We’ve got our Fulham back – The Whites w Premier League 2018/19

636-250

189 – dokładnie tylu spotkań rozegranych w Championship na przestrzeni ostatnich 4 lat potrzebowało Fulham, aby wrócić do angielskiej ekstraklasy piłkarskiej. Wiele wody upłynęło w zielonawej rzece biegnącej wzdłuż tylniej ściany Riverside Stand, ale i wiele działo się w futbolu.

Czytaj dalej

Reklamy

Kryzys

fulham-polska

Przeżywam swój najtrudniejszy okres w kibicowaniu Fulham. Tak, mam kryzys. Wiadomo, że kiedy drużynie nie idzie, należy ją wspierać i trzymać za nią kciuki. Tylko jak niby mam to robić, skoro klub przerodził się w cyrk na kółkach?

Powiedzmy sobie szczerze – to, co dzieje się obecnie w Fulham, zakrawa na kpinę. Byłem naiwny, myśląc, że przerwa reprezentacyjna cokolwiek zmieni. „Przyjdzie dobry menedżer, wszystko wróci na dobre tory” – powtarzałem w głowie. Jakże się przeliczyłem! Okres „bezkrólewia” trwa już dobry miesiąc! I ojciec dyrektor Rigg może sobie tłumaczyć, że „wybór musi być przemyślany i rozważny„. Ja nie mam żadnych wątpliwości – gdyby ludzie odpowiadający za Fulham spróbowali choć trochę pomyśleć, to nowego szkoleniowca szukaliby jeszcze przed zwolnieniem Symonsa. Ale po co się wysilać? Lepiej pokazać, że ma się władzę i wyrzucić delikwenta za drzwi! Przecież to takie proste…

Zamiast kogoś naprawdę dobrego, tworzy się rolę starszego trenera (sic!) i powierza się ją trenerowi juniorów (sic!) pozyskanemu z Chelsea! Jak ktoś taki może mieć pomysł na SENIORSKĄ drużynę? I jak kierownictwo mogło wpaść na tak głupi pomysł? Próbkę umiejętności Stuarta Gray’a zobaczyliśmy w meczu z Ipswich – w wyjściowej jedenastce druga linia była złożona W CAŁOŚCI z piłkarzy lewonożnych! Myślałem, że takiego widoku nigdy nie uświadczę w zawodowej piłce. A jednak! Poza śmiechem z tej sytuacji tłumaczę też sobie, że trener dostosował się poziomem do rządzących Fulham i „trafił swój na swego”. Kolejny lekarz w tym wesołym psychiatryku.

Może was to zdziwić, ale nie mam żadnych pretensji do naszych piłkarzy. Często przecież wspomina się, że zawodnikom się nie chce, że nie mają motywacji. Ale jak tu ją mieć, skoro klub zarządzany jest przez idiotów? Piłkarze potrzebują przewodnika, który mądrymi decyzjami poprowadzi ich do sukcesów. Klub postanowił jednak im go nie dać. Wobec tego należy zapytać – jak zawodnicy mają zdobyć chęć do gry w Fulham? Podstawiając im jakiegoś służbistę będzie o to bardzo trudno. Wierzyłem, że w zespole pojawiła się „złota generacja” młodych piłkarzy, która ukaże jego nowe oblicze. Teraz wszystko idzie w stronę jej zmarnowania

Najbardziej jednak cierpimy na tym my, kibice. Zachowujemy choćby resztki wiary w lepszą przyszłość, a kierownictwo chce nam zabrać to wszystko, co udało się przez ostatnie lata zbudować. Całe doświadczenie z Premier League idzie na marne. Mam poważne obawy o to, że nasza drużyna skończy jak Bolton czy Blackpool, które po spadku z ekstraklasy wciąż nie potrafią sobie poradzić…

W pamięci mam artykuł, który napisałem po problemach w poprzednim sezonie. Zatytułowałem go „analiza autorstwa zmartwionego kibica”. Teraz zadaję sobie proste pytanie. Jeżeli wtedy byłem zmartwiony, to jaki jestem teraz?

Gdzie jest Wally? – MK Dons vs Fulham (zasadniczo)

MK_DonsNie bójcie się, stawiając takie pytanie nie wymagam od was szukania na obrazku pośród tłumu ludzi człowieka w pasiastej czapce. Tytułowy Wally to menedżer Fulham, którego obecności w klubie już od parunastu dni nie stwierdzono. Nawet przerwa związana z meczami reprezentacji nie pomogła w rozwiązaniu tego problemu. Czy najbliższe dni przyniosą coś nowego?

Wydawało się, że zwolnienie Kita Symonsa przyniesie długo oczekiwaną zmianę. W końcu dla Walijczyka była to pierwsza w karierze praca z seniorską drużyną, w której na dodatek nie do końca potrafił się odnaleźć. Po jego, przeplatanych ładnymi zwycięstwami i ledwo dającymi się wytłumaczyć porażkami rządach liczyliśmy na przyjście doświadczonego, zaprawionego w bojach menedżera, który poprowadzi Fulham do tak zapowiadanej przed sezonem strefy play-off.

JS72850580
Czara goryczy wreszcie się przelała. Nie pierwszy raz, ale pierwszy (i ostatni) raz przyniosło to jakiś efekt.

Pierwszym przedstawionym nam kandydatem został Martin O’Neill. Były szkoleniowiec m.in. Celtiku, Aston Villi czy Sunderlandu od początku był uznawany za wymarzoną opcję dla naszej drużyny. W jego przypadku jedyną wątpliwością okazał się być fakt prowadzenia przez niego reprezentacji Irlandii, która w czasie przerwy w rozgrywkach klubowych grała baraże o awans do Euro 2016. I ten awans wywalczyła, co raczej oznacza pozostanie O’Neilla na tym stanowisku.

00081bc4-642
Właściwy człowiek, choć nie do końca na właściwym (dla nas) miejscu. Może kiedyś…?

Następnie pojawił się Nigel Pearson, który ostatnio prowadził Leicester City. „Lisy” pod jego wodzą awansowały do Premier League i w dramatycznych okolicznościach wywalczyły utrzymanie. Na jego pracę również patrzylibyśmy z dużym zaufaniem. Pokazał, że potrafi prowadzić zespół na zapleczu ekstraklasy i walczyć z nim po awansie. Temat tego szkoleniowca jednak mocno ucichł i ciężko spodziewać się, aby miał w najbliższej przyszłości przybyć na Craven Cottage. Chociaż, może nie wszystko stracone?

Leicester-City-Leicester-FC-Nigel-Pearson-Nigel-Pearson-Sack-Nigel-Pearson-Sacked-Nigel-Pearson-McArthur-557005
Not bad, eh?

Pozostałe kandydatury należy już traktować już traktować z większą dozą niepewności. Media jako człowieka mogącego być wybawieniem dla Fulham traktują Jimmy’ego Floyda Hasselbainka. Holender, niegdyś znakomity napastnik, a obecnie trener Burton Albion może jest dobrym menedżerem, o czym świadczy poprowadzenie klubu do pierwszego historii awansu do League One. Należy jednak zadać sobie proste pytanie – czy o takiego szkoleniowca nam chodzi (nie ujmując mu oczywiście umiejętności)? Z kolei w ostatnich dniach zainteresowanie posadą w Fulham objawił Lee Clark. W porządku, to były zawodnik klubu, ale to nie może być jedynym wyznacznikiem otrzymania pracy menedżerskiej. Szczególnie, że wyniki osiągnięte przez Anglika w przeszłości zbytnio nie powalają i jego rządy mogłyby wyrządzić jeszcze większą szkodę. A w dniu wczorajszym nadszedł prawdziwy hit – do nas miałby przyjść Steve Clarke z Reading, a na jego miejsce miałby przyjść wspomniany już Pearson. Tylko, że wtedy wiązałoby się to z odszkodowaniem, które musiałoby zostać wypłacone klubowi z Berkshire. Ten plan wygląda tak abstrakcyjnie, że aż ciężko opatrzyć go jakimkolwiek komentarzem.

A może ta cała „operacja Symons” została przeprowadzona w celu awansowania Alana Curbishley’a? Wprowadzenie niedoświadczonego menedżera, pozwolenie mu na eksperymenty, a potem tłumaczenie, że „coś nie wypaliło”? A potem zaangażowanie byłego szkoleniowca Charltonu i sprawienie, że stanie się cudotwórcą? A może to tylko zbytnia podejrzliwość?

_86609239_alancurbishleykitsymons
„Patrz, a tak cię teraz zastąpię…”

Gdzieś poza tą dyskusją odbędzie się jutrzejszy mecz z Milton Keynes Dons. Wiadomo, że Fulham poprowadzi w nim trener zespołu U-21, Peter Grant. W takiej sytuacji ciężko cokolwiek zakładać. Punkty, pomimo przeciwności losu, trzeba zbierać dalej. Mecz z dwudziestą pierwszą drużyną w tabeli wydaje się być idealną do tego okazją. Nawet z zastępczym menedżerem.

I może forma zapowiedzi nie jest odpowiednia, bo rywale pojawili się tylko z nazwy, a dużo jest o sprawach bliższych ławki trenerskiej niż boisku. Ale o to właśnie chodzi. Nie sądzę, aby wobec niepewności związanej z osobą nowego szkoleniowca obchodziło nas, jak słabo radzi sobie drużyna z Milton Keynes oraz ile meczów dla „Dons” zagrał Dean Lewington. Dla nas liczy się przyszłość Fulham i mamy nadzieję, że już niedługo zostanie ona choćby połowicznie wyjaśniona.

Come On You Whites!

Przewidywane składy:

MK Dons (4-2-3-1): Martin – Spence, McFadzean, Kay, Lewington (C) – Potter, Poyet – Baker, Carruthers, Bowditch – Maynard.

Fulham (4-4-2): Lonergan – Fredericks, Stearman, Ream, Husband – Christensen, O’Hara, Tunnicliffe, Kačaniklić – McCormack (C), Dembélé.

„Źle się dzieje w państwie duńskim” – czyli analiza autorstwa zmartwionego kibica

fulham polskaWiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Ale takiego obrotu spraw nie spodziewał się chyba nikt. Fulham poważnie zbliża się do strefy spadkowej Championship i wszystko wygląda bardzo niepokojąco. Wobec tego chciałbym wam przedstawić ten tekst, w którym zawarłem przemyślenia dotyczące sytuacji, w której klub się znajduje. Nie brakuje i nutki kibicostwa, i chłodnego spojrzenia na sprawę. Miłego czytania!

Menedżer
Tutaj trochę miejsca trzeba poświęcić obecnemu szkoleniowcowi, a więc Kitowi Symonsowi. Początkowo wzbudzał nasz zachwyt, ponieważ udało mu się (szkoda, że na krótko) poukładać zespół po odejściu Felixa Magatha. Kilka zwycięstw pozwoliło nam uwierzyć, że nadchodzą lepsze czasy. Entuzjazm z czasem jednak opadł i dobra forma zaczęła pojawiać się okazjonalnie. W jednym meczu Fulham potrafiło zagrać świetnie, by w następnym zaprezentować się fatalnie. Stało się więc faktem, że Walijczyk nie ma pomysłu na tę drużynę. Nie wprowadził żadnych innowacji własnych, szczególnie w sprawach taktyki (o tym dokładniej w dalszej części tekstu), jak i stylu gry, który w Championship musi być inny niż w Premier League. A na samej motywacji i zaangażowaniu sukcesu osiągnąć się nie da.

Decyzje personalne
Z osobą menedżera wiąże się również wybór składu. Największym problemem jest ignorowanie większości zawodników, którzy zostali ściągnięci bądź byli mocno używani przez Felixa Magatha. Dlaczego u Symonsa poważnej szansy nie dostali tacy gracze, jak David, Eisfeld czy Voser? Mogliby dać naprawdę bardzo wiele, a są wysyłani na wypożyczenia lub po prostu gniją w klubie bez gry.

Z europejskich pucharów do Championship? Czemu nie!
„Z europejskich pucharów do Championship? Czemu nie!” Jak widać, rzeczywistość okazała się inna…Gracz z międzynarodowym doświadczeniem okazał się niepotrzebny.

Dziwne są też ostatnie wypożyczenia. W jakim celu zostali sprowadzeni do klubu Seko Fofana i Jazz Richards? Są to młodzi gracze, którzy przyszli raczej w zdobyciu ogrania i powrocie do swoich drużyn grających w Premier League (odpowiednio Man City i Swansea). Czemu zamiast nich nie skorzystać z własnych zawodników? W czym np. Hyndman czy Grimmer są od nich gorsi? Zamiast ogrywać swoich młodych graczy na chyba najtrudniejszym drugim poziomie rozgrywkowym w Europie, robimy przysługę innym klubom. Trzeba mieć swoją godność. Przecież posiadamy jedną z najlepszych akademii w Anglii.

Taktyka
Od początku tego sezonu Fulham gra taktyką 4-3-1-2. Nieważne, czy u Magatha, czy u Symonsa, cały czas gramy tak samo. Używanie tego ustawienia wymusza wręcz notoryczne atakowanie środkiem boiska. Tyle, że drużyny w Anglii notorycznie zagęszczają środek obrony, przez co pomimo przewagi w ataku pozycyjnym ciężko jest przebić się przez tak ustawioną linię defensywną i oddać strzał.

Od czasów Roya Hodgsona bazowym ustawieniem było 4-4-2, które przeradzało się w 4-4-1-1. Dawało ono bardzo wymierne efekty, ponieważ taktyka ta wymagała praktycznie od wszystkich na boisku jednakowego zaangażowania. A jak jest teraz? Ofensywnie usposobiony pomocnik, przez którego w zamyśle mają przechodzić piłki w ataku, nie funkcjonuje dobrze z dwójką napastników. W dodatku przez tego gracza nie można dobrze rozlokować skrzydłowych, ponieważ musieliby mieć dodatkowe zadania w środku pola, co pozbawione jest sensu.

Moim zdaniem dla Fulham najlepsze byłoby ustawienie 4-3-3, które mogłoby w zależności od wyniku zmieniać się na np. 4-5-1. Przywróciłoby ono centralnego napastnika, który poza strzelaniem bramek odpowiadałby za rozegranie piłki w pierwszej linii. Idealnym kandydatem do tej roli jest Matt Smith, który, posiadając znakomite warunki fizyczne, byłby w stanie zgrywać piłkę do partnerów czy też wziąć na siebie dwóch obrońców drużyny przeciwnej w celu zrobienia miejsca wbiegającemu koledze z zespołu.
Nastąpiłaby również reaktywacja roli skrzydłowych, którzy swoimi rajdami sialiby popłoch w bocznych sektorach boiska.

Moja propozycja taktyczna dla Fulham, czyli absurdalna próba zmiany rzeczywistości. Chociaż, może kiedyś...?
Moja propozycja taktyczna dla Fulham, czyli absurdalna próba zmiany rzeczywistości. Chociaż, może kiedyś…?
Antidotum na wszelkie problemy? Oby.
Antidotum na wszelkie problemy? Oby.

Zarządzanie
A raczej jego brak. Wszystko zaczęło się od porażki w finale Ligi Europy. Na Mohammeda Al-Fayeda to wydarzenie nie podziałało zbyt pozytywnie. Rozpoczął się dyskretny plan utrzymymwania drużyny w lidze jak najmniejszym kosztem. Nie otrzeźwiały nawet takie wydarzenia, jak utrata trzech bardzo ważnych zawodników – Moussy Dembele, Clinta Dempseya i Danny’ego Murphy’ego przed sezonem 2012-13. Zamiast realnego wzmocnienia środka pola, oglądaliśmy żałosne próby rozgrywania piłki przez Steve’a Sidwella, ponieważ żaden kreatywny pomocnik nie został do klubu sprowadzony.

Po odejściu Egipcjanina i przyjściu Shahida Khana wiele się nie zmieniło. I nic nie może, jeżeli dyrektorem operacyjnym wciąż jest Alistair Mackintosh, który zepsuł wszystko to, co zostało ciężko osiągnięte. Jakby zapomniał, że właściciel dysponuje dużymi zasobami finansowymi i nawet jeżeli przedstawi mu działanie z pozoru nierealne, to ten i tak może się zgodzić. Jednak zamiast tego oglądamy pokaz próżności, powściągliwości i skąpstwa.

Who is who? :)
Niby różni właściciele, a rzeczywistość za ich panowania taka sama…

Posłowie
To już wszystko.

Do napisania tego artykułu skłonił mnie wczorajszy mecz z Bournemouth. Cieszę się, że udało mi się w końcu znaleźć czas na pisanie, bardzo mi tego brakowało. Niemniej jednak, wolę pisać w tonie wesołym, a ostatnio o Fulham pisać tak niestety nie można…

Oby wszystko wróciło do normy i nasz klub znów był dla nas źródłem szczęścia i dumy. Myślę, że wszyscy w to głęboko wierzymy, pomimo tego, że jest to bardzo ciężkie, szczególnie w obecnej sytuacji.

COYW!

Cudu nie było… Fulham – Man Utd 1-3 (0-3) – 02.11.2013

Starczy rzucić okiem na komentarze, jakie towarzyszyły oglądaniu meczu przy Stevenage Road w sobotnie popołudnie…panowie, dziękuję za ten wspólnie spędzony czas i emocje wyrażane na forum, w Waszych komentarzach.
Jeśli chodzi o ocenę samego meczu, kilka przymiotników, niekoniecznie parlamentarnych, ciśnie się na język, kilka przekleństw może ranić uszy, ocean żalu wezbrał; całe dorzecze Amazonki złych podań, zagrań, kopnięć, strzałów, i okraszona świetną końcówką druga połowa.
To niestety za mało na tak świetnie dysponowany dzisiaj zespół z Old Trafford, który korespondencyjnie ścigał się do pewnego momentu z sąsiadami zza manchesterskiej miedzy na gole.
City pobili ostatecznie Kanarki 7-0, choć obie drużyny z Lancashire umówiły się chyba ze sobą, ile wbić goli swoim oponentom w pierwszej połowie. Gdy na Etihad Stadium padła czwarta bramka, także czwarta wisiała w powietrzu nad Craven Cottage. Na szczęście więcej goli ekipa Czerwonych Diabłów nie strzeliła. A nasz szwedzki młodzieniec z bałkańskim rodowodem znowu musiał ratować honor Białej Armii znad Tamizy.
Po przerwie na murawę wyszła inna mentalnie zmiana Fulham, taka, jaką chcielibyśmy oglądać co rundę, zgrana, odważna, zadziorna, choć nie zawsze przy akompaniamencie szczęścia.
Oddam kolegom z naszego bloga pałeczkę pisania czegoś więcej, o taktyce, ustawieniu, zmianach, tego wszystkiego, na czym sam osobiście się kiepsko znam. Piszę jako kibic, dla którego najstarszy zawodowy piłkarski futbolowy klub  Londynie dziś nie dał rady będącym na fali piłkarzom Man Utd.
Zostaje nadzieja, że do świąt zobaczymy lepiej zgrany zespół pod wodzą innego menadżera niż Martin Jol, którego personalnie lubię, ale którego czas nad Tamizą, w okolicach Bishop’s Park, minął już raczej.
Dank u well Martin Jol,
Link do skrótu z meczu:
https://www.dropbox.com/s/q3ruexn2lslwg15/Fulham%20Vs%20Manchester%20United%201-3%20All%20Goals%20%2802.11.2013%29%20%28HD%29.mp4

No to nas prze-ŚWIĘCI-li – Southampton – Fulham 2 – 0

Kto oglądał, niech szybko zapomni, kto nie oglądał, niech odpuści sobie oglądanie skrótów, bramek czy jakiejkolwiek relacji z tego jednostronnego meczu.

Po poniedziałkowym laniu, jakie Jolowi chłopcy urządzili ekipie na Selhurst Park, nikomu chyba nie przyszła do głowy myśl, że w sobotę jedenastka Fulham odwali taka – nazwijmy to kolokwialnie i po imieniu – kapuchę.
Pozostawię kolegom Gambie lub Czerwkowi fachową ocenę strategii, gry i przebiegu meczu.
Jako kibic muszę jednak wystukać te kilka słów komentarza: TRAGEDIA, ŻENADA, ROZPACZ.
Do 30. minuty Święci oddali siedem strzałów w kierunku bramki Fulham, z czego cztery celne. Cottagersi w tym samym czasie nie oddali ŻADNEGO strzału a próby ataku pozycyjnego, z kontry czy czegokolwiek, co mogłoby dać nam radość, generalnie kończyły się, nim się zaczęły. Poplątane nogi, niedokładne podania, kompletnie brak pomysłu na jakąkolwiek grę. W pierwszej połowie posiadanie piłki wynosiło 60%-40% w drugiej odsłonie PRZERAŻAJĄCE 65%-35%.
Berbatov wiecznie obrażony, wciąż w pretensjach, sprawiał wrażenie, że na złość kolegom z drużyny dziś nie pogra (przy pierwszej bramce nie upilnował Lamberta, chodząc po polu karnym jak baletnica w przyciasnych bucikach) , Ryan Ruiz jak zwykle totalnie beznadziejnie, wejście Rodallegi i Kacaniklicia po przerwie trochę ożywiło grę, ale obie te zmiany trener Jol zrobił za późno.
Święci grali jak z nut, wszystko się wydawało iść po ich myśli, byli zadziorni, niezmordowani, wiecznie z pełnym pressingiem i przede wszystkim z ogromną ochotą na granie i wygranie. I nie tylko po to, by utrzymać statystykę niepokonanej na własnym boisku drużyny Premiership w tym sezonie. Po prostu oni chcieli grać, zagrali i na dobra sprawę 2-0 to najniższy wymiar kary, jaką The Whites mogli byli dzisiaj ponieść.
Z niecierpliwością czekam na fachowe komentarze kolegów z naszej strony.

Z jeszcze większą na taką grę Fulham jak w ostatni poniedziałek

Taktycznie i statystycznie o meczu Fulham-Arsenal

Pierwszy mecz na Craven Cottage w tym sezonie za nami. Pogoda dopisała, mieliśmy okazję przypomnieć sobie jak wygląda tradycyjny deszczowy dzień. Na wstępie pragnę napisać, że jestem pod wrażeniem jakości wykonania i przygotowania murawy. Przez cały ulewny mecz nie widzieliśmy żadnych powstających kałuż. Ale nie o tym. Mamy za sobą pierwszą porażkę, ale tak samo, jak w pierwszym meczu, sam wynik nie wszystko nam tłumaczy.
Zacznijmy jednak od składu.

Skład i oceny
Skład i oceny

Wybrani piłkarze nieznacznie różnią się od składu wystawionego tydzień temu. Z lewej strony obrony, pomimo całkiem dobrej gry, nie zagrał Briggs, natomiast w środku pola mogliśmy zobaczyć najnowszy nabytek klubu – Parkera, który zastąpił Boatenga. Mieliśmy więc przed sobą stabilny i w miarę przewidywalny skład. Ale na przeciwnika jakim był Arsenal, przy dużym szczęściu to mogło zadziałać, szczególnie patrząc jak Kanonierzy zaprezentowali się w pierwszym spotkaniu. Tak samo jak w pierwszym spotkaniu nasza lewa strona zagrała zdecydowanie gorzej od prawej. Co jeszcze dziwniejsze najbardziej zawodzi nasz najlepszy obrońca ubiegłego sezonu Riether. O ile w defensywie wygląda to jeszcze poprawnie, to w ofensywie jest całkowicie odwrotnie. Dla Jola jest to z pewnością duży problem, tym bardziej, że poza młodym Grimmerem nie ma w klubie piłkarza będącego konkurencją dla Saschy.

Cała formacja obronna zagrała dobrze, stracone bramki to raczej efekt indywidualnych błędów. Mam nadzieję, że już w następnym tygodniu będzie mógł się zaprezentować Amorebieta. Powinien on wnieść odpowiednią konkurencję na niezwykle ważnej dla nas pozycji środkowego obrońcy.

Skupmy się teraz na drugiej zmianie w składzie w stosunku do ubiegłotygodniowego meczu. W ostatnich dniach klub dokonał niezwykle ciekawego transferu: z Tottenhamu zakupiony został Scott Parker, niezwykle doświadczony środkowy pomocnik. Nie jest to gracz pokroju Messiego, czy choćby Bale’a, ale w naszej sytuacji każdy zawodnik mający doświadczenie z gry w reprezentacji poważnego kraju (w tym wypadku Anglii) jest na miarę złota. Jednak wracając do potyczki z Arsenalem na środku pomocy zagrali u nas właśnie Parker z Sidwellem, choć można było oczekiwać raczej pary Parker – Boateng. Już nawet po tym przegranym meczu widać było różnicę, jaką robią doświadczenie i umiejętności Parkera, szczególnie w drugiej połowie spotkania. Oczywiście pewną kwestią wymagającą poprawy jest zgranie oraz ustawianie się formacji. Oczywiście zgranie to kwestia czasu, natomiast na problem ustawiania się całych formacji można obserwować w naszej grze od dawna. Parker nieznacznie już to zmienił; trzeba mieć nadzieję, że pozostali pomocnicy będą potrafili się tego nauczyć.

Nasze skrzydła niestety nie zagrały na równym poziomie. Większość naszej gry była inicjowana z lewej strony, gdzie grał Taarabt wspomagany przez Riisego. W grze Marokańczyka widać było chęć do nieszablonowej gry, był obecny na całej szerokości boiska i tylko sporadycznie zaliczał stratę lub nieczyste zagranie. Ewidentnie to jest gracz, który powinien być wystawiany na środku przed defensywnymi pomocnikami – wtedy jego umiejętność gry piłką ma szansę wygenerować wiele sytuacji napastnikom bądź schodzącym skrzydłowym. W meczu z Arsenalem na takiej pozycji został ustawiony równie młody Kasami. Nie jest to aż tak kreatywny pomocnik jak Taarabt, ale w obu meczach tego sezonu grał solidnie, starając się kreować podaniami sytuacje. Wydaje się, że idealna pozycja dla Kasamiego to gra obok Parkera, gdzie mógłby się dalej rozwijać. Ciekawostką jest to z jak dużym zaangażowaniem zagrał 36-letni Karagounis.

Statystyki Karagounisa
Statystyki Karagounisa

Mimo tylko 19 minut zaliczył 4 udane przejęcia piłki (na 5 wykonanych). Biorąc pod uwagę, że przez całe 90 minut mieliśmy ich tylko 18 (na 28 w ogóle), jest to coś czego można i należy oczekiwać od wszystkich naszych zawodników. Szkoda, że jego predyspozycje fizyczne nie pozwalają mu na więcej minut w każdym ze spotkań.

Napastnicy. Tym razem było ich aż dwóch, choć oczywiście nie przez cały mecz. Pierwszym był oczywiście Berbatov. W pierwszej połowie jego gra wyglądała podobnie jak w poprzednim meczu – grał tak jakby go nie było. Niestety bardziej chodził po boisku, niż biegał i walczył o piłkę. Mam nadzieję, że w przerwie Jol przypomniał mu, że może go zmienić, bo w ten sposób można wytłumaczyć zmianę w jego zachowaniu. Niestety nie mam dostępu do pełnych danych liczbowych i nie wiem ile przebiegł w pierwszej i drugiej połowie, ale poniższe diagramy powinny to pokazać.

Statystyki Berbatova - 1 połowa
Statystyki Berbatova – 1 połowa
Statystyki Berbatova - 2 połowa
Statystyki Berbatova – 2 połowa

Drugim zawodnikiem ofensywnym, jakiego mogliśmy zobaczyć, był wypożyczony z Aston Villi Bent. Jego wejście znacznie rozruszało naszą drużynę i spowodowało, że wreszcie mieliśmy z przodu napastnika, który wiedział czego się od niego oczekuje. Dobrze się ustawiał, nie tracił bezsensownie piłek, no i najważniejsze zamykał naszą oskrzydlającą akcję, po której trafił z metra do bramki. Tym samym jego tradycja strzelania bramki w każdym nowym zespole została podtrzymana. Moim zdaniem to właśnie Bent powinien mieć dostać szansę w następnym meczu od początku, ale czy Jol będzie potrafił posadzić na ławce swojego syna pierworodnego, znaczy się ulubionego zawodnika?

Wróćmy jednak do ogólnego spojrzenia na mecz. Poniższe statystyki są bardzo ciekawe.

Statystyki zespołu
Statystyki zespołu
Statystyki szczegółowe
Statystyki szczegółowe

Przyglądając się statystykom można powiedzieć, że mecz był wyrównany. Oglądając spotkanie również można odnieść takie wrażenie. Skąd więc ten wynik? O ile pierwsza bramka to mocny przypadek, pozostałe dwie, strzelone przez Podolskiego, to już akcje ze skrzydeł. Spójrzmy więc na statystyki. Jedyny aspekt, w którym Fulham było wyraźnie słabsze, to dośrodkowania. Co prawda nasze jedyne udane (na 19) było bramkowe, ale Arsenal zdecydowanie lepiej wykorzystywał oskrzydlanie obrony bokami. Niestety dla nas nie we wszystkim możemy być dobrzy, ale mam nadzieję, że sztab trenerski będzie rozwijał umiejętności taktyczne naszych zawodników.

Podsumujmy. Tydzień temu zagraliśmy źle, ale trochę dzięki szczęściu udało nam się zdobyć 3 punkty. W tym tygodniu zagraliśmy znacznie lepiej, ale niestety szczęścia zabrakło. W szczęściu mamy remis, w realnym życiu natomiast mamy całkiem dobry prognostyk na przyszłość. To co trzeba poprawić to gra formacji i konsekwencja w grze. Natomiast w zespole potrzeba informacji, co dalej z Riise i Senderosem (obaj ponoć mają odejść) oraz uzupełnienia braków na prawej stronie obrony oraz lewej i środka o ile obaj wcześniej wymienieni zawodnicy nie odejdą.

Przypominam, że więcej danych i diagramów do zobaczenia u mnie na Dropboxie.

LINK: Dropbox

Taktycznie i statystycznie o meczu Sunderland-Fulham

Wreszcie! Ileż to długich, bezsensownych dni musieliśmy czekać od ostatniego majowego meczu Premier League. Ale mamy to już za sobą, liga wreszcie wróciła. Co prawda w międzyczasie mieliśmy całkiem spore rewolucje, głównie pozasportowe, mieliśmy też tradycyjne sparingi przedsezonowe, ale dopiero teraz weekendowe granie ma sens.
Na pierwszy mecz musieliśmy się udać na Stadium of Light. Gospodarze w okresie przygotowawczym musieli przede wszystkim odbudować swoją defensywę. Do Liverpoolu odszedł bramkarz Mignolet, który ostatni sezon miał fenomenalny. Ale tyle o samych przygotowaniach.
Sam opis meczu mieliście już szansę przeczytać, zacznijmy więc od ocen zawodników.

Obrazek 1. Oceny piłkarzy

Jak widzimy obaj nasi bramkarze zagrali poprawnie, szkoda jedynie kontuzji. Niepokoi podejście Jola do lewej strony obrony. Z uporem wartym większej sprawy ustawia na niej K. Richardsona, o którym wszyscy mogą powiedzieć (chyba), że się do tego nie nadaje. Przy dodatkowo niepewnej sytuacji z Riise naszym trzecim lewym obrońcą jest Briggs. Zagrał zdecydowanie lepiej od swojego pechowego kolegi, osobiście mam nadzieję, że na dłużej wskoczy do składu. Niestety nasz najlepszy obrońca z ubiegłego sezonu, Riether, zagrał zadziwiająco słabo. O ile w obronie zagrał poprawnie, to jego ofensywna gra była zdecydowanie słabsza. Środek obrony zagrał nieźle, nie popełnili większych błędów, ale parę razy zagrali zbyt asekuracyjnie.
Pomoc. Naszych 5 pomocników zagrało na naszym standardowym poziomie. Niby ocenom niewiele można zarzucić, ale zobaczmy nasze statystyki.

Statystyki zespołu.
Statystyki zespołu.
Statystyki szczegółowe.
Statystyki szczegółowe.

Statystyka strzałów jest druzgocąca. Oddaliśmy jeden, słownie jeden strzał na bramkę. Dla nas dobrze, że ten jeden (w dodatku skuteczny) strzał wystarczył, ale ile razy można mieć w tej kwestii szczęście. Spójrzmy na skuteczność podań, których nie dość, że wymieniliśmy mniej od przeciwników, to jeszcze nasza skuteczność po raz kolejny nie powalała. Sunderland grał piłką, często dośrodkowywał, ale skuteczność tych zagrań to osobny temat. Poza jednym rzutem rożnym pozostałe dośrodkowania (zarówno z gry jak i ze stałych fragmentów gry) padały naszym łupem. Skuteczności można tylko pogratulować.
Niepokojącym aspektem naszej gry jest pozycja napastnika. Kim jest Berbatov wszyscy wiemy, ale czy nie jesteśmy trochę w sytuacji przymuszenia do korzystania z jego usług w każdym meczu? Nawet kiedy jest całkowicie bez formy? Na szczęście, dostaliśmy Benta, choć o tym innym razem. Berbatov zagrał choć był bez formy, taka sytuację można jeszcze jakoś uratować. Ale dlaczego napastnik grał z boku pomocy? Przy takim schodzącym do boku zawodniku nie dziwne, że nie oddaliśmy więcej strzałów – po prostu nie miał ich kto wykonać. Zastanawiam się tylko czy to samodzielna decyzja napastnika, aby tak grać, czy może Jol sam taką grę mu zasugerował. Nie wiem, która opcja byłaby lepsza, strach trenera do wypionowania swojego zawodnika, czy też fantastyczny pomysł na grę managera. Poniższy screen wskazuje, że na szpicy najczęściej grał nominalnie ustawiony na boku Taarabt.

Wpływ zawodników.
Wpływ zawodników.

Drugą niepokojącą sprawą pozostaje to, jak wprowadzamy piłkę do gry od bramkarza. Dlaczego gramy długą piłkę na boki pomocy, pomijając bezpieczne i logiczne podanie do bocznych obrońców? Znów nasuwają się niepokojące możliwości odpowiedzi. Albo taki jest pomysł trenera, albo taki jest pomysł bramkarza (choć przecież podobnie zachowują się obaj nasi bramkarze), albo co gorsza nasi obrońcy i/lub pomocnicy nie wychodzą po piłkę. Z tego samego powodu nasi pomocnicy zaliczają głównie podania do tyłu oraz do boku. Oczywiście naszą największą bolączką jest brak kreatywnego zawodnika z prawdziwego zdarzenia. OK, ale tak można było mówić do czasu potwierdzenia wypożyczenia Taarabta. Ten środkowy ofensywny pomocnik to dla Fulham okazja do zmiany stylu gry oraz samych wyników (polecam do przeczytania tekst o jego potencjale http://www.eplindex.com/epl-news/36484/taarabt-to-fulham-chance-to-fulfill-his-potential.html). Taarabt to świetny zawodnik na pozycję „10”. Tylko dlaczego w meczu miał grać z boku?
Zastanówmy się czy aby nasza jedenastka była prawidłowo ustawiona przez trenera? Może w środku powinni zagrać Boateng, Sidwell i z przodu Taarabt? A na bokach od biedy Kasami z Duffem. Docelowo jednak na skrzydłach powinni grać Dejagah, Duff, Kacaniklic i Frei, natomiast w środku przede wszystkim Boateng i Kasami z tyłu oraz Taarabt z przodu. Ale może jednak należałoby się przestawić na granie trzema obrońcami i dwoma napastnikami? W środku obrony mamy 4 w miarę podobnych (i w miarę solidnych) zawodników. Z boku jako wahadłowych, cofniętych pomocników (lub wysuniętych bocznych obrońców) widziałbym Riethera z Duffem, być może w takiej taktyce dałoby się bez problemu użyć także Kacaniklicia, Freia i Briggsa. Jako środkowi cofnięci pomocnicy Boateng, Kasami, Sidwell i Karagounis powinni wystarczyć (zawsze można wyciągnąc Minkwitza z rezerw). Jako ofensywny środkowy pomocnik Taarabt z Ruizem zapewniają jakość. Napastnicy grający obok siebie są prości do zgadnięcia, Rodallega mógłby być solidnym uzupełnieniem. Oczywiście takie przemyślenia są w tej chwili mocno oderwane od naszych możliwości, gdyż nauczenie zawodników do gry w tych schemacie z pewnością zabrałoby miesiące.

Podsumowując wynik zdecydowanie lepszy od gry. Widać drobną poprawę w środku obrony, niepokoją pozostałe aspekty, szczególnie ofensywa. Do pełni szczęścia brakuje nam ustabilizowania sytuacji z bokami obrony (właściwie brak zastępstwa dla Riethera, oraz brak kontraktu dla Riisego), dołożenie jeszcze jednego napastnika (najlepiej niższego, bardziej ruchliwego). I ostatnie – sprzedać Ruiza (ponoć Werder się zastanawiał) i na jego miejsce sprowadzić kogoś ciekawszego.

Bardziej szczegółowe analizy gry naszych piłkarzy będą dostępne u mnie na Dropboxie w pliku excel. To samo dotyczy dodatkowych materiałów (głównie obrazkowych) do artykułów. Poniżej link.

[https://www.dropbox.com/sh/dx4yuckyf940nyc/kQQ2puRxB-]

Co tu robić, co tu robić? – przerwa międzysezonowa w pigułce

Po zakończeniu sezonu zasadniczego rozpoczął się inny. Ten ogórkowy, czyli sezon spekulacji, przewidywań i niesamowitych zwrotów akcji. I, oczywiście, przygotowań do rozgrywek. Oto wydarzenia, które w trakcie jego trwania się wydarzyły.

Transfery

Na przyszły sezon zostały już zapewnione usługi czterech piłkarzy. Jeden z nich jest już dobrze znany kibicom Fulham. Chodzi tu o Saschę Riethera, który po rocznym okresie wypożyczenia został wykupiony z 1.FC Köln za kwotę 1,4 miliona euro. Poza nim do klubu dołączyło trzech nowych graczy.

Pierwszym z nich jest Fernando Amorebieta. Stoper Athletiku Bilbao rozegrał w sezonie 12/13 tylko 11 meczów w La Liga. Powodem była niechęć podpisania nowego kontraktu z baskijskim klubem. Do pierwszej drużyny „Los Leones” trafił w 2006 roku, wcześniej występując w rezerwach oraz klubie satelickim, CD Baskonia. Ponadto jest ośmiokrotnym reprezentantem Wenezueli (1 gol). W barwach Athletiku wystąpił w finale Ligi Europy 2011/2012. Baskowie przegrali jednak z Atletico Madryt 0:3. Myślę, że Fernando będzie dużym wzmocnieniem środka obrony i, wobec niepewnego Senderosa i starzejącego się Hughesa, idealnym partnerem dla Hangelanda.

Kolejnym zawodnikiem jest Derek Boateng, który przyszedł do nas również za darmo, tyle że z Dnipro Dniepropietrowsk. Ghańczyk, grający na pozycji defensywnego pomocnika, w ostatnim sezonie zagrał tylko w dwóch pierwszych spotkaniach ukraińskiej Premier Ligi. Był uczestnikiem ostatniego Pucharu Narodów Afryki, w którym zagrał pięć spotkań (cztery razy wszedł z ławki). Grał też na Mistrzostwach Świata w 2006 roku. Ogólnie w reprezentacji zagrał 40 razy, zdobywając jedną bramkę. Z początku byłem negatywnie nastawiony do transferu tego zawodnika, jednak przy opuszczających nas graczach środka pola okazał się ważnym poszerzeniem kadry zespołu. Czy przebije się do pierwszego składu?

Trzecim, posiadającym największą renomę zawodnikiem, jest Maarten Stekelenburg. Tak jak przy transferze Berbatowa opanowało mnie zaskoczenie i zarazem radość. Bo, czy spodziewałem się, że dołączy do nas uczestnik m.in. MŚ 2010 czy EURO 2012, niegdyś podstawowy zawodnik Ajaksu Amsterdam i reprezentacji Holandii? Nie do końca. Same informacje o jego transferze do Fulham wydawały mi się nieprawdziwe. Jednak oficjalny komunikat klubu rozwiał moje wątpliwości. Holender grał ostatnio w Romie, w której – w Serie A – zagrał w 19 spotkaniach. W reprezentacji Holandii zagrał w 54 meczach. Wobec odejścia Schwarzera, zostanie naszym podstawowym bramkarzem. Miejmy nadzieję, że pozycja bramki w naszej drużynie nie straci na jakości.

amorebieta

stek

boateng3

Wygasające kontrakty

30 czerwca okazał się dniem pożegnań dla kilku zawodników. Zacznę od tych dwóch, którzy do klubu trafili najpóźniej. Pierwszym z nich Chorwat Mladen Petrić. Napastnik, w którym pewnie niektórzy widzieli nadzieję na uzdrowienie naszego ataku (przynajmniej do momentu przyjścia Berbatowa), zaliczył niesamowity debiut przeciwko Norwich, w którym zdobył dwie bramki. Jednak potem szło już trochę gorzej i do końca rozgrywek strzelił tylko trzy gole. Można to jednak usprawiedliwić tym, że większość razy wchodził z ławki (14-krotnie). Najmniej uwagi poświęcę Csabie Somogyi. Węgierski bramkarz zaskakująco okazał się pierwszym transferem Martina Jola. Nie zagrał jednak w ani jednym meczu Fulham, a ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w Dartford. Jak na razie obaj zawodnicy nie znaleźli nowych klubów.

Początek był niesamowity, ale później już tak dobrze nie było...
Początek był niesamowity, ale później już tak dobrze nie było…
Oj tam, oj tam, Etheridge też przecież nic nie zagrał...
Oj tam, oj tam, Etheridge też przecież nic nie zagrał…

Teraz czas na opis grupy graczy, którzy mieli ważny udział w drodze Fulham do finału Ligi Europy. Są to: Mark Schwarzer, Simon Davies i Chris Baird. Australijski bramkarz trafił do Fulham z Middlesbrough w 2008 roku i od momentu przyjścia stał się pewnym punktem obrony naszej bramki. Nie narzekano na jego wiek, bo swoim przygotowaniem fizycznym i kondycyjnym sam prosił się o niepatrzenie w jego metrykę. Grając w biało-czarnych barwach wziął udział w mundialu w 2010 roku w RPA. W drużynie „The Whites” zagrał 220 razy. Z kolei Walijczyka Davies’a zapamiętamy głównie z bramek zdobywanych w pamiętnej edycji Ligi Europy. W półfinale z HSV dał nadzieję na dobry wynik, strzelając bramkę na 1:1. Natomiast w finale przeciwko Atletico Madryt również zdobył gola na 1:1, odpowiadając na pierwsze w tym meczu trafienie Diego Forlana. Do klubu przyszedł w 2007 roku z Evertonu. Od razu trafił na najgorszy sezon klubu w Premier League, zakończony jednak „The Great Escape”. W tamtym sezonie zresztą był bardzo ważnym graczem. Ostatnie sezony nie były jednak dla niego udane. Trapiony przez kontuzje piłkarz w sezonie 12/13 nie zagrał w ani jednym meczu pierwszej drużyny, dwa razy pojawiając się na ławce rezerwowych. Ostatnim piłkarzem, którego opiszę w tej części, jest Chris. Szczerze mówiąc, zawsze należał on do zawodników, których darzyłem największą sympatią. Był dość uniwersalnym piłkarzem, mogącym grać na środku bądź prawej stronie defensywy lub jako defensywny pomocnik. U różnych trenerów grał właśnie jako prawy defensor. Martin Jol widział w nim gracza środka pola. I na tej pozycji grał w ostatnim sezonie. Łącznie zagrał w 19 meczach, strzelając dwie bramki.  Z tej trójki jak na razie tylko Schwarzer znalazł nowy klub. Australijczyk będzie występował w barwach Chelsea.

The One and Only...
The One and Only…
Tą bramkę zapamiętamy na długo.
Tą bramkę zapamiętamy na długo.
"Bairdinho" w roli snajpera.
„Bairdinho” w roli snajpera.

Juniorzy górą!

Drużyna Fulham do lat 18 zdobyła mistrzostwo juniorskiej Premier League. Po zajęciu drugiego miejsca (na siedem drużyn) w pierwszej fazie rozgrywek i awansie do Elite Group, nasi młodzieżowcy wygrali te rozgrywki, pokonując w ostatnim meczu Reading 3:0. Hat-tricka w tym spotkaniu ustrzelił Moussa Dembélé, który podpisał z klubem pierwszy profesjonalny kontrakt. Zwycięstwo to potwierdziło tylko, że akademia Fulham znajduje się w znakomitej dyspozycji. Miejmy nadzieję, że przynajmniej część z tych chłopaków będzie w przyszłości stanowiła o sile naszej drużyny.

We are the Champions!
We are the Champions!

Nowe stroje (i nowy sponsor)

Po ostatnim meczu sezonu 12/13 na stronie Fulham pojawiła się wszystko mówiąca informacja „Fulham FC is all in”. Nie było to wielkim zaskoczeniem, ponieważ od dawna mówiło się o ponownej współpracy klubu z adidasem. 24 czerwca uruchomiono przedsprzedaż nowych strojów, natomiast 4 lipca zostały one oficjalnie zaprezentowane. Zbiegło się to z ogłoszeniem nowego sponsora Fulham. Została nim firma bukmacherska Marathonbet, która podpisała kontrakt na dwa lata z opcją przedłużenia o kolejny rok. Co do strojów, według mnie są one dobre. Boli jedynie szablonowość adidasa, który produkuje stroje dla wielu innych ekip i dla wszystkich ma ten sam szablon, wprowadzając tylko niewielkie zmiany. Podstawowym elementem nowych strojów jest kołnierzyk w stylu „V-neck”. W wersji podstawowej dla Fulham jest on oczywiście czarny.  A wy, co o nich sądzicie?

Co lepsze - przewidywalność adidasa czy ekscentryzm Kappy?
Co lepsze – przewidywalność adidasa czy ekscentryzm Kappy?

Tournée po Kostaryce

Pomiędzy 14 a 20 lipca zawodnicy Fulham rozegrali trzy mecze w Kostaryce. Rywalami były miejscowe ekipy: CS Cartaginés, LD Alajuelense i Deportivo Saprissa. Zwycięstwami w regulaminowym czasie zakończyły się dwa pierwsze (kolejno 3:0 i 3:1), natomiast w ostatnim meczu nasza drużyna wygrała dopiero po rzutach karnych (2:2 / 5:3). Martin Jol w każdym meczu mocno eksperymentował ze składem, po przerwach meczów zespół prezentował się z reguły w zupełnie innym zestawieniu. Z dobrej strony pokazała się nasza nominalna dwójka z przodu – Ruiz i Berbatov, którzy zdobyli trzy bramki. Po jednym golu zdobyli Sidwell i Rodallega. Zasadniczo nie wiem, czy mogę coś więcej napisać o tych meczach, odbywały się one o dosyć późnych porach, tak więc nie miałem możliwości obejrzenia chociaż jednego z nich. Komentarze niektórych kibiców są dosyć nieprzychylne, z kolei kibice kostarykańscy są wpatrzeni raczej w Bryana niż w Fulham. Ja nie zwracałem zbytniej uwagi na wynik tych meczów. Wiedziałem, że to dopiero początek przygotowań i poczekamy na uzyskanie pełnej sprawności fizycznej i ogrania meczowego.

To dopiero początek, ale "piątki" oczywiście mile widziane.
To dopiero początek, ale „piątki” oczywiście mile widziane.

Good bye Al-Fayed, welcome Khan

Po 16 latach rządów skończyła się era Mohameda Al-Fayeda w Fulham. Egipcjanin, który był właścicielem klubu od 1997 roku, sprzedał udziały w klubie Shahidowi Khanowi. Pochodzący z Pakistanu Amerykanin fortuny dorobił się w przemyśle samochodowym, kupując (w 1980 roku), a następnie rozwijając firmę Flex-N-Gate, zajmującą się wyrobem części. W 2011 natomiast kupił klub NFL Jacksonville Jaguars. Jego majątek wynosi około 2,5 miliarda dolarów.

Wracając do Al-Fayeda, trochę szkoda będzie widzieć Fulham bez niego. Wyciągnął klub z tarapatów finansowych, a następnie rozpoczął gruntowną przebudowę drużyny, która w roku 2001 zawitała do Premier League. Był bardzo oddany klubowi, za co też należy mu się wielki szacunek. Czego mu życzyć…wydaje mi się, że spokojnej starości, bo w wieku 84 lat ciężko już robić intratne interesy.

Who is who? :)
Who is who? 🙂

Pierwszy sparing po powrocie…in minus

28 lipca z kolei Fulham rozegrało na Weserstadion mecz z Werderem Brema. Niestety, przegraliśmy 0:1. Jedynego gola zdobył w 55 minucie Nils Petersen. Zero kreatywności z naszej strony. Moim zdaniem taki wynik to najmniejszy wymiar kary ze strony niemieckiego zespołu, który w ostatnim sezonie walczył o utrzymanie w Bundeslidze. W oczy rzuca się oczywiście brak kreatywnego pomocnika (przynajmniej w zalewie defensywnych graczy tej formacji pojawił się Kasami). Oby do startu sezonu udało się wszystko uporządkować. Następne mecze 5 sierpnia (poniedziałek) i 10 sierpnia (sobota) kolejno z Realem Betis (Sewilla) i FC Parmą. Betis w Primera Division zajął 7. miejsce, natomiast Parma w rozgrywkach Serie A znalazła się na 10 miejscu.

Dobrze? No, chyba jednak nie do końca...
Dobrze? No, chyba jednak nie do końca…

Nowe stroje wyjazdowe

W dniu wczorajszym na Facebookowym profilu Fulham, a następnie na stronie klubu, umieszczono pierwsze zdjęcia strojów wyjazdowych, których będzie używać nasza drużyna w nadchodzącym sezonie. Wyglądają one moim zdaniem…pięknie! Są one czerwone, nawiązują stylistyką do drugiego kompletu strojów z sezonu 2000/2001, w którym uzyskaliśmy awans do Premier League. Co ciekawe, nie zawierają one kołnierzyka V-neck, który przewija się przez szablon adidasa w strojach na ten sezon. W kampanię prezentującą nowe koszulki zaangażowani są byli gracze związani z Fulham – Rufus Brevett, Kit Symons i Luis Boa Morte. Stroje trafią do internetowego sklepu FFC 6 sierpnia, natomiast w sklepiku klubowym znajdą się 10 sierpnia.

Nawiązania do pięknych czasów...tylko z dawnymi bohaterami
Nawiązania do dawnej współpracy…tylko z dawnymi bohaterami.

Na koniec

Uff, to chyba wszystko. Mam nadzieję, że artykuł nie był zbyt nudny. Oczywiście, proszę o komentarze i opinie. Krytyka (konstruktywna, rzecz jasna) mile widziana. Dzięki, pozdrawiam, Gamba.

Hit transferowy z zamrażarki? Czyli rozprawa o łasicy.

Drodzy czytelnicy. Dzisiaj porozmawiamy o łasicy. Ale spokojnie, bynajmniej nie doszło do jakiejś fatalnej pomyłki, nie trafiliście na stronę miłośników zwierząt. Sprawa rozchodzi się bowiem o łasicę kostarykańską, wartą bagatela 10.6 miliona funtów. Na imię jej Bryan Ruiz González.

Drogi Bryanie. Nadchodzi Twoja chwila prawdy. Jesteś w klubie już rok, najwyższy czas byś pokazał na co Cię stać. Spróbuj udowodnić, że transfery mogą być jak wino, z czasem zeszlachetnieć i wydobyć pełen bukiet smaków. Wybuchnij niczym bomba z opóźnionym zapłonem. Bądź jak nagły zwrot akcji w dobrym kryminale. Napisz historię, której nie powstydziła by się sama Agatha Christie.  Zrzuć siebie ten potworny ciężar ceny i odepchnij daleko porównania do kozła ofiarnego kibiców w postaci Steve’a Marleta. Pokarz, że nie trzeba mieć budowy niedźwiedzia, by sprostać ciężkim brytyjskim realiom. Byś wszystkim niedowiarkom mógł wreszcie zakrzyknąć z dumą: „Jam Łasica!”.

Limit apostrof na jeden tekst zdaje się wyczerpany, więc czas przejść do konkretów. Dotychczasową przygodę Bryana z Fulham chyba najlepiej podsumował jego debiut. Było to czterdzieści pięć minut w spotkaniu z Blackburn, podczas którego Kostarykanin doświadczył czołowego zderzenia z angielską rzeczywistością piłkarską. Choć nowemu nabytkowi the Whites nie można było odmówić techniki, gracji i zwinności, szybkie tempo gry i agresja przeciwnika przerosły Ruiza, zmienionego już w przerwie. Był to ewidentny falstart, pełen nieudanych dryblingów, strat i kiepskiej gry w defensywie. Nieco zagubiony i zbity z tropu Bryan wrócił na ławkę i potrzebował kilku występów jako rezerwowy, by ponownie wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie, które utrzymał z grubsza  już do końca sezonu. Pech chciał, że koniec ten nastąpił przedwcześnie, kiedy to w kwietniowym, wysoko wygranym meczu z Boltonem Kostarykanin doznał złamania śródstopia. Ruiz raz jeszcze musiał zejść ze sceny przedwcześnie, zostawiając po sobie pewien niedosyt. W debiutanckim sezonie Kostarykanin ustrzelił dwie bramki i cztery razy asystował, statystycznie nie powalając fanów na kolana. Choć trzeba przyznać, że kiedy już łasica trafiał do siatki, golom tym towarzyszył najwyższy kunszt techniczny, a podcinka ze spotkania z Evertonem i lob z Boltonem na długo zapadły nam w pamięć. Skoro jednak posłodziliśmy, to dla przeciwwagi należy się także łyżka dziegciu. Ale wpierw banał. Napastników rozlicza się z ilości bramek, a nie z urody tychże, o czym doskonale wie chociażby Filippo Inzaghi . Ruiz przeszedł do Fulham jako były król strzelców Eredivisie, i choć nie jest to żaden gwarant skuteczności w angielskiej piłce (tutaj z kolei wypada pozdrowić Afonso Alvesa), to z pewnością niesie to ze sobą pewne oczekiwania. Ruiz nie był dotychczas w stanie im sprostać, stąd jego odbiór wśród kibiców jest niezwykle zróżnicowany. Zwolennicy wychwalają jego wyszkolenie techniczne, umiejętność lawirowania między obrońcami i znakomicie ułożoną lewą nogę. Przypominają domowy mecz z Arsenalem, kiedy to ich zdaniem Bryan, że też użyję tego anglicyzmu, zrobił różnicę. Przeciwnicy krytykują go za lichą budowę ciała, częste straty, przechodzenie obok spotkań i nieskuteczność. I najchętniej wręczyliby mu całoroczny karnet na siłownię. Ja natomiast proponuję wycieczkę do pokoju taktycznego, która pozwoli częściowo wytłumaczyć niepowodzenia Kostarykanina w jego pierwszym sezonie gry nad Tamizą. W barwach FC Twente Ruiz najczęściej delegowany był jako ofensywny skrzydłowy w bardzo popularnym w Holandii ustawieniu 4-3-3. Niestety, w Anglii ta forma taktyczna jest w zasadzie na wygięciu i ironicznie Holender Martin Jol musiał znaleźć nowemu nabytkowi jakieś inne miejsce na boisku. W ten sposób Bryan wylądował na pozycji prawego skrzydłowego, co z perspektywy czasu wydaje się czynnikiem utrudniającym mu pokazanie pełni możliwości. Z jednej strony Ruiz znalazł się daleko od bramki, przez co ciężko było mu trafiać z oczekiwaną częstotliwością do siatki rywala. Z drugiej, ten niekoniecznie wzorcowo zbudowany zawodnik  został obciążony dużą ilością zadań defensywnych. I choć z czasem jego gra obronna w oczach zyskiwała na jakości, to jednak niewielu byłoby takich, którzy mieli zamiar oklaskiwać reprezentanta Kostaryki za odbiory. Martin Jol sam wsadził swój nabytek na minę i jak się zdaję, dopiero na chwilę przed jego kontuzją zrozumiał swój błąd. To  wówczas zaczął go bowiem wystawiać bliżej bramki rywala, jako cofniętego napastnika. I właśnie w takiej roli widziałbym Ruiza w tym sezonie. Mówiąc dosadnie, wsadziłbym go w buty Gery. Niech gra za plecami Petricia i łączy pomoc z atakiem.  Czy przypadkiem Węgier również nie zaczynał jako niezbyt przebojowy prawy skrzydłowy?

Nie ma cienia wątpliwości, że nadchodzący sezon będzie dla londyńskiej kariery byłego gracza FC Twente niezwykle istotny. Wobec niepewnej przyszłości takich graczy ofensywnych jak Dembele i Dempsey, odpowiedzialność za kreowanie i strzelanie bramek może spaść na barki Kostarykanina. Czy przez rok nabrały one wystarczającą dużo masy mięśniowej by ten ciężar podźwignąć? Czy też problem leżał zgoła gdzie indziej, w głowie i potrzebie aklimatyzacji? Mimo że Ruiz dołączył do Fulham już przed rokiem, łasica może być pewny ciągłej boiskowej inwigilacji. Całe multum gałek ocznych będzie wnikliwie na niego spoglądać, z nadzieją, że prócz znajomej długowłosej postury Kostarykanina dostrzegą nową jakość w jego grze. I brew wszelkiej logice, nagle może się okazać, że najlepszym transferem nowego sezonu jest ten sprzed roku. Bo choć przy nazwisku Ruiza pali się żółta lampka ostrzegająca przed niewypałem, równie prawdopodobna jest eksplozja jego talentu. Jakikolwiek by nie był ten nadchodzący sezon, okres ochronny dla łasić należy oficjalnie uznać za uchylony!

Ruiz lobuje Jääskeläinena. Czas by jego fulhamowa kariera dokonała podobnego wzlotu.