Napisane przez: Macu | Kwiecień 1, 2013

Wpierw Berbatov zatańczył Sambę, potem żartów nie było. Fulham 3-2 QPR.

Derbowa potyczka Fulham z QPR okazała się idealnym zwieńczeniem zwariowanej Wielkanocy i śnieżnego dyngusa. W równie nieprzewidywalnym jak aura za oknem meczu, the Cottagers lali już swojego lokalnego rywala trzy do zera, by roztrwonić to prowadzenie i do samego końca drżeć o wynik. Ażebyśmy się przypadkiem nie nudzili, wielkanocny królik podrzucił nam do tego obronionego przez Marka Schwarzera karnego oraz czerwoną kartkę dla Steve’a Sidwella. Słowem, niezłe jaja, choć  w końcówce nikomu na Cottage do śmiechu nie było.

stats-qpr-home-2013

Stół wielkanocny 3Dopiero co wracaliśmy z naszych uczt wielkanocnych, brnąc przez zaspy śniegu i rzucając się dyngusowymi śnieżkami. Ci dociekliwsi, dyskutując zapewne o zmianach klimatycznych i możliwych przyczynach tego meteorologicznego prima primaaprilisowego dowcipu.  Łączyły nas ciężkie i pełne brzuchy, bo przecież kryzys ekonomiczny, ani tym bardziej pogodowy, tradycji pokonać nie mogły. Stoły były obfite jak zawsze. Zmęczeni i przejedzeni mieliśmy ochotę na poniedziałkowy, wieczorny deser – derbowy pojedynek pomiędzy Fulham i Queens Park Rangers . Spotkanie, które z paru względów miało być mieć the Whites nad wyraz słodki wymiar. Odprężenie? Nic z tych rzeczy! Nawet piłkarze postanowili dopełnić te zwariowane święta i zaserwowali nam ucztę ciężkostrawną, ale i za razem niezwykle emocjonującą. Wróćmy więc do tych chwil na Craven Cottage i przeanalizujmy to, co znalazło się w tym dyngusowym piłkarskim jadłospisie.

Zanim zacznę właściwą relację, pragnę zaznaczyć, że nie zawiera ona żadnych primaaprilisowych żartów. Więc proszę mi uwierzyć na słowo, jak powiem, że Fulham po raz kolejny wystąpiło w niezmienionym składzie. Zdaje się, że Martin Jol wreszcie znalazł tę jedenastkę graczy, której ufa najbardziej. Szybki rzut oka na skład lokalnego rywala pozwala odnotować jedną istotną z naszego punktu widzenia informację, a mianowicie fakt pojawienia się w wyjściowym składzie Bobby’ego Zamory. Bardzo chętnie doniósłbym jak wyglądało jego przyjęcie przez kibiców Fulham, którzy przecież od zawsze żywili do niego niezwykle skrajne uczucia, jednak niski poziom dźwięków stadionu w transmisji, którą przyszło mi oglądać, uniemożliwiają taką ocenę. Niemniej, czas wprawić piłkę w ruch i rozpocząć to spotkanie. Podopieczni Redknappa zaczęli odważnie, ale the Whites szybko opanowali sytuację i z gracją godną gospodarza narzucili rywalowi swój styl gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać, już w 7 minucie sprowadzony za grube pieniądze Samba zagapił się we własnym polu karnym, a następnie wyciął równo z trawą Dejagaha, który w międzyczasie podwędził mu piłkę. Lee Probert wskazał na wapno, gdzie futbolówkę ustawił Berbatov. Bułgar podrapał się po nosie, poprawił buta, a następnie, jakby od niechcenia, wbił futbolówkę do siatki Julio Cesara. To był fantastyczny start spotkania, ale the Whites wcale zwalniać nie zamierzali. QPR w zasadzie na murawie nie istniało, a wszystko co warte wzmianki działo się na połowie broniącego się przed spadkiem zespołu. Chociażby zdarzenie, w którym Clint Hill niezwykle ostro wszedł w nogi Karagounisa. Tym razem nawet dramatyczne umiejętności Greka potrzebne nie były, występ był pełen ekspresji, ale skończyło się jedynie na żółtku dla kapitana gości. Sytuację tę warto zapamiętać z tego względu, że później użyjemy ją do pewnego porównania. A skoro już o porównywaniu mowa, w 22 minucie Chris Samba postanowił zabawić się w „znajdź różnice między obrazkami”. Tym razem Kongijczyk zabrał się za drybling we własnym polu karnym, ale zamiast rywala faulować, pozwolił Duffowi na przechwycenie futbolówki. Ostatecznie ta trafiła do Berbatova, który chwilę ją podprowadził, a następnie popularnym zewniakiem, z odrobiną szczęścia, po raz drugi pokonał bramkarza gości, zaliczając 13 trafienie w tym sezonie. Dwubramkowe prowadzenie rozochociło kibiców gospodarzy, a dobra gra powodowała, że apetyt na kolejną deklasację QPR rosły. Po nieco pół godziny gry mieliśmy pierwszą zmianę, ale nie była ona wcale spowodowana słabą postawą drużyny Redknappa, a kontuzją kostki świetnie dysponowanego Dejagah. Za Irańczyka na murawie pojawił się Emmanuelson, i uprzedzając fakty, dyplomatycznie mówiąc najlepszej zmiany nie dał. Choć jeszcze w 41 minucie zdawało się to nie mieć kompletnie żadnego znaczenia. Kibice obejrzeli bowiem akcję niemal jak z kosmosu. Hangeland nie wiadomo czemu zboczył ze swojej orbity i znalazł się pod polem karnym Julio Cesara, następnie zagrał piętą do Riise, który wrzucił w pole karne. Dośrodkowanie to trafiło w plecy Clinta Hilla i po raz trzeci futbolówka wpadła do siatki Queens Park Rangers. To było zwieńczenie niemal idealnej pierwszej połowy w wykonaniu the Whites, pełnej polotu, pewności siebie i futbolowej jakości. Derbowy rywal został zdeklasowany, a jego obrona przypominała poczynania grupy kabaretowej wyśmiewającej grę reprezentacja Polski. Teraz pozwolę sobie przejść do kolejnego akapitu, choć…

…choć pan Probert pierwszej połowy jeszcze nie zakończył.  Niemniej, w pewnym sensie, druga połowa zaczęła się w 44 minucie. To właśnie wtedy Giorgos Karagounis poszedł w ślady rywala, a próbę zagrania do tyłu zamienił na znakomitą asystę do przeciwnika, choć trzeba oddać Grekowi, że przy tym feralnym podaniu nieco się poślizgnął. Futbolówka szybko powędrowała do Abdela Taarabta, a efemeryczny Marokańczyk strzelił zza pola karnego, nie dając szans Schwarzerowi. To mogło przynieść na myśl jesienny pojedynek obu drużyn. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że choć świąteczne jajo z wyniku uciekło, Fulham nadal miało dwie bramki zaliczki. Tyle że już faktyczną drugą część gry gospodarze rozpoczęli fatalnie. Pozwoli the R’s na rozpędzenie się, a to szybko, bo już w 48 minucie przyniosło graczom Redknappa okazję na wyrównanie. Nieco niefrasobliwy tego wieczoru Karagounis wykonał w polu karnym wślizg na Taraabt’cie, i choć można się spierać, czy gościom należała się jedenastka, sędzia Probert wątpliwości nie miał. Do karnego podszedł Remy, strzelił w prawy róg, ale Schwarzer po raz trzeci w tym sezonie świetnie wyczuł intencje strzelającego i obronił ten rzut karny. Na nic zdało się to ostrzeżenie, zupełnie pogubione Fulham nie potrafiło nawiązać do wcześniejszej dobrej dyspozycji. To co nie udało się parę chwil wcześniej, udało się w 51 minucie. Prostopadła piłka aktywnego Mbii doszła do Remy’ego, ten okazał się szybszy od Senderosa i w sytuacji sam na sam wypalił pod poprzeczkę, doprowadzając do stanu 3-2. To wprowadziło dość dużą nerwowość w szeregach the Cottagers, którzy teraz mieli olbrzymie problemy, by skonstruować choć jedną składną akcję i dobrze dograć do Berbatova. Emmanuelson tracił piłkę za piłką, mało aktywny był Riether, nie lepiej gospodarzom  szło w środku pola. Mimo tego, na ławce zarządzanej przez Martina Jola ruchu wśród rezerwowych widać nie było. Przez dłuższy okres czasu mieliśmy dużo nieporadności z obu stron, choć to QPR dyktowało teraz warunki gry. Na około kwadrans przed końcem meczu Bobby Zamora świetnie uderzył zza pola karnego, futbolówka odkręcała się w kierunku słupka, ale Schwarzer fantastyczną paradą wybił piłkę na rożny, ponownie stając się cichym bohaterem spotkania. Rywal zza miedzy pukał do drzwi coraz mocniej, z coraz większą siłą i złością. Sytuacja uległa dodatkowemu pogorszeniu w 79 minucie, kiedy Lee Probert wysłał na przedwczesny prysznic Steve’a Sidwella. Arbiter, który w dość kontrowersyjnych okolicznościach wyrzucał w obecnych rozgrywkach poprzedniego gracza Fulham ukaranego czerwoną kartką (Hangelanda), uznał, że Anglik za agresywnie zaatakował Traore. I choć należy przyznać, ze Steve w tej sytuacji mocno przesadził, można by dyskutować, czy decyzja ta nie była niekonsekwentna, mając na uwadze wcześniejsze wejście Clinta Hilla. Fakt był natomiast taki, że ostatnie minuty Fulham musiało bronić się w dziesięciu, czemu towarzyszyła masa nerwów, obgryzionych paznokci i wyrwanych włosów. Coś, co przy stanie 3-0 wydawało się jakimś fatalnym pierwszokwietniowym żartem. The Whites na szczęście zadaniu podołali, choć momentami serce zatrzymywało się, tak jak chociażby po strzale Jenasa, który świsnął niedaleko od prawego słupka. Pięć minut doliczonego czasu gry zostało profesorsko przez gospodarzy wytracone, w zasadzie Fulham powinno było zyskać jeszcze karnego, bowiem Onuoha (wszedł w przerwie) ewidentnie popychał znajdującego się w 16-tce Karagounisa, jednak sędziowski gwizdek nie zabrzmiał. Wrzecie, po 96 minutach, można było oficjalnie ogłosić derbowe zwycięstwo Fulham, które być może będzie gwoździem do trumny Queens Park Rangers. Jednak muszę przyznać, że w moim kibicowskim sercu radość była mocno stłumiona. Od wizji kolejnej deklasacji, aż po drżenie o końcowy wynik – ta emocjonalna karuzela była dla mojego żołądka, nadszarpniętego przecież świątecznymi bojami, mieszanką nieco niestrawną.

O co chodzi? Nie wiadomo. Takie w dużej mierze  były derby z QPR.

O co chodzi? Nie wiadomo. Takie w dużej mierze były derby z QPR.

Reklamy

Responses

  1. „I think you should give [the man of the match award] to [Schwarzer], or I will be giving it to him in the dressing room, because it’s not the first time he’s saved a penalty. He’s a great goalkeeper and without him I don’t think we were going to win this game.” – Berba po meczu z QPR. Fajnie usłyszeć coś takiego z jego ust, zresztą zgadzam się, że bez Marka to Fulham byłoby z nagrodą – frajerzy tygodnia.

  2. Wybaczcie moją długą nie obecność niestety czasu mam bardzo mało. Bardzo się cieszę, że wygraliśmy ten mecz a mógł on być dla nas łatwy gdyby nie słaba druga połowa a tak było sporo nerwów w końcówce i jeszcze ta głupia czerwona kartka Sida która jeszcze utrudniła wygranie tego meczu. No i brawa wielkie dla Schwarzera już 3 karny obronił w tym sezonie wcześniej z Wigan i przede wszystkim z Arsenalem. Ogółem podobała mi się nasza gra przed przerwą w drugiej połówce coś się złego stało nasi się pogubili i była nie potrzebna nerwówka. Oby zespół znów się rozpędzał i oby finisz znów był nasz, myślę, że trzeba powalczyć o 8 pozycję o takie małe mistrzostwo przeciętniaków na więcej nas nie stać. No szkoda tego Urby’ego dał słabą zmianę może też jego zmiana wpłynęła w jakimś stopniu na drużynę bo Dejagah grał fajny mecz zresztą ostatnio gra dobrze przynajmniej w tych meczach które ja widziałem. Ogółem wielu piłkarzy jest w tej kadrze a wogóle nie są potrzebni, Jol wogóle z nich ostatnio nie korzysta jak Petric, Frei, Baird, Manolev, Enoh, Richardson, Rodallega i ten cały Davies no i szkoda, że Kaca poszedł na wypożyczenie co jest według mnie totalną głupotą. Szkoda, że Urby u nas sobie nie radzi co jest dla mnie dużym zaskoczeniem choć ja bym mu dał jeszcze czas potrzebuje minut na boisku by poczuć się pewniej na murawie i może jeszcze coś pokaże dobrego.

  3. Zgadzam się również z tym że Urby powinien częściej dostawać szansę gry mam nadzieję że z Newcastle wystąpią razem Frimpong i Enoh to co odpierdalal Karagounis to najlepiej będzie jak sobie chłop odpocznie zajebal bramę dla nich i jeszcze karny szczęście nie wykorzystany co podanie to się slizgal i przewracal wybiegl w sandalach czy co? Jeszcze jego teatralne granie że nic nie zrobiłem i składanie rąk typowe dla pajacow z południa grekow hiszpanow wlochow turkow i reszty placzkow żałosne. Co do Kacaniklic to chłopaka nie raz oglądam i uwierzcie że szału nie ma tam gdzie teraz gra liczę że zacznie grać Frei.

  4. Świetna relacja, Macu, dzięki. Cały wywiad z Berbą kapitalny (http://www1.skysports.com/watch/video/sports/football/teams/fulham/8612755/win-delights-berbatov), począwszy od pojazdów na QPR w stylu zagorzałego fana z Hammy End, poprzez komplementy na temat klubu, na Marku skończywszy. „39 points, are you safe now?” „Safe? We were always safe”. Cieszę się, że w takich optymistycznych akcentach kończy się ten sezon z Berbą, były rózne turbulencje w trakcie, ale widać że jednak bardzo mu zależy.

    Wspaniale było również usłyszec bulgoczącego po meczu Redknappa, że na boisku „mordowali” nas i że zasłużyli na zwycięstwo, bo nawet remis go nie satysfakcjonował 😀 oczywiście, chórem poszli za nim wszyscy wyspiarscy „eksperci”, wg których QPR powinno wygrać. Najwyraźniej wszyscy zapomnieli, że mecz nie zaczął się w II połowie, tylko godzinę wcześniej i że po pierwszych 45 minutach nieprzypadkowo było 3-1 i to tylko 3-1.

    Jak z Newcastle na środku zagrają Frimpong i Enoh, to nie za bardzo widzę wtedy jakiegokolwiek łącznika środka pola z Bryanem i Berbą. Giorgios jest nam w tym względzie potrzebny, to jedyny piłkarz o takiej charakterystyce jakiego mamy. Robi błędy, ale robi też wiele pożytku, nie mamy drugiego tak energicznego i walecznego chłopa. Sprezentował im bramkę, owszem (choć swoje trzeba też oddać Taarabtowi, bo miał ciężką pozycje do strzału), ale karny po jego „faulu” baaaardzo dyskusyjny (obejrzałem slow-motion i żadnego kontaktu nie widziałem), a do tego gdyby nie „sympatia” Proberta względem nas, to Kara mógłby także wywalczyć czerwo dla Hilla oraz karnego w końcówce.

    Urby zagrał dramatycznie słabo, ale oczywiście nie znaczy to, że mam go za słabego piłkarza. Nie ma rytmu meczowego, wszedł z marszu w bardzo wymagające spotkanie. W następnych spotkaniach Jol przetestować go jeszcze móglby, ale zadajmy sobie pytanie- czy mając niemal pewne utrzymanie i biorąc pod uwagę, że Urby wraca za miesiąc do Milanu, może lepiej postawić na Kerima? Zresztą, nawet cięzko mi określić, czy za Urby’ego powinien grać Kerim, bo założylbym tym samym że Urby wchodził u nas na lewe skrzydło. Ja cały czas za bardzo nie wiem, w jakiej roli ustawiał go Jol.

    Apelacja w sprawie czerwa Siddersa odrzucona i Steve odbędzie 3-meczowego bana.

  5. Tak, tak, wywiad w całości świetny.

    Ja trochę się Piter nie zgodzę co do Kacy. Nadal nie widzę go jako zawodnika do wyjściowej jedenastki, tak jak Tomi pisze, szału nie ma. Za często przechodzi obok meczów. Duff z Dejagah, po nabraniu formy przez Irańczyka, prezentują się chyba jednak solidniej. No i zwłaszcza Duffers umie pracować w obronie. Zatem może i dobrze, że Szwed ma okazję się jeszcze trochę poogrywać. Inna sprawa, że jak patrzyłem, to akurat przez 2 ostatnie kolejki w ogóle nie grał… Nadal bardziej wierzyłbym we Frei’a.

    Emmanuelsona rzeczywiście nieco szkoda, ale ja jestem po stronie tych, którzy sądzą, że nie ma co stawiać na zawodnika, którego i tak raczej nie ściągniemy. Myślę, że żadne z naszych zimowych wzmocnień nie zasili nas na stałe. Jednak żaden z tych piłkarzy nie gra w podstawowym składzie i zostali sprowadzeni tylko po to, by poszerzyć kadrę i dać większe pole manewru. Musielibyśmy dostać jakiś niesamowity upust, by opłacało się nam sięgnąć po Urby’ego. Choć z QPR był istnie tragiczny, to wierze, że można z niego zrobić drugiego Pienaara, ale potrzebny jest na to czas. Zresztą, Steven też przecież zaczynał na ArenaA. 🙂

    Kara to trudny orzech do zgryzienia. Gość ma pasję, nie widać po nim wieku, momentami gra doprawdy kapitalnie, ale jednak ma jedną wadę: popełnia głupie błędy i momentami gra niemądrze (pcha się z piłką, niczym podczas szturmu na pozycję wroga). Pamiętamy chociażby jego wpadkę z Sunderlandem. Niemniej, standardowo zgodzę się z Cookiem, wobec braku Diarry (szkoda chłopa), to jedyny zawodnik, który potrafi podać (chociażby wystarczy spojrzeć na liczbę udanych przerzutów Greka). Stąd, raczej nie możemy sobie pozwolić na omijanie go przy ustalaniu składu. Zresztą, jego nie da się nie lubić. 😀

    Ps. Kurde, czy Sascha podpiszę kontrakt? Trochę boję się powtórki z Poga…

  6. Myślę, że może zasilić nas Enoh, który, choć w meczu ze Spurs wiele nie wniósł, to również cięzko jest powiedzieć o nim coś złego 😀 Jol zrobił mu świetną laurkę, klub robił też z nim wywiad (oczywiście z Frimmy’m też, ale wiadomo jak to z nim wygląda, on wraca do Arsenalu i po prostu się nim cieszymy), myślę, że w Fulham liczą na tego gościa. Może zostanie też Stachu, zwłaszcza jeśli nie uda się nam zakontraktować Saschy. Co jest rzeczywiście bardzo niepokojące, ale możemy to prawdopodobnie zawdzięczać jego agentowi – sami z siebie zapewne dalibyśmy mu umowę 100 lat temu, ale agent czeka na oferty od innych klubów. Mocno pokomplikuje się też to wszystko, jeśli Koln awansuje z powrotem do Bundes, choć na razie się chyba na to nie zanosi.

    Jurka Karagounisa rzeczywiście też nie potrafię nie lubić (ba, lubi i szanuje go nawet Berba, co widac na boisku, a taki zaszczyt spotyka naprawdę nielicznych) i dlatego tak łatwo wybaczam mu te wszystkie błędy, ale najwazniejszą kwestią jest tutaj jego unikalność, jeśli idzie o pozycję, ten wspomniany fakt, że jest jedynym takim łącznikiem defensywy z ofensywą. Dziwnie to wszystko wyszło, że pozbyliśmy się Danny’ego a regularnie gra w jego miejsce jeszcze starszy facet, ale skoro daliśmy radę w takim zestawieniu na 99% się utrzymać, to płakać co nie ma.

    Kara dał tez ostatnio wywiad: http://www.fulhamfc.com/news/2013/april/06/karagounis-interview


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: