od pierwszych minut wybiegli tacy zawodnicy jak David Stockdale, Kerim Frei, czy też Matthew Briggs. Jakkolwiek obecność tego pierwszego była prawdopodobnie spowodowana urazem Marka Schwarzera, te odmładzające zmiany w zespole zostały przez kibiców przyjęte z jednej strony z aprobatą, a z drugiej z niebywałą ciekawością. Wszyscy zastanawialiśmy się czy te odważne decyzję pomogą popchnąć losy zespołu w kierunku zwycięstw, z dala od spadkowej kreski.  Prócz tego zastrzyku młodości, jakkolwiek dobrze już znanymi nam nazwiskami, w składzie the Whites na konfrontację ze Swansea pojawiła się jeszcze jedna postać. Piłkarz, który idealnie wpasował się w kontekst obecnie trwającego okresu świątecznego, bowiem dla wielu fanów the Cottagers ucieleśnia osobę zbawcy. Chodzi rzecz jasna o Bryna Ruiza, osobę, która ma być taką wielką, rozległą łatą, zszywająca ze sobą dziurę pomiędzy atakiem i pomocą. Jak poszło tej odmienionej jedenastce Fulham i czy taki skład osobowy dobrze rokuje na nowy rok, odpowiedzmy sobie na to pytanie.

Jak już zapewne wszyscy wiedzą, potyczka z the Swans zakończyła się dla Fulham kolejną porażką, a zespół pozostał z jednym zwycięstwem w ostatnich dwunastu meczach. Teoretycznie jest to powód do wieszczenia najgorszego, tymczasem na przekór wszystkiemu, ja pozostaję po porażce ze Swansea optymistą. A to dla tego, że the Cottagers zagrali przeciwko drużynie Laudrupa naprawdę dobre zawody i jedynie brak szczęścia i chwile niefrasobliwości sprawiły, że gospodarze nie zdobyli nawet jednego oczka. Oznaki poprawy były ewidentne. Przede wszystkim, drużyna zagrała niebywale ambitnie, niemal każdy zawodnik gryzł, zresztą niezwykle przemoczoną rzęsistym deszczem, trawę. Steve Sidwell nie odpuszczał żadnej piłki, Frei ganiał za przeciwnikiem ile sił w nogach, wysoka motywacja była widoczna niemal w każdym elemencie gry. Piłkarsko Fulham również długimi momentami wyglądało dobrze, było zespołem zdecydowanie dłużej utrzymującym się przy piłce, grało szybciej niż w poprzednich pojedynkach, umiejętnie rozciągając akcje do boku i niejednokrotnie tworząc przewagę w bocznych sektorach boiska. I nie ma co ukrywać, że poprawa w płynności gry bez wątpienia była powiązana z powrotem do pierwszego składu Bryana Ruiza. Kostarykanin, który w pierwszym sezonie swojej gry w Premier League, mówiąc delikatnie, nie zachwycał, w rzeczy samej może okazać się dla Fulham zbawcą. Bryan grał dzisiaj świetnie, ustawiony w głębi pola starał się rozgrywać futbolówkę, ale to nie przeszkodziło mu kilkukrotnie groźnie uderzyć na bramkę, wykonywać wszelkie stałe fragmenty gry, czy też wreszcie strzelić gola. Były piłkarz FC Twente momentami może zbyt wolno pozbywał się futbolówki, ale oprócz tego niewielkiego mankamentu był wiodącą postacią w drużynie. Kostarykanin powinien się zatem spodziewać, że w kolejnych spotkaniach jeszcze więcej kibicowskich oczu będzie na niego zwróconych, błagalnie prosząc o zbawienie drużyny. Z taką grą Bryan może ten cel osiągnąć. W tym momencie czytelnicy, zwłaszcza Ci, którzy meczu nie widzieli, pewnie drapią się teraz po głowie i zastanawiają: „co on plecie?”.  No tak, wszakże Fulham przegrało, tymczasem z dotychczasowego opisu można wnioskować, że the Cottagers zagrali jakieś fenomenalny mecz i pewnie pokonali swojego rywala. Jedyny argument jaki mam na swoją obronę to fakt, że pojedynek ze Swansea dostarczył mi jednak pewnej dozy optymizmu, oko cieszyło się na tę chociaż niewielką, ledwie zauważalną poprawę w grze. Mając w perspektywie powroty z kontuzji Diarry, Pietricia i Duffa, zaczynam wierzyć, że mimo wszelkich przeciwności, Fulham wkrótce przełamie swoją niemoc i standardowo w nowy rok wyjdzie na prostą. Co zatem stało się w meczu ze Swansea, że gospodarze nie zdołali wywalczyć nawet punktu? Niestety wynikło to po raz kolejny z momentów kompletnego wyłączenia się z gry i indywidualnych pomyłek. Pierwszy gol dla gości, padł w 19 minucie. Stockdale dwa razy bronił uderzenia rywali, by w końcu Graham w ekwilibrystyczny sposób wbił futbolókę do siatki za trzecią próbą. Cała defensywa Fulham jedynie biernie się przyglądała na rozwój wypadków w polu karnym, choć trzeba przyznać, że interwencja Stocky’ego mogła być nieco lepsza. Linia obronna Fulham zdaje się obecnie być największą bolączką zespołu, a co gorsza, ciężko jest zasugerować jakieś rozwiązanie, które przyzwoliłoby poprawić jakość w tej formacji. Być może odpowiedzią na ten problem będzie zbliżające się okienko transferowe, nie mniej, wielu z nas już dawno przestało się łudzić, że Fulham może w nim wykonać jakikolwiek spektakularny ruch. Wracając do wydarzeń na murawie, ile pierwszą połowę można było uznać za względnie wyrównaną, druga to niemal absolutna dominacja the Cottagers. Fulham zaczęło ją wyśmienicie, zawodnicy wyszli na murawę naelektryzowani, pełni energii niczym nakręcane zabawki. Ruiz był o milimetry od wyrównania z wolnego, a bramka zdawała się wisieć na włosku. Tyle że w 52 minucie kompletną gafę popełnił Stockdale. Anglik chciał wybić piłkę z dala od pola karnego, ale na zmoczonej murawie nieczysto ją trafił i wypalił wprost w Hangelanda. Do piłki doszli gracze Swansea, Pablo dograł do de Guzmana, a ten mierzonym uderzeniem podwyższył prowadzenie. To był mały nokaut, po którym jednak zawodnicy Fulham szybko się podnieśli. Cztery minuty później nie kto inny jak Ruiz wpakował piłkę do siatki, po dynamicznej akcji Frei’a i zablkowanym strzale Berbatova. Zdawało się, że the Whites pójdą za ciosem i ten niesamowity piłkarski moment obrotowy jaki nabrali przekują na kolejne bramki. Niestety, wyciągnięty z austriackiego Salzburga Tremmel tego dnia bronił jak bramkarz światowej klasy, stopując kilka trudnych strzałów, zwłaszcza mając na uwadze panującą aurę. Berbatov co prawda umieścił piłkę w bramce po tym, jak bramkarz Swansea popełnił jedyny błąd w tym spotkaniu, ale Niemiec miał tego dnia dużo szczęścia, gdyż Bułgar akurat w dość niefrasobliwy sposób dał złapać się na ofsajdzie. Fulham nacierało do końca, z niespotykanym dotąd zaangażowaniem ofensywnym, do ataku powędrował nawet Hangeland, ale nie udało się strzelić wyrównującego gola. W międzyczasie dziwnej zmiany dokonał Jol, który wprowadził na murawę Rodallegę, a ściągnął z niego Dejagaha. W ten sposób, wcześniej dobrze funkcjonujące skrzydła zostały osłabione, mimo że na ławce pozostawał lewonożny Richardson, a Frei bez problemów mógłby spróbować swoich sił na prawej flance. Fulham zaczęło grać na aferę. W ostatnich minutach Swansea zagrało bardzo mądrze i było w stanie oddalić grę od własnej bramki. Po zeszłorocznym laniu jakie Łabędzie spuściły Fulham (0-3), tym razem zwycięstwo było skromniejsze i nawet pokuszę się o stwierdzenie, że niezasłużone. The Cottagers znowu przegrali, ale to była jedna z tych klęsk, które zespół jednoczą, a nie dzielą.

Jako że Martin Jol nadal jest w fazie poszukiwania optymalnej jedenastki, co momentami jest nawet nazbyt ewidentne, postaram się na zakończenie lekko mu pomóc, oceniając poszczególnych graczy.

Stockdale – tutaj sprawa jest ciężka, bowiem de facto Anglik zawalił mecz i sprezentował gościom gola w najgorszym możliwym momencie, kiedy the Whites byli na fali. Na obronę można jednak stwierdzić, że dla bramkarza na pewno nie jest łatwo wejść do pierwszego składu drużyny będącej w kryzysie i od razu prezentować pełnie możliwości. Stocky zaliczył kilka niezłych obron, ale też wybrał się klika razy na zwiedzanie przestrzeni powietrznej pola bramkowego. Zasługuje na kolejną szansę, ale głównie na podstawie tego co widzieliśmy we wcześniejszych sezonach.

Riether – Niemiec jest jednym z najlepszych zawodników w obecnym sezonie, w zasadzie nie popełnia błędów i angażuje się w liczne akcje ofensywne. Gdyby jeszcze lepiej dośrodkowywał. Tylko komu?

Hangeland & Hughes – Niby nie popełnili rażących błędów, ale zaczynam powoli akceptować fakt, że to już nie jest ta sama para co kilka sezonów temu. Przy pierwszej bramce obaj mogli zachować się lepiej. Ponadto, niektóre długie podania Hangelanda bardziej nadawały się do Rugby. No i kiedy wreszcie Norweg strzeli coś głową?

Briggs – ponoć spędza długie godziny grając w FIFĘ, co nie zmienia faktu, że gorzej niż Riise się nie zaprezentował. Nie był też to jakiś wybitny występ. Kilka drobnych błędów i niedokładności. Zasługuje jednak na kolejną szansę. Choć osobiście na tej pozycji sprawdził bym jeszcze Richardsona.

Karagounis – zaangażowania Grekowi odmówić nie można, przekonał się o tym Dyer, który niemal nie stracił nogi w wyniku ataku byłego piłkarza Panathy. Dimitrios gra jednak dość chaotycznie i za wolno, porywając się czasami na niepotrzebne indywidualne akcje. Czekamy na powrót Diarry.

Sidwell – to był kolejny dobry mecz Sida. Pod względem zaangażowania i destrukcji, bez zastrzeżeń. Ale rozgrywać powinni inni.

Dejagah – standardowe momenty przebłysków, ale dużo chaosu i niedokładności, na odchodne zrugany przez Berbatova za nieudaną wrzutkę. Nadal uważam, że były z niego większy pożytek jako zmiennik Duffa.

Frei – jak dla mnie, jeden z najlepszych w zespole. Przejawiał duża ambicję, walczył, choć momentami brakowało jakości. Kilkukrotnie groźnie uderzał. Jego mankamentem jest fakt, że grając na lewej flance za często schodzi do środka, na prawą, lepszą nogę, co jest mocno przewidywalne. Po jego akcji prawą stroną padła bramka. Zasłużył na wyjściowy skład w meczu z WBA.

Ruiz – Zdecydowanie najlepszy w zespole, o ile nie na boisku. Umiał utrzymać się przy piłce, rozegrać, a kiedy trzeba było, zjawiał się także w ofensywie. Póki Kostarykanin będzie zdrowy, ucieczka przed strefą spadkową jak najbardziej realna. Wreszcie spełnia pokładane w nim nadzieje. Zbawca?

Berbatov – Bułgar ma pewne miejsce w składzie, ale dzisiaj nie zachwycił. Parę technicznych błędów, nie zmusił Tremmela do żadnej poważnej interwencji, mimo że miał parę pół-okazji. Ponownie nazbyt ekspresywny względem swoich kolegów. Od niego oczekujemy więcej.

Rodallega – grał 15 minut i niczym się nie wyróżnił. Chyba powoli możemy zaczynać akceptować fakt, że Kolumbijczyk wielkiej kariery na Cottage nie zrobi, wbrew nadziejom rozbudzonym w pojedynku z Newcastle. Na ławkę.

Senderos – grał za krótko by go oceniać.


Responses

  1. Nie wiem czy podzielacie optymizm, troszkę się go doczytałem w Waszych komentarzach, ale jest jakaś nadzieja. Z tej zbieraniny da się ułożyć zespół, ale trzeba paru odważnych decyzji (np. Riise out) i stabilizacji. Zupełnie nie rozumiem czemu raz Frei gra 90 minut, a potem nie znajduje się w kadrze (podobnie Kaca). Tylko musimy przestać tracić bramki w idiotyczny sposób, przy pierwszym golu miałem wrażenie, że ktoś nacisnął jakiś guzik i ich na chwilę wyłączył. Nie pierwszy raz w tym sezonie. Bo przecież w tamtym momencie, jak zresztą przez zdecydowaną większość meczu, to my byliśmy lepsi.

    No i jeszcze jedno – jakiekolwiek siły rządzą tym światem, niechaj uchronią Ruiza od kontuzji. Inaczej polecimy.

  2. Ja chciałbym widzieć taki skład:
    Stockdale – Riether, Hughes, Hangeland, Briggs – Frei, Sidwell (DM) Ruiz (AM), Kaca – Berba, Petrić.

    Może gra diamentem byłaby dobrym wyjściem?

  3. W takim meczu jak dzisiaj (u siebie), można by coś takiego spróbować. Aczkolwiek obawiam się, że jednak musimy grać dwoma defensywnymi pomocnikami. Nie mniej, skrzydła Kaca – Frei jak najbardziej mi się podobają. Briggs, tak jak pisałem, też zasługuje na więcej meczów. No a Mladen faktycznie ma ten instynkt strzelecki, mogę się założyć, że w przeliczeniu na minuty na boisku jest zdecydowanie najskuteczniejszy. Ogółem, jestem za.

  4. Poza tym, z ciekawością zobaczyłbym w pierwszym składzie Dana Burna. Widać, że ładnie sobie poczyna w Yeovil, wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym, myślę, że ten gracz może nieźle rokować na przyszłość (Brede już chyba powoli się wypala, a Senderosa oglądać nie chcę).

  5. Jakiś optymizm po dzisiejszym meczu jest, choć to musiało wyglądać z Ruizem (i brakiem Michu oraz Vorma) dużo, dużo lepiej. Najlepiej za Jola graliśmy zdecydowanie w formacji 4-2-3-1 (lub patrząc inaczej 4-4-1-1) i tego się jednak powinniśmy trzymać. Jeden czyściciel w środku, dokładając do tego tak ofensywnych skrzydłowych jak Kaca i Frei, to zdecydowanie za mało. Obowiązkowe jest wyszukanie jak najwierniejszej kopii Dembele, silnego piłkarza środkowej strefy, który będzie jednak także potrafił zainicjować ataki i rzucić dobrą piłkę do Bryana/Berby/na skrzydło. Sidwell to przede wszystkim piłkarz defensywny, Karagounis to tymczasowa i bardzo niestabilna łata (przy okazji – Macu, zauważyłem że lubisz nazywać go Dimitrios😛 ), o Bairdinho jako kreatywnym środkowym raczej niestety zapomnijmy.

    Jest Diarra, w swoim dniu piłkarz klasowy, ale również nie taki, że zapomnielibyśmy o piłkarzu w typie Dembele. Przeciez Mahamadou grał właśnie obok Moussy jako przecinak, kiedy ta nasza pomoc funkcjonowała najlepiej. No i nie zapominajmy, że prawdopodobnie tracimy chłopa w styczniu, bo jedzie na PNA. Byłoby to z jego strony kiepskie zachowanie, bo cierpliwie czekamy na jego powrót, ale zakładam, że repra jest dla niego ważna i nie zrezygnuje z wyjazdu. Choć QPR namówiło Taarabta…

    Petrić – piłkarz-zagadka. Czekamy na jego powrót, jak najbardziej, jest faktycznie w top 5 ligi jeśli chodzi o stosunek ilośc minut/bramki, ale w tym sezonie doznawał takich tajemniczych, nagłych kontuzji już z pięć razy. Nie mamy żadnej gwarancji, że nawet jak wróci na WBA, nawet jak Jol anonsuje go do składu dzień przed meczem, to godzinę przed samym meczem nie okaże się, że Mladen znów wyleciał.

    Chciałbym, by skład z dzisiejszego spotkania zagrał z WBA, być może z wyjątkiem Karagounisa. Stocky’emu trzeba dać szansę, znamy jego klasę i dodatkowo bramkarz potrzebuje regularnej gry jak powietrza. Sympatyczne, że chłopaki (np. Bryan) pocieszyli go na twitterze, coś tam z tego zespołu jednak wciąż jest. Briggs błędy popełnił, ale przynajmniej nie bał się iść do przodu. Powinniśmy opchnąć Riise w styczniu do jakiegoś Kataru i szukać nowej „lewki”.

    Generalnie wciąż jestem anty-Jol, nie mam nadziei że z naszym budżetem kupi w okienku właściwych ludzi (jak spróbuje tu ściągnąć jakiegoś Madlunga w miejsce Brede to jesteśmy ugotowani) i jestem przekonany że często sprzecza się z piłkarzami i odsuwa ich od składu, no ale przynajmniej coś próbował. Wprowadzenie Senderosa mogło faktycznie być po to, by Brede ruszył do przodu, choć jest to też akt totalnej desperacji i przyznania, że ja tu nic nie wymyślę, więc ślijcie długie lagi na najwyższego…

    Na trybunach był Joe Jordan, asystent Redknappa, a że QPR nie gra z żadnym zespołów w najbliższym czasie, to bankowo przyglądali się Hangelandowi lub komuś innemu kogo chcą stąd wyciągnąć😛

  6. Po ochłonięciu mogę powiedzieć, że za ostro wczoraj oceniłem Stockdale.
    W sumie każdy bramkarz ma prawo popełnić błąd.
    Zobaczyłem sobie skróty i niestety nie mogę niczego dobrego powiedzieć o parze naszych stoperów. Hangeland gra tak jak rok temu o tej porze grał Zamora. Ciekawe czy już się dogadał z QPR, może dlatego tak głośno o tym Niemcu… Może zamiast niego we wtorek powinien wybiec Dan Burn?
    Karagounis – następny przypał. Grek jest chodzącą bombą zegarową, która wybucha nie wiadomo kiedy. Jak dodamy do tego brak umiejętności szybkiej i dokładnej gry to należy zadać sobie pytanie – po co on gra? Z pewnością lepiej zagrałby na tej pozycji Baird. Ja bym jednak chciał dać szansę Kasamiemu. Może się okazać, że podobnie jak z parą Riise Briggs gorzej nie będzie, a może być tylko lepiej w przyszłości.
    Nie rozumiem dlaczego na ławce mamy tylu defensywnych graczy co mecz, przecież ograniczamy sobie szanse. A co gdyby we wczorajszym meczu pechowo Berbatov w 10 minucie doznał kontuzji, Ruiz w 20 a Rodallega (wszedł za Berbatova) w 30 to gralibyśmy na własne życzenie 1-5-5-0… W dodatku jedynym kreatywnym graczem byłby Frei…
    Ostatnio żona spytała mnie (chyba przy okazji meczu z Liverpoolem) czemu kibicuję FFC skoro przegrywają, nie widać u nich chęci wygrania. Po wczorajszym meczu faktycznie trzeba powiedzieć, że ciężko jest być teraz wiernym kibicem i fanem FFC…

  7. Zakładam, że Jol nie postawi na Burna w lidze, za to można jak najbardziej ograć go w zbliżającym się meczu FA Cup z Blackpool (5 stycznia).

    Kasami – to dla mnie na 99% przypadek człowieka, który płaci za jakąś sprzeczkę z Jolem. Przecież ludzie biją z tym Kasamim w dzwon na wszystkich forach, we wszystkich fulhamowych kącikach, a chłopaka nie było nawet na ławce od 100 lat i bankowo jest na wylocie. Jeśli Kasami nie gra w sytuacji, kiedy potrzebujemy silnego, środkowego pomocnika jak powietrza, to można stawiać dom, że nie zagra już w ogóle. I to mi się w Jolu bardzo nie podoba, bo jemu zdecydowanie bliżej do okopywania się z garstką pilkarzy z którą zna się na wylot, niż tworzenia w klubie prawdziwie rodzinnej atmosfery… Te wszystkie „kontuzje” Zamory, AJ’a, Dempsa… a kto wie, czy z obecnego składu chodzi nie tylko o Pajtima… eh, szkoda gadać…

    Wytłumaczyć kibicowania akurat Fulham z pewnością nie da się w prosty sposób🙂

  8. Panowie coś na poprawe humoru:

    haha, pozdrawiam🙂

  9. Ja odnosze wrażenie że Jol pogubił sie w tym wszystkim, mamy środek sezonu a on nadal miesza w skladzie jak babka gotujaca kapuche z grochem.Wyzbylismy sie kreatywnych grajkow, zastepujac ich destruktorami, niestety chyba nasza bolaczka jest brak kreatywnosci, potrzebuje w srodku jakiegos gracza ( najlepiej 2 ) ktory szarpnie gre bedzie umial podac, a takze bedzie umial wykonac staly fragment ( wiem wiem to nie FM ), najbardziej boli mnie u Jola zachowawczość. ktos kilka tygodni temu napisal Tu ze slabo wygladala nasza gra za Roya, tylko gdzie bylismy z Royem, a gdzie jestesmy z Jolem.
    Transfery to kolejna bajka, sprowadza jakis emerytow i drewniakowl, Richardson dramat inaczej go nie okresle, Karagunis, uciekł chyba z tartaku taki jest drewniany, Sid jest fajny w destrukcji, Diarra tez, mamy ruchawe skrzydla pod warunkiem ze zdrowy jest Byan, i Kaca, czemu rzadko gra Frei ? gdzie jest Kasami ?
    Madlung Mother of God, kloda jakich malo 0 zwrotnosci potrzebny nam jak ktou buty, ale jezeli rzecziwiscie Brede juz sie sprzedał to zaczynam mieć obawy o ten sezon …

  10. Tak pojebanego zarządzania klubem nie widziałem od lat miał dostać pieniądze na wzmocnienia w styczniu teraz pierdola że ciężko w styczniu znaleźć dobrych grajkow a jak już jest to trzeba płacić dużą kasę a tylko się pytam po huj sprzedawali dwóch najlepszych grajkow latem jak nie byli przygotowani na zastepstwo za nich al fayed gra w huja już nie z pierwszym trenerem obiecuje a później wychodzi jak wychodzi teraz największe wzmocnienia to powrót graczy kontuzjowanych i za czapkę gruszek Niemiec i ktoś z ghany oczywiście gracze z przyszłością dopiero co skończyli po dwadzieścia lat.Już kiedyś pisałem i zdania nie zmienię niech ten stary pajac sprzeda ten klub bo na dzień dzisiejszy on i cały jego cyrk zarządzający to tak znają się na prowadzeniu klubu jak kurwa świnia na gwiazdach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: