Napisane przez: cookie | Kwiecień 20, 2013

Nieodrobione zadania domowe. Fulham 0-1 Arsenal.

Tydzień minorowych nastrojów na Craven Cottage. Piłkarze Martina Jola nie wykorzystali drugiej w przeciągu kilku dni okazji na ujarzmienie na własnym stadionie londyńskiego potentata i po środowej klęsce z Chelsea, tym razem minimalnie ulegli Arsenalowi. Ponownie, jak w środowym pojedynku, porażka nie była wynikiem wybitnej dyspozycji rywala Fulham, ale tym razem nie można już usprawiedliwiać jej brakiem szczęścia i strzałem Davidem Luiza z cyklu „stadiony świata”, a została ona poniesiona całkowicie na własne życzenie. The Cottagers walnie przyczynili się do trzeciej przegranej w ostatnich czterech spotkaniach, nie odrabiając dwóch zadań domowych z poprzednich spotkań – najpierw, z boiska szybko wyleciał wracający do składu po… zawieszeniu Steve Sidwell, a potem, gospodarze stracili bramkę-kopię sytuacji z meczu z The Blues. W końcówce, Andre Marriner wysłał na szybszy prysznic także napastnika Arsenalu, Oliviera Giroud, ale na odrabianie strat było już za późno.

O tym, że nie będzie to beztroskie popołudnie dla The Whites wiedzieliśmy już przed pojedynkiem i to nie tylko za sprawą kalibru przyjeżdżającego przeciwnika – w zespole Fulham ostatecznie zabrakło nadmiernie eksploatowanego Saschy Riethera, którego na prawej obronie zastąpił Stanisław Manolew, a oprócz tego, Martin Jol zdecydował się na kilka innych niecodziennych wariantów. I tak, w porównaniu z meczem z Chelsea, miejsce w pierwszej 11-tce stracili John Arne Riise, Giorgos Karagounis i Mladen Petrić, a zastąpili ich Kieran Richardson, wracający po trzymeczowym zawieszeniu Steve Sidwell oraz przywołany z wypożyczenia do Burnley Alex Kačaniklić. Tym samym, The Cottagers podeszli do pojedynku z wyżej notowanym rywalem z bardzo eksperymentalnymi skrzydłami Manolew-Emanuelson i Richardson-Kačaniklić, jak również dwoma defensywnymi pomocnikami w środku pola.

To właśnie jednak owa eksperymentalna mieszanka lepiej weszła w sobotnie starcie na the Cottage – już w 2. minucie spotkania, nieoczekiwaną, brawurową wymianę podań przeprowadzili na skrzydle Manolew oraz Emanuelson i po koronkowej akcji, Holender znalazł się z piłką niekryty w bocznej części pola karnego. Niestety, wypożyczony z Milanu pomocnik podał do kolegów najgorzej, jak mógł, trafiając w obrońców gości. Chwilę później byliśmy już pod Hammersmith End, gdzie piłka, po strzale Theo Walcotta, zatrzepotała w siatce bramki Marka Schwarzera, jednak liniowa Sian Massey dobrze wychwyciła, że reprezentant Anglii był na pozycji spalonej w chwili otrzymania podania. Nie była to bynajmniej ostatnia tego dnia odważna decyzja sędziowska i już w 12. minucie spotkania, arbiter główny pojedynku – Andre Marriner – wydał kluczowy dla losów meczu werdykt. Wracający po otrzymanej w meczu z QPR czerwonej kartce Sidwell o centymetry przegrał z Mikelem Artetą pojedynek o piłkę, wskutek czego próba wybicia piłki przez Anglika zakończyła się obunożnym atakiem na kostki Hiszpana. Pomocnik „Kanonierów” zawył z bólu, a popularny wśród fanów Fulham „Ginger Iniesta” szybko opuścił głowę, mając świadomość powagi popełnionego wykroczenia – niestety, na nieszczęście Sidwella, Marriner był doskonale ustawiony i widział całą sytuację, niczym siedząc w pierwszym rzędzie w kinie. Arbiter nie miał najmniejszej litości dla powracającego do meczowego rytmu Sidwella i sięgnął do tylniej kieszeni spodenek po czerwony kartonik. Anglika czekał już w tym meczu jedynie upokarzający, samotny spacer po murawie do klubowej szatni, ale nie lepsze nastroje udzielały się w tym momencie komukolwiek związanemu z Fulham – tak szybko ujrzana czerwona kartka oznaczała de facto koniec szans na zwycięstwo z rywalem rangi Arsenalu i konieczność desperackiego bronienia się przez pozostałe 80 minut, jeśli chciałoby się wywalczyć chociaż punkt. Na szczęście dla widowiska, ostatnimi kalkulującymi byli w tym momencie piłkarze The Whites, którzy oddali co prawda inicjatywę gościom, ale, wskutek wielu błędów Arsenalu w rozegraniu i ambitnych prób odbioru w wykonaniu m.in. Enoha, raz po raz, mimo mniej liczebnych sił, terroryzowali „Kanonierów” groźnymi kontrami. Prym wiódł w nich coraz bardziej imponujący Emanuelson, który nie bał się wchodzić z piłkarzami Wengera w indywidualne pojedynki, jak również zauważał wychodzących na dogodną pozycję ubranych na biało kolegów. Po jednej z takich akcji i świetnej „wystawce” Holendra, przed znakomitą okazją stanął Berbatow, który strzelił jednak tylko w Wojciecha Szczęsnego. Goście odpowiedzieli groźnym atakiem, po którym strzał Giroud otarł się o słupek świątyni Schwarzera, ale niedługo później znów oglądaliśmy zmartwioną minę polskiego bramkarza Arsenalu, który z najwyższym trudem wybronił na rzut rożny uderzenie Emanuelsona. Gdy ręce – za waleczną postawę The Cottagers – składały się do oklasków, a głowa zastanawiała się, jak wypełnić 15-minutową przerwę, przyszło najgorsze, a co… gorsza, przyszło w tym samym momencie i w tej samej postaci, co w meczu z Chelsea. Tuż przed ostatnim w pierwszej połowie gwizdkiem arbitra, goście z Emirates otrzymali rzut wolny w dalekiej odległości od bramki Fulham i po chwili, piłka wolno poszybowała w pole karne gospodarzy. Pozostawiony bez opieki Koscielny zgrał głową w okolice linii bramkowej, a tam, dzieła dopełnił Mertesacker, również głową pakując piłkę z metra do siatki. Piłkarze Wengera odetchnęli z ulgą, wreszcie przełamując opór The Whites, a piłkarzom w białych koszulkach pozostało jedynie myśleć, jak można było po raz kolejny w ten sam sposób dopuścić do przegrania meczu. Zdobyta w identycznych okolicznościach bramka Johna Terry’ego na 0-2 rozwiała wszelkie marzenia w środę; tym razem, choć „Kanonierzy” wyszli na zaledwie jednobramkowe prowadzenie, zdobycie przez Fulham jakichkolwiek punktów w takich warunkach także wydawało się już nieosiągalne.

Najpierw, Steve Sidwell nie wyciągnął indywidualnych wniosków z meczu z Queens Park Rangers…

Martin Jol zrobił jednak w szatni, co mógł i od początku drugich 45 minut, The Cottagers zaatakowali ponownie. Niezawodny tego popołudnia Emanuelson wywalczył rzut wolny w bliskiej odległości od bramki Szczęsnego, jednak stały fragment koszmarnie wykonał dużo mniej efektowny dziś od Holendra Bryan Ruiz. Po gorących pierwszych minutach drugiej odsłony meczu, pojedynek wszedł w dość cichą fazę, z której wyszedł dopiero w okolicy 70. minuty. Wtedy to, Schwarzer wyprzedził Walcotta w pojedynku o piłkę, a po drugiej stronie boiska, Manolew i Emanuelson rozegrali kolejną ładną akcję, zakończoną groźnym strzałem Bułgara. Rozgrywający dobre zawody Manolew mógł kilka minut później być bohaterem Fulham, bowiem, po następnym wolnym dla The Whites i dobrym uderzeniu Richardsona, po którym Szczęsny wypuścił piłkę przed siebie, Bułgar dobił ją do siatki. Atmosferę święta błyskawicznie zatrzymała jednak liniowa Massey, celnie wskazując, że wypożyczony z PSV obrońca był w momencie pierwszego strzału na spalonym. The Whites ponownie weszli w dobry rytm, a goście znów absolutnie nie sprawiali wrażenia drużyny dominującej liczebnie, ale należało tej sytuacji dopomóc i wprowadzić na boisko świeże nogi – tak czynił jednak tylko manager gości, natomiast holenderski szkoleniowiec Fulham czekał ze zmianami aż do 85. minuty. Wtedy to, w niewielkim odstępie czasu, na murawie pojawili się Petrić i Frei, jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że 10-15 kluczowych minut meczu zostało pod kątem roszad przespanych i reprezentanci Chorwacji oraz Turcji zwyczajnie nie zdołają wnieść czegokolwiek w pozostałej resztce spotkania. Los, a dokładnie… Olivier Giroud postanowił jednak wtedy dodać końcówce spotkania nieco więcej pikanterii i po ataku na kostki Manolewa w „sidwellowskim” stylu, Francuz otrzymał czerwoną kartkę równo z upływem regulaminowego czasu gry. W czasie doliczonym, gospodarze dwoili się i troili, ale okres gry wyrównanymi siłami był zbyt krótki i czasu na składną akcję zabrakło. W ostatniej akcji meczu, buszujących pod polem karnym Szczęsnego gospodarzy mogła dobić szybka kontra Arsenalu i strzał Ramsey’a, ale uderzenie Walijczyka było fatalnej jakości. „Kanonierzy”, choć niczym dzisiejszego popołudnia nie zachwycili, mogli jednak po chwili cieszyć się z trzech arcyważnych w kontekście walki o Ligę Mistrzów punktów, bowiem tego dnia wystarczyło mieć w pamięci stracone przez Fulham bramki w meczu z Chelsea i liczyć na niewyciągnięcie przez The Cottagers odpowiednich wniosków. Być może, przed kolejnym spotkaniem, podopieczni Martina Jola będą już pod tym kątem przygotowani lepiej, wszak The Whites wypadli w końcu poza pierwszą 10-tkę ligi i muszą obejrzeć się za siebie, jednak kibicowi Fulham ciężko będzie liczyć na przełamanie się zespołu na niezwykle niesprzyjającemu londyńczykom obiekcie Goodison Park.

…a potem cały zespół popełnił te same błędy w kryciu, co w meczu z Chelsea. Na nieodrabianie lekcji miejsca na poziomie Premier League nie ma.

Advertisements

Responses

  1. Ze zdziwieniem stwierdzam, że niemal wszyscy fani Arsenalu… szczerze cieszą się z czerwonej kartki dla Giroud 🙂 Facet ma na pewno swoje wady, ale trochę im nastrzelał w tym sezonie (m.in. dwie nam w listopadzie) i raczej każdy dobry napastnik przyda im się w walce o LM.

    Ciekawa statystyka przed tą kolejką – tylko jedna drużyna w historii PL zdołała uratować się przed spadkiem, mając 24 punkty lub mniej na 5 kolejek przed końcem rozgrywek i było to… Fulham w sezonie 2007/08. Jak wiemy, wygraliśmy wtedy 4 z 5 ostatnich spotkań. Reading i QPR, mające na koncie właśnie 24 punkty, dziś solidarnie wtopiły, więc żeby mieć statystycznie jakikolwiek skrawek nadziei, muszą wszystkie ostatnie mecze wygrać. Tylko, że w tym sezonie sytuacja na dole jest chyba bardziej zacięta i tym klubom nie pomoże już absolutnie nic. Rozmiar czystki w QPR po spadku będzie interesujący.

  2. No to ja już jestem w niebie 🙂 Teraz musi być przynajmniej pierwsza 10-tka Fulham.

    Co panowie powiecie o kanibalu Suarezie? Miejmy nadzieję że z nami nie zagra…

  3. „jak wygracie to cie zjem” 🙂

    [img]http://i3.mirror.co.uk/incoming/article1846274.ece/ALTERNATES/s615/Luis-Suarez-bites-Branislav-[/img]

  4. No i oficjalne potwierdzenie ze Urby z nami nie zostanie 😦

    http://www.caughtoffside.com/2013/04/23/fulham-boss-martin-jol-confirms-urby-emanuelson-exit/

  5. Dzięki Cookie za zastąpienie mnie. Miło się czytało relację. Co prawda widziałem fragmenty spotkania, ale mogłem sobie uzupełnić wiedzę. Takie właśnie odnosiłem wrażenie, że w sumie nieźle graliśmy i nie zasłużyliśmy na przegraną, mimo gry w 10-ciu. Natomiast kartka dla Sida ewidentna, niestety. Ale nie ma co go winić, po prostu niefart.

    Zmiany w składzie odczytałem jako chęć sprezentowania jakiegoś odpoczynku dla naszych bardziej wiekowych graczy. Popieram. Gorzej z tymi zmianami w trakcie meczu, Jol to chyba nie lubi Frei’a. Ciekawi mnie jeszcze jak grał Kaca? Bo ponoć na tym wypożyczeniu to nic wielkiego nie pokazywał.

    Evertonu bardzo się boję, zawsze mamy z nimi problem. Jedyny pozytyw jest taki, że z tego co pamiętam to Ruiz lubi im strzelać. A że nie strzela za często…

    No i jeszcze takie pytanko – kogo byście chcieli przetransferować z drużyn zagrożonych spadkiem? Co prawda Jol raczej i tak nie sięgnie po nikogo z Anglii, ale pogdybać można. 😀

  6. Jeżeli chodzi o mnie to…Adel Taarabt 😛


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: