Kryzys

fulham-polska

Przeżywam swój najtrudniejszy okres w kibicowaniu Fulham. Tak, mam kryzys. Wiadomo, że kiedy drużynie nie idzie, należy ją wspierać i trzymać za nią kciuki. Tylko jak niby mam to robić, skoro klub przerodził się w cyrk na kółkach?

Powiedzmy sobie szczerze – to, co dzieje się obecnie w Fulham, zakrawa na kpinę. Byłem naiwny, myśląc, że przerwa reprezentacyjna cokolwiek zmieni. „Przyjdzie dobry menedżer, wszystko wróci na dobre tory” – powtarzałem w głowie. Jakże się przeliczyłem! Okres „bezkrólewia” trwa już dobry miesiąc! I ojciec dyrektor Rigg może sobie tłumaczyć, że „wybór musi być przemyślany i rozważny„. Ja nie mam żadnych wątpliwości – gdyby ludzie odpowiadający za Fulham spróbowali choć trochę pomyśleć, to nowego szkoleniowca szukaliby jeszcze przed zwolnieniem Symonsa. Ale po co się wysilać? Lepiej pokazać, że ma się władzę i wyrzucić delikwenta za drzwi! Przecież to takie proste…

Zamiast kogoś naprawdę dobrego, tworzy się rolę starszego trenera (sic!) i powierza się ją trenerowi juniorów (sic!) pozyskanemu z Chelsea! Jak ktoś taki może mieć pomysł na SENIORSKĄ drużynę? I jak kierownictwo mogło wpaść na tak głupi pomysł? Próbkę umiejętności Stuarta Gray’a zobaczyliśmy w meczu z Ipswich – w wyjściowej jedenastce druga linia była złożona W CAŁOŚCI z piłkarzy lewonożnych! Myślałem, że takiego widoku nigdy nie uświadczę w zawodowej piłce. A jednak! Poza śmiechem z tej sytuacji tłumaczę też sobie, że trener dostosował się poziomem do rządzących Fulham i „trafił swój na swego”. Kolejny lekarz w tym wesołym psychiatryku.

Może was to zdziwić, ale nie mam żadnych pretensji do naszych piłkarzy. Często przecież wspomina się, że zawodnikom się nie chce, że nie mają motywacji. Ale jak tu ją mieć, skoro klub zarządzany jest przez idiotów? Piłkarze potrzebują przewodnika, który mądrymi decyzjami poprowadzi ich do sukcesów. Klub postanowił jednak im go nie dać. Wobec tego należy zapytać – jak zawodnicy mają zdobyć chęć do gry w Fulham? Podstawiając im jakiegoś służbistę będzie o to bardzo trudno. Wierzyłem, że w zespole pojawiła się „złota generacja” młodych piłkarzy, która ukaże jego nowe oblicze. Teraz wszystko idzie w stronę jej zmarnowania

Najbardziej jednak cierpimy na tym my, kibice. Zachowujemy choćby resztki wiary w lepszą przyszłość, a kierownictwo chce nam zabrać to wszystko, co udało się przez ostatnie lata zbudować. Całe doświadczenie z Premier League idzie na marne. Mam poważne obawy o to, że nasza drużyna skończy jak Bolton czy Blackpool, które po spadku z ekstraklasy wciąż nie potrafią sobie poradzić…

W pamięci mam artykuł, który napisałem po problemach w poprzednim sezonie. Zatytułowałem go „analiza autorstwa zmartwionego kibica”. Teraz zadaję sobie proste pytanie. Jeżeli wtedy byłem zmartwiony, to jaki jestem teraz?

Reklamy

Ani chwili wytchnienia – Burnley vs Fulham

new-burnley-fc-logoJeszcze nie zdążyliśmy na dobre ochłonąć po świetnym zwycięstwie nad Bristol, a naszą drużynę czeka już kolejne ligowe starcie. O ile w sobotę rywal okazał się być mało wymagający, tak dziś o zwycięstwo nie będzie już tak łatwo. W celu zdobycia kolejnych punktów Fulham zagra na wyjeździe z będącym w ścisłej czołówce Burnley.

„The Clarets” w ostatnim sezonie dzielnie walczyli w Premier League. Zaangażowanie niestety nie wystarczyło i zespół z Lancashire ponownie zameldował się na zapleczu ekstraklasy. Relegacja nie spowodowała jednak masowego exodusu piłkarzy. Z ważnych graczy odeszli jedynie Kieran Trippier (Tottenham), Danny Ings (Liverpool) i Jason Shackell (Derby). Poza nimi większych ubytków nie stwierdzono. Ważnym elementem były też pieniądze uzyskane z racji praw telewizyjnych oraz tzw. „parachute money”. Dzięki temu klub nawet po spadku z ligi może spokojnie operować swoimi finansami.

W letnim oknie transferowym Burnley nie próżnowało, szczególnie, jeżeli chodzi o zakupy napastników. Do drużyny przyszło ich aż pięciu (z czego jeden z nich odszedł jeszcze w sierpniu)! Najwięcej wydano na piłkarza Brentford, Andre Graya, za którego zapłacono aż 12,4 miliona euro. Dodatkowo wzmocniono też środek pomocy i prawą obronę. Na te pozycje sprowadzono kolejno: starego wyjadacza, Joeya Bartona (QPR) oraz młodego Tendayi’ego Darikwę (Chesterfield).

Andre Gray od początku pokazuje, że wydane na niego miliony nie były przypadkiem.
Andre Gray od początku pokazuje, że wydane na niego miliony nie były przypadkiem.

Pozostawiony na stanowisku trener Sean Dyche preferuje grę swojej drużyny w formacji 4-4-2. Najgroźniejszą bronią Burnley wydają się być ataki skrzydłami, w których lubują się George Boyd i Scott Arfield oraz akcje duetu napastników Sam VokesAndre Gray. Walijczyk jest mocny w grze w powietrzu, natomiast Anglik imponuje swoją szybkością i zwrotnością. Do tego ma naprawdę świetny sezon i potrzeba będzie sporo wysiłku, aby go zatrzymać. Uwagę można też zwrócić na uzupełniających się stoperów – Michaelów Duffa i Keane’a oraz na wspomnianego już Bartona.

Eksperymentalne ustawienie zaprezentowane przeciwko Bristol opłaciło się. Fulham zagrało bardzo dobry, dynamiczny futbol. Założenie zwiększenia roli bocznych obrońców zostało spełnione, nasi zawodnicy na tych pozycjach spisali się znakomicie, w szczególności James Husband. Środek pomocy stworzony z trzech zawodników również pokazał, na co go stać, znajdując rozwagę pomiędzy rozegraniem z głębi pola (O’Hara) a rozegraniem z przodu (Cairney i Tunnicliffe). Tradycyjnie świetną formę pokazali napastnicy – Dembélé i McCormack. Ciężko jednak przewidywać, czy nasza drużyna zagra dziś w takim samym ustawieniu. W końcu to wciąż byłoby dość duże ryzyko. Chociaż…może wyjście w 3-5-2 stanowiłoby pewien element zaskoczenia? Dlaczego by nie spróbować?

Nie ma co ukrywać - na naszych oczach rodzi się wielka gwiazda.
Nie ma co ukrywać – na naszych oczach rodzi się wielka gwiazda.

Zespół jest już praktycznie w swoim pełnym składzie. W dalszym ciągu brakuje Bettinellego i Grimmera, a Richards wciąż nie jest zdrowy. Dużą zagadką jest z kolei brak Bena Pringle’a. Nie było żadnych informacji na temat jego kontuzji, tak naprawdę nie wiadomo w jego kwestii nic. Czy jest coś, o czym nie wiemy? Oby nie okazało się to problemami natury dyscyplinarnej…

Czy można się po dzisiejszym meczu czegoś spodziewać? Nie. Fulham jest w stanie dokonać wszystkiego, o czym w tym sezonie przekonaliśmy się nieraz. Występ na boisku trzeciej drużyny na pewno będzie trudny. Ale widząc determinację naszego zespołu można śmiało wierzyć w każdą zdobycz punktową. W końcu mając jakiś cel, trzeba śmiało do niego dążyć, prawda?

Come On You Whites!

Przewidywane składy:

Burnley (4-4-2): Heaton – Darikwa, Keane, Duff, Mee – Boyd, Jones, Barton, Arfield – Gray, Vokes.

Fulham (3-5-2): Lonergan – Stearman, Burn, Ream – Fredericks, Cairney, O’Hara, Tunnicliffe, Husband – McCormack, Dembélé.

Ostatnia szansa na europejskie puchary? Everton – Fulham

Rzut oka na tabelę Premier League nie pozostawia fanom Fulham złudzeń. Do szóstego miejsca The Cottagers tracą 7 punktów, ich przewaga nad strefą spadkową wynosi tylko 4 oczka. Spotkanie z Evertonem da więc odpowiedź na pytanie: o co walczą w tym sezonie podopieczni Marka Hughesa?

Jeśli są wśród nas jacyś hurraoptymiście, to muszę niestety stonować ich nastroje. Ze świecą szukać równie nieprzyjemnego dla The Whites obiektu, co stadion niebieskiej części Merseyside: Fulham nigdy nie wygrało na Goodison Park, a jedyny punkt tam zdobyło w… 1959 roku. W epoce Al Fayeda potyczki tych dwóch drużyn cechował fakt, że zawsze były one rozstrzygnięte. Seria ta złamała się dopiero we wrześniu ubiegłego roku, gdy na Craven Cottage padł bezbramkowy remis. Co więcej, tylko jedno z wcześniejszych spotkań nie zakończyło się zwycięstwie gospodarzy. Pod koniec jakże udanych dla Fulham rozgrywek 2008/09 The Toffees triumfowali na SW6 2:0, po dwóch trafieniach Leona Osmana, a w barwach FFC zagrali tacy nieco zapomniani już kopacze jak Nevland, Smalling czy Dacourt. Nie dajmy się jednak zwieść historycznym statystykom – Fulham i Everton to drużyny najczęściej remisujące w obecnych rozgrywkach!

Tylu graczy, a kopnąć nie ma komu. Efekt? 0:0

 

Myślę, że warto poświęcić chwilkę na zawodników, których kariery łączą jutrzejsi rywale. Zacznę od eks-Cottagera w Liverpoolu, którego wielu fanów z Londynu wspomina bardzo dobrze. To francuski napastnik Louis Saha, który między 2000 a 2004 rokiem strzelał bramki dla ekipy z Craven Cottage. Zdobył ich łącznie 65 i do dziś pozostaje najlepszym strzelcem drużyny po 2000 roku, wyprzedzając Steeda Malbranque’a i swojego imiennika z Portugalii, Boa Morte. Francuz na Goodison Park trafił w 2008 roku, po średnio udanej przygodzie Na Old Trafford. Przykładami bezpośrednich transferów z Evertonu do Fulham są dwaj gracze Sparky’ego, którzy mają szansę pojawić się jutro na placu gry. To Simon Davies (sprowadzony w 2006 roku jako następce wspomnianego Malbranque’a) oraz Andy Johnson (rok 2008, ponad 10 milionów funtów). Zaskakująca jest przemiana, jaką obaj przeszli w Londynie. Walijczyk Goodison Park opuścił z łatką nieudanego transferu, jednak szybko stał się ważnym elementem drużyny najpierw Sancheza, potem Hodgsona. AJ z kolei zaliczył odwrotną zmianę. Choć w Evertonie nie trafiał tak regularnie jak w Crystal Palace, to zapadł w pamięć kibiców dzięki dwóm trafieniom w derbach Merseyside czy przepięknej bramce przeciwko Brann. Niestety, jego gra w Fulham to pasmo niepowodzeń, spowodowanych w dużej mierze licznymi kontuzjami. A skoro mowa o kontuzjach, to warto dodać, że powoli wracający do zdrowia po poważnym urazie Phillippe Senderos również zaliczył, choć bardzo przelotny, epizod w Evertonie. Poniekąd podobny do tego, jaki miała żywa legenda klubu z Fulham, Brian McBride.

Louis Saha. Niegdyś Fulham, dziś Everton.

Na koniec postaram się przewidzieć jedenastki, w jakich wyjdą oba zespoły. Zarówno Mark Hughes, jak i David Moyes będą mieli kłopoty z obsadzeniem środka pola. Gospodarze na pewno nie będą mogli skorzystać z Mikela Artety i Marouane’a Fellainiego, a pod znakiem zapytania stoi gra doświadczonego Phila Neville’a i najlepszego obok Sahy strzelca drużyny – Australijczyka Tima Cahilla. W Fulham problemem będzie znalezienie partnera dla Danny’ego Murphy’ego. Urazy wykluczają z gry występujących do tej pory na zmianę Dicksona Etuhu i Steve’a Sidwella. W tej sytuacji najbardziej prawdopodobne jest wybiegnięcie w podstawowej ’11’ Jonathana Greeninga, choć nie można wykluczyć, iż do pomocy przesunięty zostanie Chris Baird, a jego miejsce na prawej defensywie przypadnie Johnowi Pantsilowi lub Stephenowi Kelly’emu. Na koniec słowko o dwóch możliwych jubileuszach. Ten ważniejszy dla nas dotyczy Damiena Duffa. Znajdujący się ostatnio w wybornej formie Irlandczyk potrzebuje już tylko jednego gola do osiągnięcia granicy 50. bramek w Premier League i tym samym stania się trzecim, po Robbie’m Keanie i Niallu Quinnie, Irlandczykiem który dobije do tej bariery. Z drugiej strony jeśli przeciwko swojej byłej ekipie wystąpi Saha, będzie to dla niego 250. mecz w najlepszej lidze świata.

Fellaini i Etuhu. Dwaj wielcy nieobecni jutrzejszej potyczki?

Everton:  Howard – Hibbert, Heitinga, Distin, Baines – Osman, Jagielka, Rodwell, Bilyaletdinov – Cahill, Saha
Fulham:  Schwarzer – Baird, Hughes, Hangeland, Salcido – Duff, Murphy, Greening, Dempsey – A. Johnson, Dembele.