Napisane przez: Macu | Marzec 17, 2013

Jola rewanż perfekcyjny. Tottenham 0-1 Fulham.

Gol Dimitara Berbatova przeciwko jego byłemu klubowi dał Fulham trzecie wyjazdowe zwycięstwo tego sezonu i pozwolił na pierwszy triumf the Cottagers na White Hart Lane od 2003 roku. Wymęczony czwartkową potyczką z Interem Mediolan zespół Tottenhamu nie był w stanie ani razu skutecznie przebić się przed dobrze dysponowaną defensywę gości, w czym dużą zasługę miał również Schwarzer, dwukrotnie kapitalnie interweniujący po uderzeniach Defoe. Koguty odniosły tym samym trzecią ligową porażkę z rzędu, a Martin Jol doczekał się swoistego personalnego rewanżu na Tottenhamie, mogąc wreszcie po 90 minutach gry unieść ręce w geście triumfu.

stats-tottenham-away-2013

Europejska choroba to problem powszechnie diagnozowany, na który jednak perfekcyjnego leku jeszcze nie znaleziono. Tę oto przypadłość  można było stwierdzić w niedzielne popołudnie u zespołu Tottenhamu, co w prestiżowych derbach Londynu skrzętnie wykorzystała jedenastka Fulham. Po męczącej i niezbyt udanej podróży do Mediolanu, kiedy to podopieczni Andre Villas-Boasa dość szczęśliwie obronili zaliczkę z domowego meczu i awansowali do kolejnej fazy Ligi Europejskiej, w potyczce z labującą przez dwa tygodnie ekipą the Whites kogutom ewidentnie brakowało świeżości. Jeszcze niedawno prasa, nomen omen, piała w zachwytach nad drużyną ekscentrycznego szkoleniowca Tottenhamu i chrzciła Bale’a mianem najlepszego zawodnika ligi. Sam Portugalczyk otrzymał natomiast lutowy tytuł dla najlepszego trenera ligi.  Tymczasem niezwykle solidne w każdym aspekcie Fulham zdołało zostawić już trzecią rysę na tym dotychczas nieskalanym wizerunku Hotspur, jednocześnie niejako biorąc rewanż za letnie transfery Dembele i Dempsey’a. Co kluczowe dla the Cottagers, gra zaprezentowana na White Hart Lane daje nadzieje na kolejny dobry finisz sezonu. Być może Fulham raz jeszcze, niczym dobry długodystansowiec, na ostatnich metrach wykrzesze z siebie wszystko i da jeszcze radę przeskoczyć paru przeciwników. Pozytywnym sygnałem jest fakt, że the Cottagers po raz kolejny zachowali czyste konto – było to trzecie spotkanie z czterech, kiedy takiego wyczynu udało się dokonać. Warto również odnotować, że Fulham zagrało z Tottenhamem po raz kolejny w niezmienionym składzie, co może świadczyć o tym, że Martin Jol wreszcie znalazł sobie tę grupę ludzi, której najbardziej ufa. Najwyższy czas przejść do szczegółów i przeanalizować co dokładnie doprowadziło do ostatecznej, a co ważne, chyba i zasłużonej wygranej gości.

Sam początek spotkania mógł przysporzyć dość licznej i głośno dopingującej grupie kibiców Fulham, którzy wybrali się za miedzę, dość dużej dozy obaw. Spurs zaczęli mocno, z dużą dawką pewności siebie, czy też nawet arogancji. Już po kilkuset sekundach Riether musiał wspomóc Schwarzera na linii i wybić uderzenie głową Bale’a. Dominacja kogutów trwała około kwadransa, ale nie przełożyła się na jakąś konkretną pracę dla Marka Schwarzera, a jedynie odbiła się na ładnie wyglądającej statystyce posiadania piłki. Z każdą minutą koguty grały coraz bardziej niemrawo, Adebayor plątał się między defensorami Fulham, Dembele nie grał tak widowiskowo i efektywnie jak ma to w zwyczaju, a co najgorsze dla fanów londyńskiego rywala the Whites, Gareth Bale nie był sobą. Walijczyk nie zaprezentował żadnego ze swoich piłkarskich slalomów, a zawodnicy Jola byli na tyle przezorni, że nie faulowali rywali w gartethowej strefie rażenia. Jeżeli popatrzeć na grę gości, ci nastawiali się głównie na kontry, choć chwilami udawało się dużej pokopać futbolówkę od nogi do nogi. Faktem natomiast jest, że o ile w defensywie Fulham mogło się podobać, o tyle w grze ofensywnej było już trochę anemii, a niezawodny z zasady Berbatov kilkukrotnie w prostej sytuacji źle podawał do swoich partnerów. Dwie dobre akcje skrzydłami i próby dogrania w wykonaniu Riise i Berby to było nieco za mało, by pokonać Llorisa. Inna sprawa, że Tottenham był równie nieudolny, stąd nie dziwota, że do szatni obie ekipy wędrowały przy rezultacie bezbramkowym, a kibicom można było zalecić silne środki pobudzające, by przypadkiem nie pousypiali na krzesełkach. Tak na prawdę, najważniejszym momentem pierwszej części był poślizg Bale’a, którego noga ujechała na zmoczonej murawie, w rezultacie czego gwiazdor kogutów prawdopodobnie nadwerężył sobie ścięgno achillesa, co z kolei rzutowało na jego dalszą postawę w tej rywalizacji.

Po zmianie stron obraz gry wiele się nie zmienił, zmienił się natomiast wynik. Była 52 minuta, Dejagah zaszarżował na prawej flance, ładnym zwodem oszukał jednego z defensorów rywala, a następnie podał w tempo do obiegającego go Riethera. Sascha podniósł głowę, popatrzył w pole karne i zobaczył biegnącego na pełnej szybkości, będącego o krok przed obroncą Berbatova. Niemiec posłał do Bułgara idealną piłkę, a byłemu piłkarzowi Spurs nie pozostało nic innego jak z kilku metrów pokonać Llorisa. Popularny Berba strzelił tym samym swoją drugą bramkę w konfrontacjach ze swoim byłym pracodawcą (wcześniej raz trafił dla Manchesteru United) i przez szacunek dla chwil sprzędzonych na White Hart Lane nie okazał nazbyt wielkiej radości. Co ciekawe, był to pierwszy gol na White Hart Lane strzelony piłkarza z zachodniego Londynu od grudnia 2007 roku! Trzeba było jednak przyznać, że kontra w wykonaniu Fulham była podręcznikowa a jeden z największych wygranych ostatnich tygodni, Dejagah, raz jeszcze swoją nieszablonowością wywiódł rywali w pole i pozwolił nieocenionemu Rietherowi zaliczyć kolejną asystę. Problem polegał na tym, że do końca spotkania pozostawało jeszcze mnóstwo czasu. Tutaj pomocna okazała się znakomita dyspozycja pary stoperów Hangeland – Senderos, jak również dobrze funkcjonującej całej linii defensywy. Trzeba przyznać, że o ile Norweg był prawdziwym przywódcą, dowodzącym obroną świątyni Schwarzera, szwajcarski piłkarz, by nie napisać łysogłów, raz jeszcze pokazał, że w piłkę to jednak czasem grać potrafi, zwłaszcza jak przeciwnik próbuje zaskoczyć go w dość toporny sposób. Bo tak właśnie koguty grały, najczęściej piłka szła do boku, a kolejne wrzutki w pole karne w treningowy sposób czyścili wyżej wspomnieni jegomoście. W sześć minut po wyjściu na prowadzenie Fulham mogło, a nawet powinno podwyższyć. Kolejny z tych niezawodnych, Karagounis, wrzucał z kornera, Ruiz przedłużył do Hangelanda, a kapitan the Whites w stosunkowo prostej sytuacji, bez odpowiedniego krycia, posłał futbolówkę parędziesiąt centymetrów koło słupka i niemal natychmiast nie mógł odżałować tej okazji. W tym okresie spotkania to Fulham było bliższe podwyższenia prowadzenia, głównie poprzez wyprowadzanie groźnych kontrataków. Dopiero ostatnie 20 minut to prawdziwa dominacja gospodarzy. Andre Villas-Boas, do wprowadzanego już w przerwie Dempsey’a, postanowił dodać swoje główne działo w postaci Jermaina Defoe, który walnie przyczynił się do kompromitacji Fulham w jesiennym meczu obu zespołów. Wkrótce potem murawę opuścił dość niewidoczny Dembele, a w jego miejsce wszedł młody Carroll. Jak już wspomniałem, koguty nieco przycisnęły, a pierwszym tego rezultatem była sytuacja Defoe, który po dograniu Caulkera strzelił w dogodnej okazji wprost w Marka Schwarzera. Następnie znowu mieliśmy okres bezproduktywnej przewagi gospodarzy, a z wydarzeń warto odnotować kartkę dla niewidocznego ogółem Dempsey’a, który przypadkowo przykopał Karagounisowi korkami w brzuch. W międzyczasie mieliśmy debiut w drużynie gości, bowiem na boisku pojawił się pożyczony z Ajaksu Eyong Enoh, zmieniając Karagounisa. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam ani jednego kontaktu Kameruńczyka z piłką, więc oceny jego gry się nie podejmuję. W 85 minucie Fulham wyprowadziło kontrę, Ruiz, który już wcześniej popisał się kilkoma ładnymi zagraniami,  wrzucił na długi słupek do Dejagah, ale ten zgrywał do nikogo, zamiast próbować uderzać i szansa na spokojną końcówkę prysła. Niemal to samo nie stało się z dwoma punktami dla Fulham, gdzie słowo niemal zawdzięczamy Markowi Schwarzerowi. Już prawie w doliczonym czasie gry koguty wreszcie przeprowadziły akcję w swoim stylu, Bale dograł w pole karne do Defoe, który standardowo idealnie odnalazł się w obrębie szesnastki, i dosłownie z 5 metrów oddał strzał na bramkę Australijczyka. Anglik musiał być już pewny wyrównania, a jednak Schwarzer rzucił się ze sprawnością godną podziwu u 40-latka i instynktownie, w kapitalny sposób wybronił to uderzenie. Na White Hart Lane mieliśmy jeszcze cztery doliczone minuty, ale perfekcyjne w obronie Fulham nie dało się zaskoczyć i odniosło niezwykle prestiżowe, wyjazdowe zwycięstwo. Martin Jol mógł wreszcie podnieść ręce w geście triumfu na stadionie na którym niegdyś przyszło mu pracować, a na jego twarzy pojawił się szeroki, pełen satysfakcji uśmiech. Zapewne nie mniej szczęśliwi byli fani ze Stevenage Road, którzy w dużej wierze przybyli na stadion Spurs. Uczucia płynące z „I love you Fulham”, które zaintonowali na chwilę przed zakończeniem spotkania, tym razem okazały się w pełni odwzajemnione.

tottenham-away-2013

Dzisiaj to ex-spursi mogli cieszyć się, choć w odmienny sposób, z wygranej.

Reklamy

Responses

  1. Trzy punkty, o których marzył każdy fan Fulham. Zdobyte absolutnie nieprzypadkowo, obyśmy, jak już niemal co sezon, i tym razem zakończyli rozgrywki mocnym akcentem 🙂 radykalnej wymiany pokoleniowej w tym sezonie nie ma i nie bedzie, ale nauczylismy się już grać bez Danny’ego (o ktorym chodzą ploty, że ma rozwiązać kontrakt z Rovers i wzmocnić nasz sztab szkoleniowy), Clinta i Moussy. Szkoda ochłapów, jakie Jol daje Urby’emu, ale koniec końcow, ten pilkarz u nas nie zostanie. Więcej do końca sezonu chciałbym pooglądać np. Enoha, co do którego opcję wykupu mamy.

    COYW! 🙂

  2. BERBATOV IS MAGIC !!!

    Miłego wieczoru ; ))

  3. jeszcze nie magic, ale spłaca się chłopak 😉 duch w zespole rośnie, może rzeczywiście jak co sezon ostatnio końcówka będzie nasza…takie zaskoczenia lubię

  4. meczu nie widziałem ale z relacji faktycznie wynika że było dobrze- i oby tak dalej, skład nie jest zbyt słaby więc czemu by nie powalczyc o wyższe miejsca- zostało troche kolejek więc teraz nabijać pkty i pokazać fanom jak Cottagers potrafia grać w piłke 😉

  5. http://allegro.pl/kappa-ffc-frankfurt-kapitalna-oryginalna-bluza-i3126026145.html – może ktoś się skusi, nie sądzę żeby osiągnęła zawrotną cenę. 🙂 Kto by chciał bluzę FFC Franfkurt? 😀

  6. Finally!

    http://www.fulhamfc.com/news/2013/march/28/bredes-new-deal?utm_source=Social&utm_medium=AllSocial&utm_campaign=BredeSigns

  7. Okres ogórkowy przed derbami z QPR, ale ta wiadomość świetna!

  8. Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych 🙂

    Bluza FFC Frankfurt wymiata 🙂 swoja droga ciekawe skad sie wziela w Polsce

    Niestety jutrzejszy mecz bede ogladal w domu, bilety byly ale nie bylo dwoch miejsc razem 😦

  9. Z życzeniami wielkanocnymi jestem już zbyt spóźniony, zatem mogę jedynie życzyć wszystkim jutro kubła zimnej wody na głowę, a potem udanego poniedziałkowego lania w wykonaniu naszych 🙂

    Znakomita wieść z Brede, intrygująca sprawa również z tym, że we Frankfurcie pojawiło się drugie Fulham 😀

  10. Dzięki wzajemnie, WESOŁYCH !
    Mam nadzieje że Bułgar załatwi Bogaczy z ostatniego miejsca !


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: