Khan We Do It Again. Fulham ponownie w Championship

Parker_Leicester
Przedsezonowe ciche nadzieje na sukces, a po nich twarde zderzenie z rzeczywistością, katastrofalna gra w defensywie, dwukrotna zmiana szkoleniowca i w końcu nieuchronny spadek z ligi. To nie wspomnienie sezonu 2013/14 z wówczas nowym pakistańsko-amerykańskim właścicielem klubu, a smutne podsumowanie zakończonego właśnie, drugiego podejścia Fulham do Premier League w „epoce” Shahida Khana. Do odbudowy zespołu w Championship wyznaczony został debiutujący na arenie managerskiej Scott Parker. Kiedy ponownie zobaczymy The Cottagers w angielskiej elicie?
Czytaj dalej

Reklamy

The (Premier)ship has sailed? O malejących szansach Fulham na utrzymanie

ranieri_cottage

Fulham zamknęło grudzień i styczeń wygranymi z Huddersfield i Brighton, ale – pomijając udany debiut Claudio Ranieriego w roli managera zespołu przeciw Southampton – są to jak na razie jedyne zwycięstwa The Cottagers pod wodzą Włocha. Po bolesnej porażce z Crystal Palace, londyńczycy tracą do bezpiecznego 17. miejsca 7 punktów, a coraz większa grupa kibiców, mimo 13 kolejek do końca sezonu, przestaje mieć jakiekolwiek nadzieje na uratowanie miejsca na pokładzie Premier League.
Czytaj dalej

Jok(e)’s over. Fulham rozpoczyna erę Ranieriego

ranieri_cottage

Dilly-ding, dilly-dong. Na Craven Cottage zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec żartów. Po serii siedmiu porażek, Slaviša Jokanović został bohaterem kolejnej lekcji o tym, że w nowoczesnym futbolu nie ma miejsca na sentymenty. Następca Serba zna na pamięć ten, ale również inne – w tym te najbardziej wzruszające – piłkarskie morały. Zadanie utrzymania Fulham w Premier League otrzymał bowiem Claudio Ranieri.
Czytaj dalej

Kryzys

fulham-polska

Przeżywam swój najtrudniejszy okres w kibicowaniu Fulham. Tak, mam kryzys. Wiadomo, że kiedy drużynie nie idzie, należy ją wspierać i trzymać za nią kciuki. Tylko jak niby mam to robić, skoro klub przerodził się w cyrk na kółkach?

Powiedzmy sobie szczerze – to, co dzieje się obecnie w Fulham, zakrawa na kpinę. Byłem naiwny, myśląc, że przerwa reprezentacyjna cokolwiek zmieni. „Przyjdzie dobry menedżer, wszystko wróci na dobre tory” – powtarzałem w głowie. Jakże się przeliczyłem! Okres „bezkrólewia” trwa już dobry miesiąc! I ojciec dyrektor Rigg może sobie tłumaczyć, że „wybór musi być przemyślany i rozważny„. Ja nie mam żadnych wątpliwości – gdyby ludzie odpowiadający za Fulham spróbowali choć trochę pomyśleć, to nowego szkoleniowca szukaliby jeszcze przed zwolnieniem Symonsa. Ale po co się wysilać? Lepiej pokazać, że ma się władzę i wyrzucić delikwenta za drzwi! Przecież to takie proste…

Zamiast kogoś naprawdę dobrego, tworzy się rolę starszego trenera (sic!) i powierza się ją trenerowi juniorów (sic!) pozyskanemu z Chelsea! Jak ktoś taki może mieć pomysł na SENIORSKĄ drużynę? I jak kierownictwo mogło wpaść na tak głupi pomysł? Próbkę umiejętności Stuarta Gray’a zobaczyliśmy w meczu z Ipswich – w wyjściowej jedenastce druga linia była złożona W CAŁOŚCI z piłkarzy lewonożnych! Myślałem, że takiego widoku nigdy nie uświadczę w zawodowej piłce. A jednak! Poza śmiechem z tej sytuacji tłumaczę też sobie, że trener dostosował się poziomem do rządzących Fulham i „trafił swój na swego”. Kolejny lekarz w tym wesołym psychiatryku.

Może was to zdziwić, ale nie mam żadnych pretensji do naszych piłkarzy. Często przecież wspomina się, że zawodnikom się nie chce, że nie mają motywacji. Ale jak tu ją mieć, skoro klub zarządzany jest przez idiotów? Piłkarze potrzebują przewodnika, który mądrymi decyzjami poprowadzi ich do sukcesów. Klub postanowił jednak im go nie dać. Wobec tego należy zapytać – jak zawodnicy mają zdobyć chęć do gry w Fulham? Podstawiając im jakiegoś służbistę będzie o to bardzo trudno. Wierzyłem, że w zespole pojawiła się „złota generacja” młodych piłkarzy, która ukaże jego nowe oblicze. Teraz wszystko idzie w stronę jej zmarnowania

Najbardziej jednak cierpimy na tym my, kibice. Zachowujemy choćby resztki wiary w lepszą przyszłość, a kierownictwo chce nam zabrać to wszystko, co udało się przez ostatnie lata zbudować. Całe doświadczenie z Premier League idzie na marne. Mam poważne obawy o to, że nasza drużyna skończy jak Bolton czy Blackpool, które po spadku z ekstraklasy wciąż nie potrafią sobie poradzić…

W pamięci mam artykuł, który napisałem po problemach w poprzednim sezonie. Zatytułowałem go „analiza autorstwa zmartwionego kibica”. Teraz zadaję sobie proste pytanie. Jeżeli wtedy byłem zmartwiony, to jaki jestem teraz?

Gdzie jest Wally? – MK Dons vs Fulham (zasadniczo)

MK_DonsNie bójcie się, stawiając takie pytanie nie wymagam od was szukania na obrazku pośród tłumu ludzi człowieka w pasiastej czapce. Tytułowy Wally to menedżer Fulham, którego obecności w klubie już od parunastu dni nie stwierdzono. Nawet przerwa związana z meczami reprezentacji nie pomogła w rozwiązaniu tego problemu. Czy najbliższe dni przyniosą coś nowego?

Wydawało się, że zwolnienie Kita Symonsa przyniesie długo oczekiwaną zmianę. W końcu dla Walijczyka była to pierwsza w karierze praca z seniorską drużyną, w której na dodatek nie do końca potrafił się odnaleźć. Po jego, przeplatanych ładnymi zwycięstwami i ledwo dającymi się wytłumaczyć porażkami rządach liczyliśmy na przyjście doświadczonego, zaprawionego w bojach menedżera, który poprowadzi Fulham do tak zapowiadanej przed sezonem strefy play-off.

JS72850580
Czara goryczy wreszcie się przelała. Nie pierwszy raz, ale pierwszy (i ostatni) raz przyniosło to jakiś efekt.

Pierwszym przedstawionym nam kandydatem został Martin O’Neill. Były szkoleniowiec m.in. Celtiku, Aston Villi czy Sunderlandu od początku był uznawany za wymarzoną opcję dla naszej drużyny. W jego przypadku jedyną wątpliwością okazał się być fakt prowadzenia przez niego reprezentacji Irlandii, która w czasie przerwy w rozgrywkach klubowych grała baraże o awans do Euro 2016. I ten awans wywalczyła, co raczej oznacza pozostanie O’Neilla na tym stanowisku.

00081bc4-642
Właściwy człowiek, choć nie do końca na właściwym (dla nas) miejscu. Może kiedyś…?

Następnie pojawił się Nigel Pearson, który ostatnio prowadził Leicester City. „Lisy” pod jego wodzą awansowały do Premier League i w dramatycznych okolicznościach wywalczyły utrzymanie. Na jego pracę również patrzylibyśmy z dużym zaufaniem. Pokazał, że potrafi prowadzić zespół na zapleczu ekstraklasy i walczyć z nim po awansie. Temat tego szkoleniowca jednak mocno ucichł i ciężko spodziewać się, aby miał w najbliższej przyszłości przybyć na Craven Cottage. Chociaż, może nie wszystko stracone?

Leicester-City-Leicester-FC-Nigel-Pearson-Nigel-Pearson-Sack-Nigel-Pearson-Sacked-Nigel-Pearson-McArthur-557005
Not bad, eh?

Pozostałe kandydatury należy już traktować już traktować z większą dozą niepewności. Media jako człowieka mogącego być wybawieniem dla Fulham traktują Jimmy’ego Floyda Hasselbainka. Holender, niegdyś znakomity napastnik, a obecnie trener Burton Albion może jest dobrym menedżerem, o czym świadczy poprowadzenie klubu do pierwszego historii awansu do League One. Należy jednak zadać sobie proste pytanie – czy o takiego szkoleniowca nam chodzi (nie ujmując mu oczywiście umiejętności)? Z kolei w ostatnich dniach zainteresowanie posadą w Fulham objawił Lee Clark. W porządku, to były zawodnik klubu, ale to nie może być jedynym wyznacznikiem otrzymania pracy menedżerskiej. Szczególnie, że wyniki osiągnięte przez Anglika w przeszłości zbytnio nie powalają i jego rządy mogłyby wyrządzić jeszcze większą szkodę. A w dniu wczorajszym nadszedł prawdziwy hit – do nas miałby przyjść Steve Clarke z Reading, a na jego miejsce miałby przyjść wspomniany już Pearson. Tylko, że wtedy wiązałoby się to z odszkodowaniem, które musiałoby zostać wypłacone klubowi z Berkshire. Ten plan wygląda tak abstrakcyjnie, że aż ciężko opatrzyć go jakimkolwiek komentarzem.

A może ta cała „operacja Symons” została przeprowadzona w celu awansowania Alana Curbishley’a? Wprowadzenie niedoświadczonego menedżera, pozwolenie mu na eksperymenty, a potem tłumaczenie, że „coś nie wypaliło”? A potem zaangażowanie byłego szkoleniowca Charltonu i sprawienie, że stanie się cudotwórcą? A może to tylko zbytnia podejrzliwość?

_86609239_alancurbishleykitsymons
„Patrz, a tak cię teraz zastąpię…”

Gdzieś poza tą dyskusją odbędzie się jutrzejszy mecz z Milton Keynes Dons. Wiadomo, że Fulham poprowadzi w nim trener zespołu U-21, Peter Grant. W takiej sytuacji ciężko cokolwiek zakładać. Punkty, pomimo przeciwności losu, trzeba zbierać dalej. Mecz z dwudziestą pierwszą drużyną w tabeli wydaje się być idealną do tego okazją. Nawet z zastępczym menedżerem.

I może forma zapowiedzi nie jest odpowiednia, bo rywale pojawili się tylko z nazwy, a dużo jest o sprawach bliższych ławki trenerskiej niż boisku. Ale o to właśnie chodzi. Nie sądzę, aby wobec niepewności związanej z osobą nowego szkoleniowca obchodziło nas, jak słabo radzi sobie drużyna z Milton Keynes oraz ile meczów dla „Dons” zagrał Dean Lewington. Dla nas liczy się przyszłość Fulham i mamy nadzieję, że już niedługo zostanie ona choćby połowicznie wyjaśniona.

Come On You Whites!

Przewidywane składy:

MK Dons (4-2-3-1): Martin – Spence, McFadzean, Kay, Lewington (C) – Potter, Poyet – Baker, Carruthers, Bowditch – Maynard.

Fulham (4-4-2): Lonergan – Fredericks, Stearman, Ream, Husband – Christensen, O’Hara, Tunnicliffe, Kačaniklić – McCormack (C), Dembélé.

„Źle się dzieje w państwie duńskim” – czyli analiza autorstwa zmartwionego kibica

fulham polskaWiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Ale takiego obrotu spraw nie spodziewał się chyba nikt. Fulham poważnie zbliża się do strefy spadkowej Championship i wszystko wygląda bardzo niepokojąco. Wobec tego chciałbym wam przedstawić ten tekst, w którym zawarłem przemyślenia dotyczące sytuacji, w której klub się znajduje. Nie brakuje i nutki kibicostwa, i chłodnego spojrzenia na sprawę. Miłego czytania!

Menedżer
Tutaj trochę miejsca trzeba poświęcić obecnemu szkoleniowcowi, a więc Kitowi Symonsowi. Początkowo wzbudzał nasz zachwyt, ponieważ udało mu się (szkoda, że na krótko) poukładać zespół po odejściu Felixa Magatha. Kilka zwycięstw pozwoliło nam uwierzyć, że nadchodzą lepsze czasy. Entuzjazm z czasem jednak opadł i dobra forma zaczęła pojawiać się okazjonalnie. W jednym meczu Fulham potrafiło zagrać świetnie, by w następnym zaprezentować się fatalnie. Stało się więc faktem, że Walijczyk nie ma pomysłu na tę drużynę. Nie wprowadził żadnych innowacji własnych, szczególnie w sprawach taktyki (o tym dokładniej w dalszej części tekstu), jak i stylu gry, który w Championship musi być inny niż w Premier League. A na samej motywacji i zaangażowaniu sukcesu osiągnąć się nie da.

Decyzje personalne
Z osobą menedżera wiąże się również wybór składu. Największym problemem jest ignorowanie większości zawodników, którzy zostali ściągnięci bądź byli mocno używani przez Felixa Magatha. Dlaczego u Symonsa poważnej szansy nie dostali tacy gracze, jak David, Eisfeld czy Voser? Mogliby dać naprawdę bardzo wiele, a są wysyłani na wypożyczenia lub po prostu gniją w klubie bez gry.

Z europejskich pucharów do Championship? Czemu nie!
„Z europejskich pucharów do Championship? Czemu nie!” Jak widać, rzeczywistość okazała się inna…Gracz z międzynarodowym doświadczeniem okazał się niepotrzebny.

Dziwne są też ostatnie wypożyczenia. W jakim celu zostali sprowadzeni do klubu Seko Fofana i Jazz Richards? Są to młodzi gracze, którzy przyszli raczej w zdobyciu ogrania i powrocie do swoich drużyn grających w Premier League (odpowiednio Man City i Swansea). Czemu zamiast nich nie skorzystać z własnych zawodników? W czym np. Hyndman czy Grimmer są od nich gorsi? Zamiast ogrywać swoich młodych graczy na chyba najtrudniejszym drugim poziomie rozgrywkowym w Europie, robimy przysługę innym klubom. Trzeba mieć swoją godność. Przecież posiadamy jedną z najlepszych akademii w Anglii.

Taktyka
Od początku tego sezonu Fulham gra taktyką 4-3-1-2. Nieważne, czy u Magatha, czy u Symonsa, cały czas gramy tak samo. Używanie tego ustawienia wymusza wręcz notoryczne atakowanie środkiem boiska. Tyle, że drużyny w Anglii notorycznie zagęszczają środek obrony, przez co pomimo przewagi w ataku pozycyjnym ciężko jest przebić się przez tak ustawioną linię defensywną i oddać strzał.

Od czasów Roya Hodgsona bazowym ustawieniem było 4-4-2, które przeradzało się w 4-4-1-1. Dawało ono bardzo wymierne efekty, ponieważ taktyka ta wymagała praktycznie od wszystkich na boisku jednakowego zaangażowania. A jak jest teraz? Ofensywnie usposobiony pomocnik, przez którego w zamyśle mają przechodzić piłki w ataku, nie funkcjonuje dobrze z dwójką napastników. W dodatku przez tego gracza nie można dobrze rozlokować skrzydłowych, ponieważ musieliby mieć dodatkowe zadania w środku pola, co pozbawione jest sensu.

Moim zdaniem dla Fulham najlepsze byłoby ustawienie 4-3-3, które mogłoby w zależności od wyniku zmieniać się na np. 4-5-1. Przywróciłoby ono centralnego napastnika, który poza strzelaniem bramek odpowiadałby za rozegranie piłki w pierwszej linii. Idealnym kandydatem do tej roli jest Matt Smith, który, posiadając znakomite warunki fizyczne, byłby w stanie zgrywać piłkę do partnerów czy też wziąć na siebie dwóch obrońców drużyny przeciwnej w celu zrobienia miejsca wbiegającemu koledze z zespołu.
Nastąpiłaby również reaktywacja roli skrzydłowych, którzy swoimi rajdami sialiby popłoch w bocznych sektorach boiska.

Moja propozycja taktyczna dla Fulham, czyli absurdalna próba zmiany rzeczywistości. Chociaż, może kiedyś...?
Moja propozycja taktyczna dla Fulham, czyli absurdalna próba zmiany rzeczywistości. Chociaż, może kiedyś…?
Antidotum na wszelkie problemy? Oby.
Antidotum na wszelkie problemy? Oby.

Zarządzanie
A raczej jego brak. Wszystko zaczęło się od porażki w finale Ligi Europy. Na Mohammeda Al-Fayeda to wydarzenie nie podziałało zbyt pozytywnie. Rozpoczął się dyskretny plan utrzymymwania drużyny w lidze jak najmniejszym kosztem. Nie otrzeźwiały nawet takie wydarzenia, jak utrata trzech bardzo ważnych zawodników – Moussy Dembele, Clinta Dempseya i Danny’ego Murphy’ego przed sezonem 2012-13. Zamiast realnego wzmocnienia środka pola, oglądaliśmy żałosne próby rozgrywania piłki przez Steve’a Sidwella, ponieważ żaden kreatywny pomocnik nie został do klubu sprowadzony.

Po odejściu Egipcjanina i przyjściu Shahida Khana wiele się nie zmieniło. I nic nie może, jeżeli dyrektorem operacyjnym wciąż jest Alistair Mackintosh, który zepsuł wszystko to, co zostało ciężko osiągnięte. Jakby zapomniał, że właściciel dysponuje dużymi zasobami finansowymi i nawet jeżeli przedstawi mu działanie z pozoru nierealne, to ten i tak może się zgodzić. Jednak zamiast tego oglądamy pokaz próżności, powściągliwości i skąpstwa.

Who is who? :)
Niby różni właściciele, a rzeczywistość za ich panowania taka sama…

Posłowie
To już wszystko.

Do napisania tego artykułu skłonił mnie wczorajszy mecz z Bournemouth. Cieszę się, że udało mi się w końcu znaleźć czas na pisanie, bardzo mi tego brakowało. Niemniej jednak, wolę pisać w tonie wesołym, a ostatnio o Fulham pisać tak niestety nie można…

Oby wszystko wróciło do normy i nasz klub znów był dla nas źródłem szczęścia i dumy. Myślę, że wszyscy w to głęboko wierzymy, pomimo tego, że jest to bardzo ciężkie, szczególnie w obecnej sytuacji.

COYW!

Cudu nie było… Fulham – Man Utd 1-3 (0-3) – 02.11.2013

Starczy rzucić okiem na komentarze, jakie towarzyszyły oglądaniu meczu przy Stevenage Road w sobotnie popołudnie…panowie, dziękuję za ten wspólnie spędzony czas i emocje wyrażane na forum, w Waszych komentarzach.
Jeśli chodzi o ocenę samego meczu, kilka przymiotników, niekoniecznie parlamentarnych, ciśnie się na język, kilka przekleństw może ranić uszy, ocean żalu wezbrał; całe dorzecze Amazonki złych podań, zagrań, kopnięć, strzałów, i okraszona świetną końcówką druga połowa.
To niestety za mało na tak świetnie dysponowany dzisiaj zespół z Old Trafford, który korespondencyjnie ścigał się do pewnego momentu z sąsiadami zza manchesterskiej miedzy na gole.
City pobili ostatecznie Kanarki 7-0, choć obie drużyny z Lancashire umówiły się chyba ze sobą, ile wbić goli swoim oponentom w pierwszej połowie. Gdy na Etihad Stadium padła czwarta bramka, także czwarta wisiała w powietrzu nad Craven Cottage. Na szczęście więcej goli ekipa Czerwonych Diabłów nie strzeliła. A nasz szwedzki młodzieniec z bałkańskim rodowodem znowu musiał ratować honor Białej Armii znad Tamizy.
Po przerwie na murawę wyszła inna mentalnie zmiana Fulham, taka, jaką chcielibyśmy oglądać co rundę, zgrana, odważna, zadziorna, choć nie zawsze przy akompaniamencie szczęścia.
Oddam kolegom z naszego bloga pałeczkę pisania czegoś więcej, o taktyce, ustawieniu, zmianach, tego wszystkiego, na czym sam osobiście się kiepsko znam. Piszę jako kibic, dla którego najstarszy zawodowy piłkarski futbolowy klub  Londynie dziś nie dał rady będącym na fali piłkarzom Man Utd.
Zostaje nadzieja, że do świąt zobaczymy lepiej zgrany zespół pod wodzą innego menadżera niż Martin Jol, którego personalnie lubię, ale którego czas nad Tamizą, w okolicach Bishop’s Park, minął już raczej.
Dank u well Martin Jol,
Link do skrótu z meczu:
https://www.dropbox.com/s/q3ruexn2lslwg15/Fulham%20Vs%20Manchester%20United%201-3%20All%20Goals%20%2802.11.2013%29%20%28HD%29.mp4

No to nas prze-ŚWIĘCI-li – Southampton – Fulham 2 – 0

Kto oglądał, niech szybko zapomni, kto nie oglądał, niech odpuści sobie oglądanie skrótów, bramek czy jakiejkolwiek relacji z tego jednostronnego meczu.

Po poniedziałkowym laniu, jakie Jolowi chłopcy urządzili ekipie na Selhurst Park, nikomu chyba nie przyszła do głowy myśl, że w sobotę jedenastka Fulham odwali taka – nazwijmy to kolokwialnie i po imieniu – kapuchę.
Pozostawię kolegom Gambie lub Czerwkowi fachową ocenę strategii, gry i przebiegu meczu.
Jako kibic muszę jednak wystukać te kilka słów komentarza: TRAGEDIA, ŻENADA, ROZPACZ.
Do 30. minuty Święci oddali siedem strzałów w kierunku bramki Fulham, z czego cztery celne. Cottagersi w tym samym czasie nie oddali ŻADNEGO strzału a próby ataku pozycyjnego, z kontry czy czegokolwiek, co mogłoby dać nam radość, generalnie kończyły się, nim się zaczęły. Poplątane nogi, niedokładne podania, kompletnie brak pomysłu na jakąkolwiek grę. W pierwszej połowie posiadanie piłki wynosiło 60%-40% w drugiej odsłonie PRZERAŻAJĄCE 65%-35%.
Berbatov wiecznie obrażony, wciąż w pretensjach, sprawiał wrażenie, że na złość kolegom z drużyny dziś nie pogra (przy pierwszej bramce nie upilnował Lamberta, chodząc po polu karnym jak baletnica w przyciasnych bucikach) , Ryan Ruiz jak zwykle totalnie beznadziejnie, wejście Rodallegi i Kacaniklicia po przerwie trochę ożywiło grę, ale obie te zmiany trener Jol zrobił za późno.
Święci grali jak z nut, wszystko się wydawało iść po ich myśli, byli zadziorni, niezmordowani, wiecznie z pełnym pressingiem i przede wszystkim z ogromną ochotą na granie i wygranie. I nie tylko po to, by utrzymać statystykę niepokonanej na własnym boisku drużyny Premiership w tym sezonie. Po prostu oni chcieli grać, zagrali i na dobra sprawę 2-0 to najniższy wymiar kary, jaką The Whites mogli byli dzisiaj ponieść.
Z niecierpliwością czekam na fachowe komentarze kolegów z naszej strony.

Z jeszcze większą na taką grę Fulham jak w ostatni poniedziałek

Taktycznie i statystycznie o meczu Fulham-Arsenal

Pierwszy mecz na Craven Cottage w tym sezonie za nami. Pogoda dopisała, mieliśmy okazję przypomnieć sobie jak wygląda tradycyjny deszczowy dzień. Na wstępie pragnę napisać, że jestem pod wrażeniem jakości wykonania i przygotowania murawy. Przez cały ulewny mecz nie widzieliśmy żadnych powstających kałuż. Ale nie o tym. Mamy za sobą pierwszą porażkę, ale tak samo, jak w pierwszym meczu, sam wynik nie wszystko nam tłumaczy.
Zacznijmy jednak od składu.

Skład i oceny
Skład i oceny

Wybrani piłkarze nieznacznie różnią się od składu wystawionego tydzień temu. Z lewej strony obrony, pomimo całkiem dobrej gry, nie zagrał Briggs, natomiast w środku pola mogliśmy zobaczyć najnowszy nabytek klubu – Parkera, który zastąpił Boatenga. Mieliśmy więc przed sobą stabilny i w miarę przewidywalny skład. Ale na przeciwnika jakim był Arsenal, przy dużym szczęściu to mogło zadziałać, szczególnie patrząc jak Kanonierzy zaprezentowali się w pierwszym spotkaniu. Tak samo jak w pierwszym spotkaniu nasza lewa strona zagrała zdecydowanie gorzej od prawej. Co jeszcze dziwniejsze najbardziej zawodzi nasz najlepszy obrońca ubiegłego sezonu Riether. O ile w defensywie wygląda to jeszcze poprawnie, to w ofensywie jest całkowicie odwrotnie. Dla Jola jest to z pewnością duży problem, tym bardziej, że poza młodym Grimmerem nie ma w klubie piłkarza będącego konkurencją dla Saschy.

Cała formacja obronna zagrała dobrze, stracone bramki to raczej efekt indywidualnych błędów. Mam nadzieję, że już w następnym tygodniu będzie mógł się zaprezentować Amorebieta. Powinien on wnieść odpowiednią konkurencję na niezwykle ważnej dla nas pozycji środkowego obrońcy.

Skupmy się teraz na drugiej zmianie w składzie w stosunku do ubiegłotygodniowego meczu. W ostatnich dniach klub dokonał niezwykle ciekawego transferu: z Tottenhamu zakupiony został Scott Parker, niezwykle doświadczony środkowy pomocnik. Nie jest to gracz pokroju Messiego, czy choćby Bale’a, ale w naszej sytuacji każdy zawodnik mający doświadczenie z gry w reprezentacji poważnego kraju (w tym wypadku Anglii) jest na miarę złota. Jednak wracając do potyczki z Arsenalem na środku pomocy zagrali u nas właśnie Parker z Sidwellem, choć można było oczekiwać raczej pary Parker – Boateng. Już nawet po tym przegranym meczu widać było różnicę, jaką robią doświadczenie i umiejętności Parkera, szczególnie w drugiej połowie spotkania. Oczywiście pewną kwestią wymagającą poprawy jest zgranie oraz ustawianie się formacji. Oczywiście zgranie to kwestia czasu, natomiast na problem ustawiania się całych formacji można obserwować w naszej grze od dawna. Parker nieznacznie już to zmienił; trzeba mieć nadzieję, że pozostali pomocnicy będą potrafili się tego nauczyć.

Nasze skrzydła niestety nie zagrały na równym poziomie. Większość naszej gry była inicjowana z lewej strony, gdzie grał Taarabt wspomagany przez Riisego. W grze Marokańczyka widać było chęć do nieszablonowej gry, był obecny na całej szerokości boiska i tylko sporadycznie zaliczał stratę lub nieczyste zagranie. Ewidentnie to jest gracz, który powinien być wystawiany na środku przed defensywnymi pomocnikami – wtedy jego umiejętność gry piłką ma szansę wygenerować wiele sytuacji napastnikom bądź schodzącym skrzydłowym. W meczu z Arsenalem na takiej pozycji został ustawiony równie młody Kasami. Nie jest to aż tak kreatywny pomocnik jak Taarabt, ale w obu meczach tego sezonu grał solidnie, starając się kreować podaniami sytuacje. Wydaje się, że idealna pozycja dla Kasamiego to gra obok Parkera, gdzie mógłby się dalej rozwijać. Ciekawostką jest to z jak dużym zaangażowaniem zagrał 36-letni Karagounis.

Statystyki Karagounisa
Statystyki Karagounisa

Mimo tylko 19 minut zaliczył 4 udane przejęcia piłki (na 5 wykonanych). Biorąc pod uwagę, że przez całe 90 minut mieliśmy ich tylko 18 (na 28 w ogóle), jest to coś czego można i należy oczekiwać od wszystkich naszych zawodników. Szkoda, że jego predyspozycje fizyczne nie pozwalają mu na więcej minut w każdym ze spotkań.

Napastnicy. Tym razem było ich aż dwóch, choć oczywiście nie przez cały mecz. Pierwszym był oczywiście Berbatov. W pierwszej połowie jego gra wyglądała podobnie jak w poprzednim meczu – grał tak jakby go nie było. Niestety bardziej chodził po boisku, niż biegał i walczył o piłkę. Mam nadzieję, że w przerwie Jol przypomniał mu, że może go zmienić, bo w ten sposób można wytłumaczyć zmianę w jego zachowaniu. Niestety nie mam dostępu do pełnych danych liczbowych i nie wiem ile przebiegł w pierwszej i drugiej połowie, ale poniższe diagramy powinny to pokazać.

Statystyki Berbatova - 1 połowa
Statystyki Berbatova – 1 połowa
Statystyki Berbatova - 2 połowa
Statystyki Berbatova – 2 połowa

Drugim zawodnikiem ofensywnym, jakiego mogliśmy zobaczyć, był wypożyczony z Aston Villi Bent. Jego wejście znacznie rozruszało naszą drużynę i spowodowało, że wreszcie mieliśmy z przodu napastnika, który wiedział czego się od niego oczekuje. Dobrze się ustawiał, nie tracił bezsensownie piłek, no i najważniejsze zamykał naszą oskrzydlającą akcję, po której trafił z metra do bramki. Tym samym jego tradycja strzelania bramki w każdym nowym zespole została podtrzymana. Moim zdaniem to właśnie Bent powinien mieć dostać szansę w następnym meczu od początku, ale czy Jol będzie potrafił posadzić na ławce swojego syna pierworodnego, znaczy się ulubionego zawodnika?

Wróćmy jednak do ogólnego spojrzenia na mecz. Poniższe statystyki są bardzo ciekawe.

Statystyki zespołu
Statystyki zespołu
Statystyki szczegółowe
Statystyki szczegółowe

Przyglądając się statystykom można powiedzieć, że mecz był wyrównany. Oglądając spotkanie również można odnieść takie wrażenie. Skąd więc ten wynik? O ile pierwsza bramka to mocny przypadek, pozostałe dwie, strzelone przez Podolskiego, to już akcje ze skrzydeł. Spójrzmy więc na statystyki. Jedyny aspekt, w którym Fulham było wyraźnie słabsze, to dośrodkowania. Co prawda nasze jedyne udane (na 19) było bramkowe, ale Arsenal zdecydowanie lepiej wykorzystywał oskrzydlanie obrony bokami. Niestety dla nas nie we wszystkim możemy być dobrzy, ale mam nadzieję, że sztab trenerski będzie rozwijał umiejętności taktyczne naszych zawodników.

Podsumujmy. Tydzień temu zagraliśmy źle, ale trochę dzięki szczęściu udało nam się zdobyć 3 punkty. W tym tygodniu zagraliśmy znacznie lepiej, ale niestety szczęścia zabrakło. W szczęściu mamy remis, w realnym życiu natomiast mamy całkiem dobry prognostyk na przyszłość. To co trzeba poprawić to gra formacji i konsekwencja w grze. Natomiast w zespole potrzeba informacji, co dalej z Riise i Senderosem (obaj ponoć mają odejść) oraz uzupełnienia braków na prawej stronie obrony oraz lewej i środka o ile obaj wcześniej wymienieni zawodnicy nie odejdą.

Przypominam, że więcej danych i diagramów do zobaczenia u mnie na Dropboxie.

LINK: Dropbox