Kanarki pobite, Koguty pobiły, a Tygrysy? Fulham – Hull

Nie pozostało nam, kibicom, sporo nadziei. Wszystko w psychice drużyny. Teraz już mamy mniej wiecej pojęcie, jak czuli sie fani QPR, Reading i Wigan rok temu. Rangersom to nawet nie pomógł Harry Redknapp.

Po źółto-zielonych Kanarkach z hrabstwa Norfolk  i biało-czarnych Kogutach z Haringey Borough, pora na czarno-pomarańczowe Tygrysy z północy. 6 – 0 jako poświąteczny ciężkostrawny deser podany na KC Stadium aż się prosi o pomszczenie na Craven Cottage, ale bądźmy szczerzy 1 – 0 w zupełności spełni honory i wydostanie nas dna tabeli, gdzie tkwimy od stycznia, no ok, na chwilę tylko być może opuścimy strefę spadkową, dopóki Norwich z United (później w sobotę) i Cardiff z Sunderlandem (w niedzielę) nie skończą swoich meczów.

Wielu już postawiło kreskę na drużynie Felixa. Sam Felix wciąż wierzy, jego plan wciąż jest w mocy, choć nadszarpnięty został w Wielką Sobotę (1-3 z Tottenhamem).
Nie ma co już kalkulować. Każdy zna stawkę a niespodziane wyniki z ostatnich kolejek tylko przekonują nas mocniej, jak nieprzewidywalny i piękny jest futbol.

Do gry gotowi będą w Fulham:
Etheridge, Stekelenburg, Stockdale, Amorebieta, Briggs, Burn, Hangeland, Heitinga, Riether, Riise, Boateng, Dejagah, Diarra, Holtby, Kacaniklic, Karagounis, Kasami, Kvist, Parker, Richardson, Sidwell, Zverotic, Bent, Roberts, Rodallega, Tankovic, Woodrow.

Hull City przyjadą nad Tamizę w składzie: Harper, Jakupovic, Bruce, Chester, Davies, Faye, Figueroa, McShane, Rosenior, Boyd, Elmohamady, Huddlestone, Koren, Livermore, Meyler, Quinn, Aluko, Fryatt, Jelavic, Long, Sagbo.

Men in black: Lee Mason jako główny i na bokach machają flagami D England, A Halliday.

I tradycyjnie:COYW!!!

PS.
Jak pisałem w poprzednim poście, dzisiaj popołudniu znikam na 14 dni, praca w rozjazdach. Trzymam kciuki i wyczekuję dobrych wieści

Reklamy

„Oszukać Zły Los 3/4”: Spurs – Fulham

Po dwóch kolejnych trzypunktowych meczach plan Felixa M. jest aktualny. Dla przypomnienia, plan na przeżycie zakładał 4 zwycięstwa w siedmiu ostatnich kolejkach. Cottagersi maja dwa punkty straty do strefy bezpieczeństwa. Nie ma co rozpamiętywać niespodziewanej victorii Cardiff ani niedawnego prawie że zwycięskiego remisu Sunderlandu w Manchesterze. A już zwycięstwo Crystal Palace na Goodison Park tylko upewnia nas, że nie ma co liczyć hipotetycznych punktów, trzeba grać swoje.
Póki co plan w połowie wykonany.
Czy Wielka Sobota będzie jeszcze większa?

Szkoda, że bohater dwóch poprzednich zwycięstw, Lewis Holtby, nie może – z przyczyn regulaminowych – grać przeciw swojemu wciąż formalnie klubowi. Magath zapewne jednak wyciągnął z Holtby’ego to, co mógł, by ustawić drużynę odpowiednio pod styl gry Kogutów. Idę o zakład, że podobnie zachował się Tim Sherwood, korzystając z wiedzy ex-Fulhamowca Mousa Dembele.

Trzeci w tym sezonie manager Białych już odniósł małe statystyczne zwycięstwo: zdobył 10 punktów w ośmiu meczach, podczas gdy jego holenderscy poprzednicy zdołali solidarnie, po równo, uciułać 10 oczek w 13 rundach. Jak to jednak bywa ze statystykami, mają one też i ciemne strony: Fulham dzierży swoisty rekord jako drużyna, której mecze, od 46 kolejek, nie zakończyły się bezbramkowym remisem; z kolei w londyńskich derby FFC zdobyli w tym sezonie najmniej punktów, raptem 6 (z czego połowę na Selhurst Park w październiku 2013).

W szeregach na White Hart Lane jest trochę zamieszania: Mousa Dembele jest gotów do gry po niedawnym urazie biodra i pewnie rwie się do gry przeciw byłej drużynie. Jego kolega z pomocy Etienne Capoue ma wciąż problemy z kostką, napastnik Roberto Soldado narzeka na ścięgna w kolanie podobnie jak obrońca Michael Dawson. Z tej formacji jeszcze Jan Vertonghen i Kyle Walker nie mogą zagrać z powodu kontuzji. Na szczęście dla Fulham, zapychający (ostatnio dość obiecująco) dziurę po Bale’u Erik Lamela nie wystąpi jutro. Argentyńczyk nadal cierpi z powodu kontuzji pleców i uda.
Poza wymienionym wcześniej wypożyczonym z Tottenhamu Holtbym, nie zagra z powodu ciągłej kontuzji kolana nasz grecki skarb, Kostek.

Tottenham (gotowi do gry): Friedel, Gomes, Lloris, Chiriches, Kaboul, Naughton, Rose, Chadli, Dembele, Eriksen, Lennon, Paulinho, Sandro, Sigurdsson, Townsend, Adebayor.

Fulham (gotowi do gry): Etheridge, Stekelenburg, Stockdale, Amorebieta, Briggs, Burn, Hangeland, Heitinga, Riether, Riise, Boateng, Dejagah, Diarra, Kacaniklic, Kasami, Kvist, Parker, Richardson, Sidwell, Tunnicliffe, Zverotic, Bent, Mitroglou, Roberts, Rodallega, Tankovic, Woodrow.

Zagłuszyć ćwierkanie: Fulham – Norwich

12 kwietnia 2014, to kolejna data… niby rocznica lotu Gagarina w kosmos ale tym razem w zenicie będą ponownie emocje kibiców walczącego o utrzymanie w EPL klubu z Craven Cottage.
Rok temu w tę samą sobotę, tyle że 13 kwietnia, z Villa Park The Cottagers przywieźli 1 punkt, byli na 12. miejscu i mieli 43 oczka, co dawało spokojny sen wszystkim zainteresowanym z okolic Stevenage Road.
Trzy czerwone latarnie ówczesnego zestawienia solidarnie spadły potem z ligi. Ciekawostką – i oby tylko tym – była sytuacja punktowa późniejszych spadkowiczów: na 3 kolejki przed końcem mieli 36 punktów-Wigan, 28 punktów-Reading i 25 punktów-QPR. Do bezpiecznej 17. pozycji Atletom spod Manchesteru brakowało tylko 3 punków. Ekipa FFC ma do nadgonienia 5 punktów.
Plan Felixa M. jest przejrzysty, prosty i dość wykonalny w świetle całkiem niezłego meczu z Evertonem (niestety przegranego 1-3) a zwłaszcza wobec ubiegłotygodniowego gościnnego występu w Birmingham. Wygrać 3 z 5 kolejnych i ostatnich spotkań to plan na przeżycie.
Na Carrow Road też nie chcą spadać z ligi. Są podrażnieni ostatnią porażką na swoim domowym Arena Stadium (0-1 z West Brom).
A kto nadaje się lepiej do odzyskania i dumy, i wiary a zwłaszcza bezcennych punktów, niż deptający po piętach statystycznie słabszy adwersarz. Nawet mimo faktu, ze ten przeciwnik gra u siebie i ostatnio wyraźnie ma rosnące morale. Nadzieję Kanarkòw wspiera tragiczny bilans bramkowy gospodarzy sobotniego spotkania. QPR mieli 30 bramek „w plecy” rok temu, Fulham dali wbić sobie 41 goli więcej, niż sami zdołali zdobyć.

Nie ma co gdybać i „umatematyczniać” nadzieje, można by pomarzyć o wyniku z sierpnia 2012 (5-0 dla FFC), ale realizm i pokora mówią głośno. Aby realizm i pokora doszły na tyle głośno do psychiki drużyny, by ich głos, wsparty 25-tysięcznym dopingiem otulonych w biało-czarne szaliki gardeł, uciszył ćwierkanie Kanarków, wystarczy 1-0, 3 punkty, przedłużenie nadziei, niby niedużo…
COYW!!!

Składy w kolejnym poście.

Ważna informacja. wszystkie sobotnie mecze zaczynają się 7 minut po  oficjalnym czasie rozpoczęcia meczu. Poprzedzone one będą minutą ciszą, która ma przypomnieć społeczności futbolowej tragedię na Hillsborough. 15 kwietnia 1989 roku w czasie półfinałowego meczu pomiędzy FC Liverpool a Nottingham Forest tłum stratował 96 osób. Mecz odbywał się na stadionie Sheffield Wednesday w Hillsborough. Fatalna organizacja imprezy i błędy w dystrybucji biletów kibicom z Merseyside zostały uznane za główne przyczyny tej tragedii. Football Association, organizator rozgrywek, wprowadził wiele zmian, które doprowadziły do poprawy bezpieczeństwa na stadionach w Anglii.
Mecz przerwano po 6 minutach. Nigdy w ten dzień (15 kwietnia) The Reds nie grają meczu. Najmłodszą ofiarą tego incydentu był dziesięcioletni kuzyn Stevena Gerrarda, dzisiejszego kapitana FC Liverpool. RiP guys, we’ll never forget

 

Nadzieja umiera ostatnia? Aston Villa – Fulham

Felix Magath ma nadzieję, jak i resztka nadmiernych optymistów, że w sobotę 5 kwietnia będzie wygrana, pierwsza z czterech nieodzownych do utrzymania się w lidze. Kołowrotek zmian trenerskich trwa, zmian na lepsze nie widać, ani w liczbie punktów, ani w sytuacji w tabeli…no na dnie tego zestawienia to już od jakiegoś czasu nic się szczególnego nie dzieje. Czy coś się zmieni? 

5 punktów do strefy wolnej od spadku po 32 kolejkach, a Magath mówi, że 4 zwycięstwa w sześciu ostatnich kolejkach zapewnią utrzymanie w EPL. W świetle tylko siedmiu zwycięstw w ogóle w bieżącym sezonie to wygląda na hura optymizm, nawet w przypadku pojedynku z niestabilnymi ostatnio Kogutami z White Hart Lane.

W sobotę Fulham jadą do Birmingham, czyżby Villa Park miał być parkiem rozrywki i radości, czy też okaże się parkiem ciszy, smutku i kolejnego wstydu.

Porażka będzie brzemienna w skutkach dla najstarszego zawodowego klubu piłkarskiego w Londynie. Pozostała czwórka walczących o byt ligowy gra ze sobą, co siłą rzeczy może mieć pozytywny skutek, ale jedynie w przypadku trzypunktowej zdobyczy w Midlands. Do gry gotowi będą w Aston Villa: Given, Guzan, Steer, Baker, Bennett, Bertrand, Clark, Lowton, Luna, Vlaar, Albrighton, Bacuna, Delph, El Ahmadi, Gardner, Herd, Johnson, Sylla, Tonev, Westwood, Agbonlahor, Benteke, Bowery, Helenius, Holt, Weimann.

Znad Tamizy przyjadą: Etheridge, Stekelenburg, Stockdale, Amorebieta, Briggs, Burn, Hangeland, Heitinga, Riether, Riise, Boateng, Cole, Dejagah, Diarra, Duff, Holtby, Kacaniklic, Karagounis, Kasami, Kvist, Parker, Richardson, Sidwell, Tunnicliffe, Zverotic, Roberts, Rodallega, Tankovic, Woodrow.

Kto zagra zobaczymy w sobotę, 5 kwietnia?
Sędzią będzie pan 
Michael Oliver, w towarzystwie: J. Collina i J Brooksa

The Whites and The Blues, green District Line (TEKST PISANY ROK TEMU) – nowy wątek

Ależ dzisiaj będzie mecz!

Niby zwykłe derby londyńskie ale takie wyjątkowe. Drużyna ze Stamford Bridge odwiedzi kameralny stadion zwany Craven Cottage.

Drużyna ta gra zazwyczaj w niebieskich trykotach, zwą ją The Blues, mogłaby wsiąść do naziemnego (wyjątkowo) metra zielonej w kolorze District Line i przejechać się dwie stacje z Fulham Broadway do Putney Bridge, przejść truchcikiem przettreningowym przez Fulham Palace Park i trochę się rozgrzać biegnąc przez Bishop’s Park.

Tam, za Bishop’s Park, przy Stevenage Road, dziś wieczorem podejmą ich bardzo lokalni sąsiedzi odziani w białe koszulki (z czarnymi wypustkami). Zwani są The Whites albo też The Cottagers, z uwagi na mały budynek, niegdyś będący główną budowlą nadtamizańskiego stadioniku. Olbrzymy z majestatycznego Stamford Bridge jednak nie będę jechać metrem, przyjadą autokarem, co w warunkach londyńskiej pory popołudniowego szczytu potrwa pewnie z 20 minut, no ale przecież nie o to chodzi, jak kto, skąd, dokąd i czym.

O to chodzi, że na ten mecz, z powodu udziału w pucharach europejskich drużyny przyjezdnej (przytruchtanej, hehe), odłożony z początku marca, na dziś wywołuje szybszy oddech i wypieki fanów z biało-czarnymi szalikami

Kibice najstarszego zawodowego klubu futbolowego w Londynie wszystkie pojedynki z sąsiadami zza fulhamowej miedzy zawsze traktują wyjątkowo.

To 23. ligowe (na poziomie Premiership i Carling Cup) spotkanie obu zespołów z zachodniego Londynu, nie będzie pewnie inaczej potraktowane. Znowu nadzieja, że uda się wygrać po raz drugi, nie przegrać po raz czternasty. Dziewiąty remis zaś nikogo, no może poza fanami Chelsea, nie zasmuci. Ba! Wielu kibiców marzy zapewne, by dwie potyczki z gigantami English Premierleague,  z Chelsea dziś i z Arsenalem w sobotę, nie zakończyły się ostrym laniem białych koszul na ich własnym obiekcie. 

O Fulham można więcej…w kilka słów to ubiorę: nieobliczalny w przy- i odpływach formy (porażka z outsiderem z Loftus Road, Queens Park Rangers i całkiem niedawne wyjazdowe zwycięstwo na White Hart Lane z Tottenhamem), solidny średniak ligowy, nietuzinkowy właściciel, który o mały włos, jak niesie plotka, nie został dziadkiem trzeciego dziecka księżnej Walii, klub z tradycjami, zespół z niestałymi lub gasnącymi gwiazdami, holenderski trener z doskonałym bagażem angielskiego futbolowego warsztatu.

Akurat pech chciał, że zamiast pojechać dziś na Stevenage Road, obejrzę to spotkanie z polskim komentarzem w telewizji z plusem na końcu w nazwie. 
Szkoda, ale zaciskać kciuki i wrzeszczeć będę równie ostro.

Come on The Whites!!!

Opole, 17,04,2013, 11.55

PS.
tekst użyty na potrzeby tej strony za zgodą jego Autora

do dwóch razy sztuka…? Fulham vs Villa 08.12.2013

Ciężko grać przeciwko swoim, rzekł Darren Bent (wypożyczony z Aston Villa) i nie zagra.
Norweg Hangeland też nie wybiegnie, bo ma kontuzję nerwu prawego uda.
Po drugiej stronie idący za ciosem po ostatniej wyjazdowej victorii 3-2 z Southampton piłkarze z Birmingham.
Rok temu z okładem, w październiku 2012, Baird zapewnił Fulham zwycięstwo w 84. minucie w meczu na Craven Cottage z Aston Villa. Nikt by się nie pogniewał, gdyby taki choć wynik padł w niedzielę 8 grudnia 2013.
Żadne statystyki jednak nie są przychylne Białej Armii.
Nie ma sensu porównywać, przypominać, szukać punktów odniesienia.
Tragiczny sezon trwa.
Jeśli Fulham nie wygrają w niedzielę, to pobiją rekord z końca lat 60. gdy dostawali lanie non-stop przez przez dziesięć kolejek pod rząd.
Holenderska nadzieja o imieniu René rozpoczęła zamiatanie w ostatnią środę i ósmy dzień grudnia dwa tysiące trzynastego roku może okazać się TYM dniem, gdy wreszcie „pęknie niebo” nad Tamizą i wzdłuż Stevenage Road od Hammersmith End do Putney End będzie niósł się jeden głos z ponad dwudziestu sześciu tysięcy gardeł: Come On You Whites! Come On Fulham! http://www.youtube.com/watch?v=-7Yxgs-t_4w

13.30 BMT – Craven Cottage. Obecność – choćby duchem – obowiązkowa.
A dla pocieszenia: http://www.youtube.com/watch?v=9iqJlTwog3g

COYW!!!

Szkoda.. ale działo się: Fulham vs Spurs 1 – 2

… szkoda, bo tak grającego Fulham nie oglądaliśmy – zaryzykuję odważne stwierdzenie – nawet w zwycięskim pojedynku na Selhurst Park.
Pewnie każdy z nas przecierał oczy ze zdziwienia, gdy w pierwszym kwadransie wczorajszego spotkania Cottagersi oddali więcej strzałów w kierunku bramki strzeżonej przez francuskiego cerbera, niż w ciągu poprzedniego meczu z Westhamem.
Było wszystko: zadziorność, walka, chęć gry, głód krwi, podania, bieganie.
Brakło chyba tylko czasu na dotrenowanie pod okiem nowego trenera.
Świeżo odpakowana holenderska miotła poszła w ruch i to ewidentnie wczoraj odbiło się na piłkarzach.
Nie da się jednak zrobić cudów w kilka dni.
Obecni na Craven Cottage fani urządzili świetne przyjęcie nowemu managerowi, dali sygnał, że dalej wierzą.
My też mamy nadzieję, że nadchodzące rundy EPL przyniosą nam wszystkim radość.
Fulham stać lepszą grę i bezpieczną pozycje w tabeli, co pokazali w środę.
Nie będę, tradycyjnie, pisał o tym, na czym się nie znam za bardzo, więc oddam pałeczkę statystyk, strategii, ocen poszczególnych graczy Gambie Czerwkowi a może Macu czy Cris coś skrobną 🙂
Warto obejrzeć skróty http://www.fulhamfc.com/news/2013/december/05/tottenham-highlights
Mnie z kolei bardzo optymistycznie nastawiły słowa Rene Meulensteena w wywiadzie, jakiego udzielił po meczu http://www.fulhamfc.com/news/2013/december/05/renes-review

Portugalczyk z nożem na gardle vs Holender z kredytem zaufania czyli Fulham-Tottenham – 04.12.2013

Zobaczymy już dzisiaj czy Rene Meulensteen jako nowy selekcjoner Fulham zaczął coś zmieniać. Dla przypomnienia: jego rodak Martin Jol (WRESZCIE!!!) został zwolniony. Bądźmy szczerzy, 15 porażek w 21 meczach od 1 kwietnia, granicząca z obłędem gra Czarno-Białych i idące za tym nienajlepsze rokowania na najbliższy rok to dość spory problem dla zarządu, klubu, piłkarzy i kibiców. Pozostaje nadzieja, wyrażana także tutaj przez nas, że zadziała mechanizm „miotły”, która zmiecie brud i oczyści klimat, co z kolei odwróci fatalną passę Cottagersów.

Wielu komentatorom drużyna wydaje się niestabilna, by rzec eufemistycznie. Berbatov, Taarabt, Kasami i Ruiz miewają swoje dobre dni, ale każdy z nich z osobna to stres dla trenera. Co ma zatem powiedzieć nowy manager drużyny, która w pierwszym składzie ma całą tę czwórkę naraz. Tym bardziej, że ekipa z Craven Cottage nie przejawia od długiego czasu oznak jakiejkolwiek formy. W tym całym bałaganie całkiem niedawne wyjazdowe zwycięstwo z Crystal Palace 4-1, które wczoraj z kolei wygrało z ostatnim pogromcą Fulham, Młotami, wygląda jak kiepski żart. Bo jaskółka to też żadna.

Portugalski coach Kogutów nieomal sam poleciał ze stanowiska w ostatni weekend, ale jego drużynie udało się zremisować 2-2 na White Hart Lane w niedzielę, co przy wcześniejszym laniu zebranym od City 0-6 wydawało się zwycięskim remisem.

Dzisiaj Spurs chcą biało-czarnej krwi, Czarno-Biali zaś chcą naostrzyć swoje tępe ostatnio ostrogi i upuścić koguciej krwi.
Statystyka pokazuje, że ostatnie trzy wizyty Tottenhamu nad Tamizą nie skończyły się dla naszych dobrze, choć – dla małej przeciwwagi – nasza ostatnia wizyta na północy Londynu popsuła sporo krwi tamtejszym fanom za sprawą gola byłego zawodnika Kogutów zwanego Berbatovem.

Poczekajmy do wieczora. Zaciśnijmy kciuki. Tak złej passy Fulham nie mieli od 45 lat. Każda passa kiedyś się kończy.

COYW!!!

West/Ful/Ham – 30.11.13

Zieloną linią naziemnego metra District Line to 20 kilka stacji z Putney Bridge (przesiadka na Earl’s Court) do Upton Park.
Dzieli nas ok 14 mil od Craven Cottage do Boleyn Ground (http://www.whufc.com/page/StadiumInformation/).
Aha no i 5 bramek różnicy w tabeli przy tej samej mizernej liczbie punktów.
Łączą nas pożałowania godne sąsiedztwo na dole tabeli EPL i cząstka „ham” w nazwie.
Gramy dwa mecze ze sobą w przeciągu najbliższych 32 dni (rewanżowy mecz u siebie gramy w Nowy Rok).
Jaki sens ma przywoływanie ostatniego spotkania pomiędzy Młotami a Cottagersami? To było 10 miesięcy temu!!!
Wspomnień czar jednak, i quasi dziennikarski obowiązek, każą mi dodać poniższy link z nadzieją, że gdyby tak znowu…:
https://www.dropbox.com/s/i2odp08su2r5c65/Fulham%20vs%20West%20Ham%203%201%20GOALS%20and%20HIGLHIGHTS%2030%2001%202013.3gp

Różnego rodzaju statystyki, porównania, odniesienia i podobne temu pierdolety nie mają zupełnie sensu.
Mamy w sobotę mecz z kategorii różnorakich: no bo i londyńskie derby, i TRZEBA w końcu zacząć zdobywać punkty, i wypadałoby dać kibicom ciut nadziei. Obu managerom jakiś tam nóż na gardle leży. W ostatnich sześciu meczach FFC zdobyli 6 punktów. West Ham 5. I co? I nic! Na kolejną wygraną swoich pupili fani ze wschodnich rubieży Londynu czekają od 6 października (gdy pokonali 3-0 Tottenham na ich własnym terenie). Kibice The Whites ostatni raz cieszyli się ze zwycięstwa 21 października (nomen omen też na wyjazdowym i jednocześnie derbowym meczu z Crystal Palace). Ot, kolejny wspólny punkt – ostatnie wygrane obu drużyn to zarówno i derby, i mecze nie na własnym boisku.
Jakie z tego wnioski?! ŻADNE!!!
Nadzieja – jest.
Wiara – obecna.
Walka – się zobaczy.
Wsparcie – no ba!

COYW!!!

Łabędzie zaśpiewały dla Marcina? Fulham – Swansea 1-2

Nie oglądałem, jakoś się obawiałem, poza tym, obowiązki różne inne, mimo weekendu, wyszły na czoło moich dzisiejszych planów.
Otwieram wątek dla tych, co widzieli i chcą napisać bez dodawania do poprzedniego wątku o cudzie, którego nie było.
Może doczekamy się cudu, że trener Jol – z podziękowaniem za spędzony czas przy Stevenage Road – wreszcie opuści na dobre klub i że inny cud sprawi, iż FFC nie spadną z Premiership.

Panowie, zapraszam