We’ve got our Fulham back – The Whites w Premier League 2018/19

636-250

189 – dokładnie tylu spotkań rozegranych w Championship na przestrzeni ostatnich 4 lat potrzebowało Fulham, aby wrócić do angielskiej ekstraklasy piłkarskiej. Wiele wody upłynęło w zielonawej rzece biegnącej wzdłuż tylniej ściany Riverside Stand, ale i wiele działo się w futbolu.

Czytaj dalej

Reklamy

Więcej niż trzech muszkieterów

Fulham nareszcie brnie w stronę stabilizacji. Wiadomo, po drodze muszą pojawiać się „gagi”, takie jak w sobotę w Wolverhampton, ale takie rzeczy zdarzą się pewnie jeszcze nieraz. W świetle ostatnich spotkań można wyróżnić kilka spraw związanych z zawodnikami naszej drużyny. Oczywiście, nie tylko te pozytywne. Zapraszam!

MacCairney

Szkot w tym sezonie stał się czołową postacią „The Whites”. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest tym kreatywnym łącznikiem, którego brakowało przez końcówkę pobytu w Premier League. Znakomicie dyktuje tempo gry, po prostu potrafi zrobić coś z niczego. Jak jego amerykański kolega, ten od niesamowitych wynalazków. Z Wolves popisał się znakomitym wolejem, który potwierdził jego klasę.

Johansen nareszcie w formie

Norweg miał w Fulham trudny start. W swoim debiucie w pierwszym składzie zagrał tylko pół godziny, potem siadał na ławce lub nawet na trybunach. Jednak od kilku spotkań sprowadzony z Celtiku pomocnik stanowi o sile zespołu. Strzela bramki, mądrze rozgrywa piłkę. Po prostu robi to, czego od niego oczekiwano. Owszem, potrzebował trochę czasu na zgranie się z nowymi kolegami, ale dobrze, że w końcu nadszedł jego moment. Teraz można mu tylko życzyć, żeby trwał on jak najdłużej.

bpi_agc_wolves_v_fulham_025
Knockdown!

Fredericks rośnie w siłę

Nie można było oprzeć się wrażeniu, że Ryan jest skazany na ławkę rezerwowych. Przed sezonem na prawą obronę przyszedł Denis Odoi i to on miał być podstawowym zawodnikiem, a Anglik miał pełnić rolę „wypełniacza” i okazyjnie grać. Rzeczywistość uległa jednak zmianie. Belg nieco obniżył loty i Fredericks dostał swoją szansę. I wykorzystuje ją znakomicie. Robi użytek ze swojego największego atutu – szybkości, wie, kiedy podłączyć się do przodu, potrafi dobrze dośrodkować. Pokazał to właśnie w meczu z Wolves – zaliczył dwie asysty. Jeżeli dalej będzie rozwijał się w takim tempie, na dobre zagości w podstawowym składzie.

Dobry powrót Ayité

Togijczyk po przebytej kontuzji powrócił do składu i od razu pokazuje, że jest ważnym członkiem zespołu. Jego umiejętności w grze „wejdź w pole karne, pokiwaj” i „idź 1 na 1, lepszy jesteś” już poznaliśmy, teraz zaczyna dokładać do tego statystyki. Z Wolves zagrał praktycznie jako drugi napastnik i było to widać. Zdobył dwie bramki, w tym tą wyrównującą, dającą punkt.

Ream to jednak nie to

Można śmiało stwierdzić, że Amerykanin to nie jest to, czego szukamy na środku obrony. Znaczy, na rezerwowym środku. Wiadomo przecież, że wyklarował się mocny duet SigurdssonKalas. Slavisa Jokanović musiał jednak skorzystać z innych graczy na tej pozycji z powodu zawieszenia Islandczyka za kartki. O ile w jednostronnym meczu
z Reading Ream nie miał zbytnio czego zepsuć, o tyle w sobotnim thrillerze było już gorzej. Michael Madl na pewno byłby lepszym wyborem, co serbski szkoleniowiec Fulham powinien mieć na uwadze na przyszłość.

Odpoczynek dla Buttona?

Może warto dać naszemu bramkarzowi parę meczów pauzy? Nie chcę przez to obwiniać go za utraty goli, ale pokazać, że siedzący na ławce Bettinelli wcale nie musi być gorszy. I myślę, że nie będzie. W zeszłym sezonie potrafił pokazywać się naprawdę świetnie, dlaczego w obecnych rozgrywkach miałoby tak nie być?

To by było na tyle tej porcji przemyśleń na temat formy niektórych zawodników. Jakie jest Wasze zdanie? Dajcie znać w komentarzach!