Napisane przez: Macu | Maj 12, 2013

Na razie pożegnali się z Cottage. Fulham 1-3 Liverpool.

Fulham uległo na własnym stadionie Liverpoolowi (1-3), odnosząc piątą kolejną ligową porażkę i bijąc tym samym niechlubny drużynowy rekord. Spotkanie zaczęło się wyśmienicie dla gospodarzy, bowiem prowadzili oni po golu Berbatova, jednak nieustannie terroryzujący defensywę the Whites Stturidge’a wbił Schwarzerowi hattricka i przechylił szalę zwycięstwa na korzyść gości. Nie wiadomo jednak jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby przy stanie 1-1 sędzia Halsey podyktował rzut karny za dość ewidentną rękę Lucasa, tudzież zauważył taktyczny faul Coatesa na Kacinikliciu.

stats-liverpool-home-2013

Choć tylko jakaś zupełnie absurdalna, obarczona przedziwnymi założeniami matematyka na kolejkę przed końcem może zepchnąć Fulham do niższej ligi, zwolennicy nauk humanistycznych, chcąc realistycznie opisać ostatnią formę the Cottagers, musieliby swoim piórom nadać ton ze wszech miar ironiczny, a zdania ozdabiać niekoniecznie schlebiającymi epitetami. Pożegnanie sezonu 2012/2013 okazało się bowiem, o ile nie katastrofalne, to przynajmniej wielce rozczarowujące. Chociaż przeciwnik, chyba już nieco anachronicznie zaliczany jest to tuz ligi, osłabiony brakiem Gerrarda, Suareza, Aggera i Skrtela Liverpool był jak kiepski tenor próbujący dorównać geniuszowi swojej orkiestry, rozumianej jako jak zwykle wspaniali fani z Anfield Road. Mimo że podpieczni Rodgersa w ostatnim czasie zaśpiewali parę razy pięknym barytonem, ci wierzący w siłę Craven Cottage marzyli o zagłuszeniu tej liverpoolskiej arii. Nadaremno. Nawet jeżeli momentami gra the Whites mogła się podobać, dając nadzieję nawet na komplet punktów i istny sarni skok w górę tabeli, gospodarze sami przywiązali się do ziemi, parę razy kompromitując się w defensywie i dając się kompletnie rozbroić śpiewającemu solo Sturridge’owi. Zatem, jeżeli drużyna przegrywa piąty mecz z rzędu, a wokół klubu panuje ogólna atmosfera niepewności, gdzie przewidzenie składu zespołu w przeszłym sezonie najlepiej powierzyć cygance z chustą i kulą, nie powinno dziwić, że okolice Craven Cottage cechują się obecnie zdecydowanie podwyższonym wskaźnikiem zrzędliwości. A no co dokładnie należy pozrzędzić po niedzielnej potyczce z the Reds, śpieszę już z wyjaśnieniami.

Martin Jol, mimo nie najlepszej passy zespołu, nie zastosował żadnych drastycznych środków i do gry wyprawił jedenastkę, której personalny skład i taktyczne ustawienie z góry dało się z grubsza przewidzieć. Wobec dalszej pauzy Sidwella, konieczne było zastąpienie rudowłosego Anglika jednym z pary Karagounis – Enoh. Tymczasem na lewej stronie defensywy kolejną szansę dostał Kierach Richardson, swojego czasu uciekający z Sunderlandu, by na tej pozycji nie grać. Wreszcie największe zaskoczenie, kosztem Senderosa, do wyjściowego składu powrócił Aaron Hughes. Znacznie ciekawiej było u naszych rywali, gdzie prócz wspominanych problemów kadrowych, które musiał łatać chociażby weteran Carragher i młokos Coates, Rodgers zdecydował się zagrać w iście włoskim 3-5-2, choć pochodzący z półwyspu Apenińskiego Borini w wyjściowym składzie wcale się nie znalazł. I to właśnie przybysze z wcale nie tak bardzo słonecznego Liverpoolu lepiej rozpoczęli spotkanie, dominując statystykę posiadana futbolówki. Jedynym ich problemem był fakt, że dwójka napastników z przodu, a w zasadzie osamotniony Sturridge, bowiem Coutinho, niczym Ruiz, cofał się głęboko do drugiej linii, nie stwarzali zupełnie żadnych okazji bramkowych. Tyle że przynajmniej mieli futbolówkę przy nodze, a bezbarwne Fulham było zmuszone za nią gonić. To zadanie, jak się okazało, było ponad wytrzymałość mięśni Richardsona, który po raz kolejny musiał przedwcześnie opuścić plac gry, mając problemy z mięśniem dwugłowym. Dopiero po dwóch kwadransach gry coś w grze podopiecznych Jola się ruszyło. Ba, przyniosło nawet gola. Zagrożenie przyszło, jakżeby inaczej, z prawej strony, gdzie najbardziej zasługujący na miano zawodnika sezonu Sascha Riether zgrał się z Duffem, a następnie dośrodkował wprost na głowę tego, który faktycznie to wyróżnienie dostał. Berbatovowi nie pozostało nic innego jak odpowiednio dołożyć czoło, tym samym Bułgar w 31 minucie wyprowadził Fulham na prowadzenie, zwieńczając nijako lepszy okres gry gospodarzy. Niestety, kibice nie zdążyli jeszcze wygodnie zasiąść na krzesełkach, a zrobiło się już 1-1. Dokładnie trzy minuty później, Wisdom jednym długim podaniem uruchomił Sturridge’a, a ten, wykorzystawszy drzemkę Hughesa, zrobił sobie miejsce do strzału i pokonał Schwarzera. Wynik remisowy, względnie sprawiedliwy, utrzymał się do przerwy i mogło się zdawać, że w tej dość leniwie płynącej potyczce the Cottagers będą w stanie ugrać jakieś punkty.

Jednakże drugie 45 minut szybko obnażyło bezzasadność takich mrzonek. To co dobrze funkcjonowało w pierwszej części, czyli akcje oskrzydlające Riethera, po zmianie taktycznej Rodgersa i powrocie po przerwie do typowego 4-4-2 przestało być atutem. Nadal szarpać próbował nadal Kacaniklić, ale pozbawiony wsparcia ze strony Emanuelsona (wszedł za Richardsona), Szwed często spotykał się z sytuacją „siła złego na jednego”. Berbatov standardowo leniwie szukał gry, cofał się po piłkę, ale niewiele z tego wynikało. Ruiz, raz pojawiał się, raz znikał, gdzieś tam dryfując sobie na krawędzi spotkania. Jeszcze przez pierwsze 15 minut  drugiej połowy jako tako wyglądało, Fulham dla Liverpoolu było rywalem równorzędnym. Wszystko posypało się dopiero wtedy, kiedy sędzia Halsey podjął dwie niekorzystne dla gospodarzy decyzje. Wpierw, w polu karnym Reiny, Ruiz trafił piłką w nienaturalnie ułożoną rękę Lucasa, jednak arbiter uznał, że Brazylijczyk był za blisko Kostarykanina i na wapno nie wskazał. Chwilę później Coates, podobnie jak Hughes wcześniej, popełnił błąd przy długiej piłce i lekko szturchnął pędzącego do futbolówki Kacaniklicia. Wielu arbitrów wyrzuciło by z boiska defensora the Reds, Halsey pozostał jednak niewzruszony. Tymczasem historia zakończyła koło, kibice na Cottage nie zdołali ochłonąć ze wcześniejszych wydarzeń, kiedy w 63 minucie Coutinho poszukał strzału, a futbolówka szczęśliwie poturlała się do Sturridge’a, którzy podwyższył liczbę swoich trafień do dwóch. Gol ten kompletnie podłamał gospodarzy, którym nie pomogły zmiany Petricia i gorąco przywitanego przez kibiców z Anfield Riise. Liverpool zaczął grać na luzie, kreując sobie sytuację za sytuacją, jakby rekompensując sobie wcześniejszą niemoc. Jedynie kapitalny występ Marka Schwarzera, zdecydowanie najlepszego zawodnika spotkania w barwach the Whites, jak również duży egoizm szukającego hattricka Sturridge’a spowodowały, że the Whites nadal byli w grze, choć ich defensywa wyglądała jak przypadkowa zlepka, wyszukana gdzieś na angielskich odpowiednikach „Orlika”. Z przodu groźnie z dystansu uderzał Berbatov, a po główce Hughesa znakomicie paradował Reina. Tymczasem wprowadzony na plac Borini wypalił w słupek, a rzeczony Sturridge w kelnera bawić się nie chciał i nie wyłożywszy koledze piłki na tacy, strzelił wprost w bramkarza Fulham. Ostatecznie wszystko wyjaśniło się w 85 minucie, Coutinho pięknie zewnikiem dograł do Sturridge’a, a ten uroczym lobem ustalił wynik spotkania. Spotkania niezwykle smutnego dla fanów na Cottage, bo jakby znakomicie podsumowującego cały ten sezon. Były to momenty niezłej gry poprzeplatane z dezorganizacją, brakiem pomysłu, dodatkowo doprawione kontuzjami i gdzieś tam ulatującym statusem Craven Cottage jako trudnego do zdobycia obiektu. Finisz w górnej części tabeli? Ta drużyna na to nie zasłużyła.

Sturridge show - na pożegnanie z Cottage.

Sturridge show – na pożegnanie z Cottage.

Reklamy

Responses

  1. O meczu to szkoda pisać…

  2. http://www.fulhamfc.com/news/2013/may/12/berba-named-player-of-the-season – Berba swoje zrobił, ale jednak zdecydowanie dałbym taką nagrodę Rietherowi, najjaśniejsza postać tego sezonu. Dimitar miał świetne mecze, kiedy nas oczarowywał, ale przeplatał to z irytującymi spotkaniami i nie chciałbym w przyszlym sezonie znów przeżywać takiej huśtawki nastrojów z nim. Facet musi się uspokoić, klub ma mu zapewnić dobrych partnerów, inaczej to naprawdę nie będzie do zniesienia dla ludzkiego oka przez kolejny rok…

  3. Co do Berbatova to trochę mi przypomina Ljuboje z Legii, piłkarsko zdecydowanie najlepszy w drużynie ale maniery gwiazdy często są irytujące, podobnie jak u Serba.Do końca ten wybór mnie nie dziwi bo często w takich „plebiscytach” są faworyzowani gracze ofensywni a u Nas zbyt wielkiej konkurencji nie miał.Ja bym na Bułgara nie głosował…zresztą chyba bym oddał nieważny głos bo jakoś nikt mnie specjalnie nie zachwycił w tym sezonie (ewentualnie mój faworyt Senderos 🙂 )

  4. Podobno na miejsce Jola jest szykowany Di Matteo,
    jak dla mnie super 🙂

  5. Di Matteo mnie osobiście nie przekonuje. Nie chcę wyjść na bufona, który gardzi trenerem ze zwycięstwem w Lidze Mistrzów na koncie, po prostu – z West Bromem radził sobie w PL kiepsko i pogonili go stamtąd, natomiast w LM z Chelsea uważam, że miał mnóstwo szczęścia, na każdym etapie, z Napoli, Benfiką, Barcą i wreszcie Bayernem. Nie wykazał jakiegoś wielkiego kunsztu trenerskiego, a bardziej „uwolnił” starszyznę w szatni Chelsea, którą odpychał na bok Villas-Boas i tym samym poprawił atmosferę w klubie, dzięki czemu lepsze wyniki przyszły same. W lidze zajął też poza tym zaledwie 6. miejsce. Dla mnie nie byłby to wielki skok jakościowy względem Jola.

    Krepel – nawet Riether? Uważam, że jeśli ktoś trzymał wśród naszych dobrą, równą formę przez cały sezon, to tylko Sascha. Bity faworyt tym bardziej, że skoro sezon kiepski, to nie ma co wyróżniać ofensywnych asów, tylko warto docenić właśnie pracusiów z tyłu. Stety/niestety, formuła głosowania na Piłkarza Roku jest teraz taka, że głosuje każdy kto tylko chce, nie tylko „memberzy” ale każdy niezaleznie od stopnia kibicostwa, a kto wchodził na stronę Fulham na facebooku, wie, jaki jest tam zalew Bułgarów „od” Berby. Dimitar wygrał moim zdaniem właściwie tylko dzięki temu, zresztą dzieki Grekom drugie miejsce zajął też Karagounis, a Sascha był dopiero trzeci.

  6. czyli czeka nas „kreatywność” zapewne…
    http://www1.skysports.com/football/news/11681/8705853/Fulham-boss-Martin-Jol-ready-to-discuss-transfer-budget-with-Mohamed-Al-Fayed

  7. cookie – co do Richtera to jest to na pewno najlepszy oprócz mimo wszystko Berbatova transfer za kadencji Jola.Aklimatyzacja w PL jak na gościa ze średniaka ligi niemieckiej naprawdę godna uznania, jednak jak dla mnie robi trochę zbyt dużo błędów w defensywie (od razu mówię że widziałem gdzieś 60% meczy). 60 goli straconych w sezonie mówi też mówi wszystko o naszej obronie (i pomocy). Ja zawsze bardzo ceniłem gości grających na pozycji defensywnego pomocnika (Gattuso :))i bardzo ale to bardzo liczyłem na Mahamadou Diarre …no ale koleś jest trochę ze szkła i sezon praktycznie stracony. Di Mateo ? spoko gość ale raczej bym go nie chciał (wrażenie podobne jak cookie)

  8. Nie chce być nieobiektywny, ale troche niesprawiedliwe oceniacie Bułgara. Fakt faktem, pracował jak pracował. grał jak grał, ale zobył dla nas 14 bramek, strzelał ważne bramki, z Spurs na wyjeździe, czy u siebie ze Stoke, QPR. Według mnie obok Berbatova najlepszy był Schwarzer i Sascha.

  9. Ponoć Gus Poyet może być też rozpatrywany jako następca Jola.

  10. http://www.eurofutbol.pl/news/705468-Obronca-Koeln-na-stale-w-Fulham/

    Tak jest!

  11. zgadza się. i za małe pieniądze! mały plus dla jola;)
    http://www.transfermarkt.co.uk/en/permanent-fulham-deal-for-riether/news/anzeigen_122483.html

  12. Wspaniała informacja! Od skrzydła Riether-Dejagah oraz Brede rozpoczynamy budowę Fulham pod przyszły sezon, przed kogokolwiek będziemy prowadzeni. Oby tylko Saschy chciało się cały czas tak samo, jak wtedy, kiedy jeszcze kontraktu nie miał.

    Cris – doceniam jak najbardziej wkład Berby, 14 bramek robi wrażenie. Sascha był dla mnie po prostu bardziej stabilny w swojej dobrej dyspozycji – zresztą, został on nawet wybrany do najlepszej 11-tki minionego sezonu na całym świecie (!) pod kątem stabilności formy wg EA Sports – http://proxy.storify.com/?url=http%3A%2F%2Fpbs.twimg.com%2Fmedia%2FBJwf1iUCUAAl3gw.jpg 🙂

    Krepel – za tych 60 bramek (no ładnie, wpuściliśmy więcej niż QPR) Sascha odpowiada moim zdaniem z całego bloku obronnego najmniej (obok Marka).

    Raggen – Jol wypowiedział rzeczywiście bardzo odważne słowa. „There was no fire, maybe a little bit of smoke.”, „But maybe the chairman wants to play in the top eight – then I’ve got a problem”. I dobrze – niech szantażuje zarząd i stawia swoje warunki.

  13. Oficjalnie: w przyszłym sezonie będzie ubierać nas adidas.

  14. Brighton „zawiesiło w obowiązkach” Gustavo Poyeta i jego sztab. Facet idzie albo do Evertonu, albo…

  15. adidas jestem za. gdzieś w necie znalazłem takie zdjęcie wspomnieniowe – fulham 1977.
    http://zapodaj.net/fb626a0bc159d.jpg.html
    taki oldschool byłby oki:)

  16. Czyszczenie kadry słuszne, tylko problemem jest to kto przyjdzie zamiast nich…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: